„Dla mnie radość bycia rodzicem, to kochanie naszego dziecka takim, jakie jest.” Z cyklu Akcja Nominacja – Sylwia Wesołowska

„Dla mnie radość bycia rodzicem, to kochanie naszego dziecka takim, jakie jest.” Z cyklu Akcja Nominacja - Sylwia Wesołowska

Bycie rodzicem, to niestety nie zawsze tylko radosne chwile, to także lęk o nasze dziecko i wiele stresujących momentów. O radości bycia rodzicem, ale też stresie i trudnych chwilach rozmawiamy z Sylwią Wesołowską, autorką bloga Radość bycia rodzicem, założycielką Fundacji Mali Wojownicy.

Obcasypodlasia.pl: Czym jest dla Ciebie radość bycia rodzicem?

Sylwia Wesołowska: Dla mnie radość bycia rodzicem, to kochanie naszego dziecka takim, jakie jest. Pracując przez ponad 20 lat z dziećmi i młodzieżą, niejednokrotnie widziałam jak rodzice nie akceptowali swego dziecka, bo nie było takie, jakim je sobie wyobrażali. Dziecko zachowywało się inaczej, miało inne możliwości lub zainteresowania niż chciałby tego rodzic… Czasami nie spełniało ambicji, innym razem okazywało się zdolne nie w tej dziedzinie lub po prostu miało zaburzenia. Widziałam jak rodzice nie akceptując swoich dzieci „męczyli się”… kochali swoje dziecko, ale chcieli aby było inne.

Ja jestem orędowniczka tego, że dziecko to tylko „gość, który pyta o drogę”. Albo zaakceptujemy je takim, jakie jest i będziemy mogli razem w miłości i radości kroczyć przez jakiś czas wspólną drogą… albo to będzie bardzo ciężka droga, nieprzyjemna, ani dla dziecka, ani dla nas. Przy czym akceptacja dla mnie nie oznacza braku wychowania, tylko stawianie wyzwań i granic takich, które są adekwatne do naszego dziecka.

Jednak bycie rodzicem to niestety nie zawsze tylko radosne chwile, to także lęk o nasze dziecko i wiele stresujących momentów.

Myślę, że moment narodzin dziecka… A dla wielu z nas nawet chwila kiedy się dowiadujemy, że będziemy rodzicami to moment, kiedy tak naprawdę zdajemy sobie sprawę czym jest strach. A on pozostanie z nami już do końca. To normalne i pokazuje, że nam zależy. Ale też sprawia, że do wielu spraw podchodzimy zbyt poważnie i sami potęgujemy stres. Oczywiście są chwile, kiedy dziecko choruje, dorasta, czy się buntuje, kiedy nie jest łatwo. Ja też mam takie chwile. Ale kiedy akceptujesz dziecko i siebie jako rodzica (kochającego i stresującego się choć popełniającego błędy) to będzie nam po prostu łatwiej.

Jesteś mamą Marianny, opowiedz nam o niej?

Marianka jest cudem i to dosłownym. Dziś wiemy, że to, że została poczęta bez wspomagania farmakologicznego zadziwia lekarzy… A w to, że przeżyje też niewiele osób wierzyło. Marianka urodziła się ponad 3 lata temu… w 25tc. Była to ciąża wzorowa bez problemów… pojechałem na SOR, bo dziwnie się czułam przez prawie dwa dni… na miejscu okazało się, że mam 2 cm rozwarcie. Mała urodziła się w ciągu niecałych 7 godzin. Ważyła 780g, nie oddychała samodzielnie…

Walka była ciężka i długa, bardzo skomplikowana, bo ekstremalnie skrajne wcześniaki mają niewielkie szanse na przeżycie. Za to ogromne szanse na wszelkie możliwe powikłania. Wtedy modliliśmy się o każdy dzień… na bieżąco pisałam o tym na swoim blogu. Po 4 miesiącach w szpitalu mogliśmy zabrać Mariankę do domu. Potem było kilkunastu specjalistów, których musieliśmy odwiedzać, rehabilitacja i leki. Dziś jesteśmy już do tego przyzwyczajeni… wtedy to było jak we śnie i działałam trochę jak robot.

Z emocjami zaczęłam się rozliczać w zeszłym roku na Instagramie… A pomimo to jeszcze tego do końca nie przepracowałam. Może książka, którą piszę pozwoli na to.

Z największych powikłań wcześniaczych zostało nam mózgowe porażenie dziecięce, zaburzenia SI, niewyciszone odruchy… Jesteśmy też w trakcie diagnozy Zespołu Aspergera. Pisze My bo to dotyka całej rodziny. Mimo tego wszystkiego Marianka to mądra, wesoła i szczęśliwa dziewczynka, która przeżywa swoje dzieciństwo w wyjątkowy sposób.

O rodzicielstwie piszesz na swoim blogu Radość bycia rodzicem, ale również prowadzisz Fundację Mali wojownicy. W jaki sposób to wszystko się zaczęło?

Bloga zaczęłam pisać prawa 6 lat temu. Nie byłam jeszcze mamą, ale chciałam rodzicom podpowiadać proste sposoby, które mogą im pomóc cieszyć się z rodzicielstwa. Korzystałam z wieloletniego doświadczenia wychowawcy ale też osoby, która pracowała z rodzicami indywidualnie i na szkoleniach dedykowanych dla nich. Kiedy Marianka się urodziła powstał dział MANIA I JA, gdzie pisałam o tym, co przeżywamy. Potem przez jakiś czas szukałam pomysłu na swoją działalność. A miałam ją przed nosem.

Pomogła mi działalność na Instagramie gdzie zaczęłam pokazywać codzienność rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem. Teraz głównie skupiam się na tym, ale piszę też o wychowaniu w ogóle. Wychodzę z założenia, że jeśli coś sprawdza się u dzieci z zaburzeniami (a mam też doświadczenie zawodowe w pracy z nimi), to u dzieci bez takich problemów może sprawdzić się tym bardziej. Często zdarza mi się, że rodzice piszą po poradę – staram się tego unikać, bez znajomości dziecka i jego relacji z rodzicami trudno na odległość coś doradzić.

Opowiedz nam o fundacji.

Z Fundacją było tak, że już na oddziale Intensywnej Terapii Noworodka w USK zaprzyjaźniliśmy się z kilkoma rodzinami. Wspieraliśmy się i pomagaliśmy… trudno by było bez tej grupy. Lekarze i pielęgniarki przede wszystkim mieli ratować nasze dzieci… A nie nas wspierać. Nie otrzymaliśmy wsparcia psychologicznego… A zresztą kto by nas zrozumiał.

Po wyjściu ze szpitala nadal utrzymywaliśmy kontakt i podpowiadaliśmy sobie do jakiego lekarza chodzimy, co i jak robimy. Ponad rok dojrzewałam do decyzji o zrobieniu czegoś więcej. Trochę dzięki blogowi zaczęły do mnie trafiać dziewczyny, które w Białymstoku rodziły wcześniaki już po mnie. Podpowiadałam im i czułam, że to ważne.

Po rozmowie z mężem i kilkoma mamami wcześniaków podjęłam decyzję o powołaniu Fundacji Mali Wojownicy. Pomogło mi to, że mam ponad 20-letnie doświadczenie w funkcjonowaniu w NGO’s – na różnych szczeblach struktury. To było 2 lata temu. Dziś Fundacja to szereg działań wspierających głównie rodziny wcześniaków, ale też dzieci z powikłaniami okołoporodowymi, zaburzeniami czy niepełnosprawnych. Jesteśmy otwarci na wszystkich rodziców… nawet dzieci zdrowych

Przed nami w Fundacji dwa ogromne wyzwania. Nasi podopieczni nie są już maluszkami… podrośli i czas, aby poszli do przedszkola. Niestety większość z Nich nie byłaby w stanie funkcjonować w placówkach ogólnodostępnych czy nawet integracyjnych. Wielu z Nich cierpi na zaburzenia SI, ma problemy z jedzeniem (np. je tylko papki), bezdechy czy inne zaburzenia. A z drugiej strony to mądre i dobrze rokujące dzieci. Do grup specjalnych są zbyt dobrze funkcjonujący, a do grup integracyjnych… no cóż 25 osób w grupie w tym 5 z potrzebą kształcenia specjalnego to nie najlepiej wygląda. Sama wiem z doświadczenia, że nawet przy 2 wychowawcach trudno jest odpowiedzieć na potrzeby takiej ilości dzieci. Alternatywą są przedszkola prywatne ale albo rodziców na nie stać (jeśli nie mają kształcenia specjalnego) albo wiele z nich jest niegotowych na nasze dzieci (choćby brak własnej kuchni czy działań terapeutycznych).

W związku z tym podjęliśmy decyzję o zorganizowaniu takiego miejsca, które byłoby bezpieczne a jednocześnie zapewniało pełną opiekę terapeutyczną. Przedszkole Niepubliczne DZIELNE ZUCHY rusza 1 września, będzie to placówka integracyjna. Mamy na liście zarówno dzieci z zaburzeniami i niepełnosprawnością jak i zupełnie zdrowe. To miejsce, gdzie dzieci będą mogły się uczyć od siebie na wzajem a nauczyciel będzie przewodnikiem, a nie instruktorem. To wielkie wyzwanie bo nie robimy tego w ramach żadnego projektu… własnym sumptem. Mamy lokal, w miarę dostosowany… potrzebujemy wyposażyć salę, a zwłaszcza terapeutyczną. Niedługo rusza zbiórka, którą mam nadzieję ludzie dobrej woli wesprą. Będzie też Charytatywny Festyn Profilaktyczny w maju przy SP9, zbiórka na Pikniku Militarnym. Już kilkoro ludzi dobrej woli zadeklarowało pomoc. Wierzymy, że nam się uda.

Równocześnie ruszamy z zajęciami i rehabilitacją dla dzieci niepełnosprawnych do lat 4. To również ogromne wyzwanie, bo specjalistów pracujących z tak małymi dziećmi jest mało, często są bardzo rozchwytywani. A my chcemy zapewnić zapewnić jak najlepsze wsparcie. Dlatego też staramy się pozyskać środki na szkolenia i sami „zebrać” najlepszych wśród nas.

Oprócz inspirowania i edukowania rodziców pracujesz również z dziećmi.

Tak jak mówiłam od ponad 20 lat pracuje z dziećmi i młodzieżą. Zaczynałam od Związku Harcerstwa Polskiego, gdzie byłam przez wiele lat drużynową (swego czasu koordynowałam działania skierowane do gromad druchowych w całym kraju – byłam szefową Zespołu Zuchowego w Głównej Kwaterze) i do dziś jestem instruktorką.

Przez 9 lat pracowałam jako nauczyciel wychowania przedszkolnego zarówno w placówkach państwowych, prywatnych i nawet na obszarze wiejskim. Przez ponad 7 lat pełniłam też funkcję dyrektora w jednym z prywatnych przedszkoli w Białymstoku. Cały czas pracowałam z grupą, często z dzieci z zaburzeniami, trudnościami lub niepełnosprawnymi.

Uważam, że zarówno moja praca wychowawcza, organizacyjna jak i całe doświadczenie prywatne i zawodowe było po to, aby być najlepszą mamą dla Marianki i aby powstała Fundacja.

Lada moment zostaniesz po raz kolejny mamą. To będzie podwójna radość?

Tak, marzyliśmy o rodzeństwie dla Marianki… baliśmy się, że już przed 40-stką nie zdążymy. A tu okazało się, że jestem w ciąży. Kiedy Pani doktor na USG powiedziała, że ma niespodziankę… czułam, że to bliźniaki. Radość ogromna, ale też strach, o którym mówiliśmy.

To trudna ciąża bo jednokosmuwkowa, jednoowodniowa… na szczęście mamy cudowna Panią doktor, która zna naszą historię (przyjmowała mnie do porodu), i której ufam.

Trochę wszystko na raz się dzieje bliźniaki… przedszkole… książka… Ale wierzę, że Bóg nad nami czuwa i zorganizował to tak jak powinno być.

Fot. z archiwum Sylwii Wesołowskiej.

Autor fot. Magdalena Ławreszuk, Lawreszuk.eu

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *