A potem się zaczęło….

A potem się zaczęło….

W przypadku dziecka z autyzmem warto pamiętać o tym, że jest to przede wszystkim dziecko. Należy też zapamiętać, że to dziecko tak jak wszystkie inne ciekawe świata, ludzi, nowych doznań. Chce się uczyć, podróżować, rozwijać tak jak inne dzieci…

Potrzebuje jednak więcej wsparcia i zrozumienia. I to nie tylko ze strony rodziców, rodziny ale także społeczeństwa. O to ostatnie często trudno, dlatego ważne abyśmy zrobili co w naszej mocy, aby w domu nasze dzieci były bezpieczne.

Czym jest bezpieczeństwo u dziecka?

To nic innego jak przewidywalność, poczucie, że mogę o czymś decydować, znajomość zasad i możliwość komunikowania. To bardzo dużo. Dzieci rozwijające się w sposób typowy mają zdecydowanie bardziej ułatwione zadanie. Rozumieją świat intuicyjnie, mniej rzeczy je rozprasza, szybciej zaczynają się komunikować co jednocześnie sprawia, że sprawy, emocje, uczucia, wszystko jest łatwiejsze i bardziej zrozumiałe.

Wydaje mi się, że w przypadku małego dziecka warto zapoznać się z etapami rozwojowymi dziecka. Sprawdzić co jako dwu,  trzylatek już powinien umieć. Gdzie są jego słabsze strony. To daje obraz nad czym możemy pracować. Tylko nie jako terapeuci- rodzic to nie terapeuta.

Rodzic uczy poprzez zabawę, dawanie przykładu, angażowanie w sprawy domowe, pozwalanie na samodzielność. To nasza rola. Czytamy książeczki dziecku: uczymy go nowych wyrazów, pojęć, skupiania uwagi, spędzania czasu z rodzicem. Prosimy dziecko o posprzątanie zabawek: uczymy go odpowiedzialności, porządku, pomagania, konsekwencji, zasad. Gotujemy z dzieckiem: nazywamy produkty, uczymy naprzemienności ( raz ja, raz ty wrzucasz coś do garnka) pobudzamy zmysły smaku, dotyku, węchu, wzroku – to nic innego jak integracja sensoryczna za którą często płacimy duże pieniądze.

Spacery, zakupy, wizyty u znajomych czy rodziny to szansa na nawiązywanie relacji społecznych przez nasze dzieci. Czasami jest tak, że dziecko ma trudności w pokonywaniu lęku przed nowymi miejscami, osobami. Jest im za dużo i za intensywnie. Ale to nie powód aby zamykać się z dzieckiem w domu. Wprost przeciwnie musimy znaleźć sposób na to aby nasze dziecko miało ochotę poznawać nowe.  Mówimy dziecku gdzie idziemy, pokazujemy na zdjęciu, filmiku jak tylko chcecie. Później mu o tym przypominamy gdy już znajdziemy się w tym miejscu gdzie zaplanowaliśmy. Wszystko robimy stopniowo, małymi krokami wzmacniając to, co dobre.

Nie krytykujemy dziecka za to, że nie potrafi. Wprost przeciwnie chwalimy pod niebiosa to, co mu wychodzi. Nikt nie lubi oceniania, ale uwielbiamy docenianie i fakt, że ktoś w nas wierzy i wspiera. Budowanie na takich fundamentach daje dobry efekt.

Często zadajemy sobie pytanie: co ludzie powiedzą? A co to nas obchodzi. A jeśli nawet będą „gadać” to pamiętajcie, że nasze sprawy obchodzą ich przez chwilę. A głowiąc się nad tym co oni myślą, sami sobie zatruwamy życie na długo.

Nauczyłam się żyć pod okiem innych osób. Mam gdzieś ich uwagi, krzywe spojrzenia, uśmieszki. Za to jak drogocenne klejnoty zbieram życzliwe uśmiechy, słowa wsparcia, podanie dłoni czy mądre rady. To one dają mi siłę i pokazują jak mój uśmiech może być ważny.

Ostatnio miałam taką przygodę. Sklep, kolejka i mój niecierpliwy nastolatek. „Czemu tyle czekamy? Nie patrz na mnie? Chcę Kubusia? Dlaczego ta Pani jest taka gruba? Mam tego dość!” – po czym w efektowny sposób padł na ziemię i zastygł w pozycji bocznej ustalonej. Ze stoicką miną trwałam w kolejce chociaż w moim wnętrzu dokonywała się erupcja wulkanu negatywnych emocji. Gdy nadeszła moja kolej pani ekspedientka z podniosłą miną rzekła: „ Wychowałam piątkę dzieci i żadne, podkreślam żadne nie zachowywało się w taki sposób”. Najuprzejmiej jak umiałam, z miłym uśmiechem na ustach odparłam: „Pewnie żadne nie miało autyzmu?”. Po czym wyszliśmy. Przy samochodzie, gdy już miałam dokonać linczu na rodzonym dziecku, ten mnie zapytał: „Ja nie jestem dziwny mamo? Nie chcę być dziwny”; „ Nie jesteś. To inni są dziwni bo chcą byśmy wszyscy byli tacy sami.”

Nigdy, ale to przenigdy nie wstydźcie się Swojego dziecka. Możecie się wstydzić jego zachowania, tego, że wysikał się na szczycie schodów prowadzących do kościoła, że leży i wyje w krzakach bzu, że wącha w restauracji potrawy pana siedzącego przy stoliku obok z komentarzem „Wspaniały zapach”. Tego, że w centrum handlowym znika średnio co drugie zakupy, że udaje mu się wiadro z wodą, nieopatrznie pozostawione przez panią sprzątającą, zrzucić z pierwszego piętra tuz przed przechodzącymi klientami; pytać na cały głos co znaczy słowo ”kur..” i to 20 razy, aż usłyszy odpowiedź. Tak w takich sytuacjach możemy czuć się zażenowani. Możemy głupio się uśmiechnąć, udawać, że to nie nasze dziecko, roześmiać się w głos- to zdecydowanie najbardziej pomaga. Ale nie wstydźmy się tego młodego człowieka. Nie zabijajmy jego ciekawości. Tłumaczmy mu spokojnie, próbujmy nauczyć go o co chodzi. Bo leżenie w krzakach bzu jest ok, ale gdy mamy więcej czasu i nie koniecznie przy najruchliwszej ulicy w mieście, w towarzystwie znacznie starszego i mniej przytomnego towarzystwa. Że sikanie jest ważne, ale najlepiej to robić w toalecie bo można umyć ręce. Że wiadro zrzucone z takiej wysokości się połamie i pani która sprząta będzie smutna. Ale możemy porzucać piłką na boisku, podwórku czy gdzieś gdzie można i jest bezpiecznie.

Powyższe zachowania coś znaczą. To od nas zależy czy znajdziemy wspólny język. Dobrze jest nauczyć nasze dzieci podejmowania decyzji, wybierania i innych mega ważnych spraw. Ale najważniejsze to fakt aby nauczyć je samodzielności i zaufania do nas.

Ula

Dziękujemy.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *