„Jestem mamą dziecka wyjątkowo – wyjątkowego”

"Jestem mamą dziecka wyjątkowo - wyjątkowego"

Żadne wydarzenie, sytuacja, spotkanie nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma jakiś sens, dzieje się po coś. Kiedyś prowadziłam rozmowę na temat tego czy kochamy bezinteresownie czy też kochamy za coś? Moim zdaniem bezinteresownie kochamy tylko dzieci i to zdecydowanie bardziej te Swoje.

Gdy zostałam poproszona przez Elę o ten tekst kompletnie nie wiedziałam co mogę napisać, jak podzielić się kilkunastoletnim doświadczeniem, w kilku akapitach opisać część życia…Ale jak Ela prosi to wyzwanie się podejmuje.

13 lat temu w moim życiu pojawił się mały mężczyzna, który całkowicie skradł moje serce. Jak się później okazało, okazał się wyjątkowo – wyjątkowy. Ale od początku….

Jestem mamą dwóch chłopaków w tym młodszy z autyzmem. Kacpra zdiagnozowaliśmy gdy miał dwa i pół roku, orzeczenie otrzymaliśmy gdy miał trzy i pół. Sami musieliśmy o nie powalczyć bo kilkanaście lat temu uspokajano nas, że fakt iż dziecko nie mówi nic nie oznacza. Oznaczało. Gdy stajemy w obliczu czegoś czego nie znamy, definiujemy jako chorobę i to taką nieuleczalną- świat się zatrzymuje. Smutne w tym wszystkim jest to, że taki rodzic jak ja wtedy nie dostaje żadnego wsparcia. Wychodzi z poradni z zapisaną kartką A4 na której znajduje się swego rodzaju wyrok i tyle. Dzisiaj jest łatwiej, wtedy szukało się pomocy na własna rękę. Pamiętam, że pojechałam na konferencję organizowaną w Warszawie. Część przerw między wykładami przepłakałam w toalecie.

Chyba rok trwała moja żałoba. Tak nazwałam rozpacz, zwątpienie, pogrzebane nadzieje. Wsparcie miałam jedynie i aż w mężu. Wspaniałe było to, że nawet przez chwilę nie zmienił swojego podejścia do Kacpra. Ba, miałam wrażenie, że nawet jeszcze bardziej go kochał. I to tak naprawdę dawało mi siłę. Postanowiłam, że nasze życie będzie normalne, że autyzm nie sprawi, że zamkniemy się na ludzi, świat, na życie. Zaakceptowaliśmy fakt, że mamy wyjątkowe dziecko. Syna, który „przetestuje” nas jako rodziców. I tak się zaczęła nasza Bajka.

Jeżeli istnieją Aniołowie Stróżowie – a wierzę ze tak, to anioł Kacpra ma trzy włosy na krzyż, minę która świadczy o ciągłym napięciu i ogromne worki pod oczami -o trzęsących się rękach nie wspominając.

Już jako małe dziecko Kacper miał tendencję do uciekania. Zaczynał od wychodzenia na zewnętrzny parapet okna , później zwiewał z domu gdy tylko drzwi były otwarte. Jak zaczął jeździć na rowerze uciekał już w sposób zmotoryzowany. Pamiętam taki obrazek kiedy to na osiedlu robił kółka wokół bloku. Jedno, dwa, trzy poprawnie przejechane uśpiły moją czujność. Przy czwartym nie pojawił się na zakręcie, w panice zaczęłam go szukać i co się okazało: jechał środkiem ulicy na czterokołowym rowerku za nim radiowóz policyjny z włączonymi kogutami i panem policjantem nawołującym przez głośniki „ Chłopczyku proszę zjechać na pobocze” no i kordonem samochodów za policyjnym pojazdem. „Chłopczyk” jechał dalej, a ja jak matka wariatka (Kacper nie reagował wtedy na żadne nakazy, zakazy, nie mówił – po prostu brał świat jak chciał) biegłam wzdłuż ulicy w celu zatrzymania Kacpra. Czasami mam wrażenie, że moje życie to taki bieg z Kacprem: czasami go wyprzedzam, czasami biegnę równo z nim, a czasami daleko z tyłu.

Najważniejsze w wychowani u Kacpra to traktowanie go jak człowieka. Nie stygmatyzowanie, nie wmawianie mu i sobie, że z powodu autyzmu czegoś nie zrobi albo się nie nauczy.

Ula

Dziękujemy.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *