Z cyklu: przez życie na obcasach. Kiedy odejdzie „ostatnia kobieta”…

Z cyklu: przez życie na obcasach. Kiedy odejdzie „ostatnia kobieta”…

Kurz unosi się wszędzie, pomimo upalnego dnia okna w samochodzie muszą być zamknięte. Żwirowa „tarka” daje o sobie znać. Przyroda coraz bardziej upomina się o swoje, nachalnie wdzierając się do opustoszałych budynków. Za każdym razem, kiedy tędy jedziemy cywilizacja wycofuje się jeszcze bardziej, ustępując miejsca przyrodzie i …przemijaniu.

Chyba minęliśmy wjazd do wioski – zaczynam rozglądać się nerwowo dookoła.
Na pewno nie, zobacz jest tutaj – uspakaja mnie mąż.
Chyba sobie żartujesz, przecież tu są tylko krzaki, niemożliwe, aby w ciągu roku tak się rozrosły.

A jednak. Wjeżdżamy. Czuję jak gardło zaciska mi się coraz bardziej, staram się powstrzymać napływające do oczu łzy. To jedyne miejsce na ziemi, w którym tak namacalnie doświadczam przemijania, upływu czasu i kruchości ludzkiej natury. Charakterystyczny dom na początku wsi stoi nadal. Droga niegdyś wybrukowana, dziś przypomina o tym jedynie skrawkami pojawiających się kamieni. Wśród krzaków, gdzie jeszcze w ubiegłym roku dostrzec można było stare zabudowania, dziś nie widać już nic. „Kolejne się poddały” – myślę. Tam, gdzie kiedyś słychać było ludzkie głosy, dziś jedynie szumią liście. Tam, gdzie niegdyś przeplatały się ludzkie losy, dziś przeplatają się gałęzie.

Dojeżdżamy. Czeka już na nas przed furtką jednego z nielicznych domów, które przypominają, że kiedyś żyli tutaj ludzie. Niewiele się zmieniła. Ostatni raz byliśmy tu w ubiegłym roku. Przyjeżdżamy zdecydowanie za rzadko. Przy jej nodze niecierpliwi się Kuba – owoc mezaliansu naszego kundla z rasową jamniczką sąsiadów.

Dzień dobry Ciociu…
Na jej uśmiechnięte usta spływają łzy.

„Ostatnia kobieta” ma 90 lat i jest najstarszą kobietą w mojej rodzinie. Choć to siostra mojej babci, odkąd pamiętam mówię do niej „Ciociu”. Dlaczego nazwałam ją „ostatnią kobietą”? Mieszka w małej, zapomnianej przez ludzi, podlaskiej wsi. I jest pomijając letników, jej ostatnią mieszkanką. Gdzie się podziali inni? Część wyjechała do dzieci. Część…przeminęła.

Latem pojawia się tu letnik, czasem przyjadą potomkowie rdzennych mieszkańców wsi. Ostatnio wprowadziła się tu też młoda kobieta. Nie wiadomo skąd i na jak długo. Krążą o niej różne opowieści. Ludzka natura zmusza nas do zaspakajania ciekawości w bardzo złośliwy sposób. Jeśli czegoś nie wiemy zaraz ułożymy do tego historię.

Nasza wizyta zawsze wygląda podobnie – spacer po podwórzu, herbata na ganku, spacer ulicą w obie strony wsi. Nie wiem, która jej część przysparza mi więcej smutku.

Doskonale pamiętam tę wieś kiedy jako małe dziecko przyjeżdżałam tutaj z rodzicami. Wujka, którego zawsze zastawaliśmy przy którymś z wiejskich zajęć. Nie wiem dlaczego, ale kiedy o nim myślę zawsze widzę go wyprowadzającego konia w pole. Czuję wtedy zapach świeżego chleba i smak gęstej, kwaśnej śmietany. Dostawałam zawsze słoik na wynos, taki wiejski rarytas, który w domu mieszałam z cukrem i kakao. Nigdy więcej nie jadłam już tak pysznej śmietany.

Kim jest „ostatnia kobieta”? Jest matką, babcią, była żoną. Całe życie ciężko pracowała na roli. Nigdy nie była u lekarza.

Czym zajmuje się teraz? Wieczorami w starej wiejskiej chatce, przy ledwo ćmiącej się żarówce ręcznie robi ozdoby, którymi potem obdarza całą rodzinę. Jestem pełna podziwu jej pracy.

Ciociu, a Ty nakładasz okulary do tych robótek?
Nie potrzebuję – śmieje się – jeszcze widzę.

I tak w swojej kolekcji posiadam już serwetki, zrobione na szydełku z wcześniej pociętej w cienkie paski jednorazowej reklamówki. Kurczaka na podstawce zrobionego na drutach, gwiezdną bryłę stworzoną z kawałków kartonu po sokach, obszytych materiałami i zszytych w jedną całość.

Jako jedyna w rodzinie potrafi zrobić „bondy”. Placki, które tak nazywamy, po które specjalnie się do niej jeździło. Chyba nie ma kobiety w mojej rodzinie, która nieudolnie nie próbowałaby przejąć tej sztuki, w rezultacie czego powstawały jedynie tandetne imitacje placków Cioci. Nie jadłam ich już latami.

Dlaczego tu została? Przecież mogłaby wyjechać do córki. Ja ją rozumiem, tu żyła, tu kochała i była kochana, tu śmiała się i płakała. Starych drzew się nie przesadza, bo obumierają.

Tylko ona potrafi zadzwonić na komórkę i pytać kto odebrał. Zawsze cieszy się, że wiem kto dzwoni, a ja za każdym razem cierpliwie tłumaczę, że jej numer mi się wyświetla.

Ela jest dużo jabłek, szkoda żeby się zmarnowały, przyjedź na dżemy nazbieracie – zadzwoniła tego lata.
Ciociu ja już dżemy mam zrobione, ale dobrze przyjadę, zabiorę. Kto wie czy w przyszłym roku będą. I tak się do Ciebie wybieraliśmy.

Pojechaliśmy, zbieraliśmy jabłka.
Ciociu, my zbierzemy, Ty z nami postój, odpocznij. Mało się w życiu napracowałaś?
Kiedy ja nie umiem nic nie robić.

Przywiozłam Ci ciociu na spróbowanie mój dżem, tegoroczny, też z jabłek.
Jakoś słabo gotowałaś – stwierdza Ciocia bacznie oglądając słoik – ja gotowałam trzy dni, wczoraj, dziś dodam cukier i jutro znów będę gotowała i dopiero w słoiki wkładam.

Szok! Robi mi się niezręcznie. I nie dlatego, że mi to powiedziała, wiem, że nie robi mi złośliwości. Jest mi zwyczajnie głupio, że dziewięćdziesięciolatce chce się trzy dni „bawić” z przetworami, a ja idę na łatwiznę co roku robiąc dżemy z dżemiksem lub jemu podobnym.

Zobacz znów odrosły – mówi Ciocia tłukąc kijem przydrożne pokrzywy – ja je codziennie tak okładam jak idę na spacer, inaczej drogę by całkiem zarosły. – Mijamy starą kuźnię.

W codziennym życiu „ostatniej kobiecie” towarzyszy Kuba, owoc zakazanej miłości naszego kundla. Kuba zastąpił Miśka. Wielką bestię szczerzącą kły do wszystkich, która na widok zgarbionej staruszki, będącej jego Panią zmieniała się w potulną owcę. Misiek za swoją Panią gotowy byłby zabić lub oddać życie. Za każdym razem dziwiła mnie jego zmienność, pokorniał na jej widok, a kiedy Cioci nie było w pobliżu ja zastanawiałam się jak mocna jest smycz do której jest chwilowo przyczepiony. Był też kot – Jaś i kurczak – Małgosia, który po złamaniu nogi został przez Ciocię zaopatrzony w usztywnienie zrobione z małych gałązek.

Będziemy się zbierać Ciociu – i żegna nas przy owej furtce, widzę ją w lusterku stojącą na środku drogi i machającą na pożegnanie. Znów robi mi się nieprzyjemnie i łzy cisną się do oczu – a jeśli to już ostatni raz?

A kiedy odejdzie „ostatnia kobieta”, bo odejdzie jak każdy z nas. Wieś całkowicie podda się przyrodzie, ulica zarośnie pokrzywami, a domy pochylą się ku ziemi.

Dopóki pamięć nie spłata mi figli będę wracała tam wspomnieniami. Do zapachu świeżego chleba krojonego przez Ciocię, zapachu ziemniaków z parnika, smaku gęstej śmietany. Do dziewięćdziesięcioletniej babci stojącej na środku drogi i machającej mi na pożegnanie.

I choć gardło zaciska się coraz bardziej, a do oczu napływają łzy ja wiem, że kiedy odejdzie „ostatnia kobieta” wieś ożyje na nowo. Wierzę, że kiedy nie zagubi się tu żaden rowerzysta, a wścibskie oczy turystów nie będą zwrócone w jej stronę, mężczyźni znów wyjdą w pole. Kobiety będą piekły chleb, kowal otworzy swoją kuźnię, a dzieci będą radośnie bawiły się na ulicy.

Przemijanie…

 

Elżbieta Stankowiak

ObcasyPodlasia.pl

 

Autor fot. Lawreszuk.eu

Udostępnij

Comments

  1. Dawno nie czytałam tak wzruszającego tekstu. Pewnie gdyby nie odwiedzili Państwo mojej strony, to o Waszej nie miałabym pojęcia. Dziękuję…
    A ten tekst jest niezwykły, trzymający w napięciu – istna opowieść, która jest zdolna skraść każde wrażliwe serce… Dziękuję za każdą literę, zdanie i za cudowną całość…

    • Dziękujemy za miłe słowa. Dzięki takim komentarzom utwierdzam się w przekonaniu, że to co robię ma sens. Mam nadzieję, że do grona naszych Czytelniczek dołączy kolejna, kreatywna kobieta. Ja z pewnością będę zaglądała na Pani stronę. Pozdrawiam Elżbieta Stankowiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *