„Nie wolno się podawać i z każdej sytuacji trzeba, wynieść coś pozytywnego na przyszłość” – Judyta

„Nie wolno się podawać i z każdej sytuacji trzeba, wynieść coś pozytywnego na przyszłość” - Judyta

Często pytacie mnie skąd czerpię inspirację do artykułów, wywiadów, które publikuję na łamach portalu. Odpowiedź jest zawsze jedna i ta sama, a do tego banalnie prosta – z życia.

Przychodzę do Ciebie jako pacjentka, klientka, koleżanka i wystarczy jedno spojrzenie, Ty jeszcze o tym nie wiesz, ale ja już wiem – chcę opowiedzieć Twoją historię. Tak właśnie to się zaczyna.

Tak było też w przypadku Judyty, trochę czekałam, aby jej nie wystraszyć, ale w końcu przyszedł czas na atak.

Obcasypodlasia.pl: Ja znam doskonale Twoją historię. Opowiedzą nam proszę od czego się zaczęła – Twoje losy toczyły się tak, że nic w sumie nie zapowiadało, że zajmiesz się stylizacją paznokci.

Judyta: To prawda, nigdy wcześniej nie myślałam o tym, że mogłabym zajmować się stylizacją paznokci, chociaż zawsze w torebce miałam pilniczek do paznokci. Kilka lat temu, byłam tylko mamą, żoną i gospodynią domową.

Mój mąż mając swoją działalność, wracał do domu na noc. Wszystkie obowiązki domowe spadły na mnie. Małe dzieci mają to do siebie, że często chorują i u mnie nie było inaczej. Szczególnie młodszy syn, który ciągle był chory. Ciągle lekarze, szpitale i tak trwało to kilka lat. Jak każda młoda mama, starałam się ogarnąć wszystko jak najlepiej potrafiłam. Nie czułam zmęczenia, nawet nie zastanawiałam się nad tym co czuję.

Niespodziewanie odwiedziła mnie koleżanka, której nie widziałam kilka lat. Zapytała mnie, co u mnie słychać. Opowiedziałam o mężu, o dzieciach. A ona ponownie zadała pytanie: „A co u Ciebie słychać?”. Zamarłam. W jednej chwili, zdałam sobie sprawę, że nie wiem co mam powiedzieć, że nic u mnie nie słychać i nawet nie pamiętam, kiedy zrobiłam coś dla siebie. Cokolwiek. Oczywiście ukryłam swoje emocje, ale po wyjściu koleżanki, płakałam, jak chyba nigdy dotąd. Czułam, jakbym zgubiła kilka lat z życia, zapomniała o sobie. To nie tak, że żałowałam, że mam dom, rodzinę, bo to najcenniejsze co mam, tylko, że zapomniałam, że jestem kobietą. Uspokoiłam się momentalnie, otarłam łzy i pomyślałam, że muszę coś zrobić.

Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, to jakaś zaoczna szkoła, bo w weekend będzie miał kto zająć się dziećmi. Nie czekając, włączyłam internet i pierwszą szkołą jaka mi wyskoczyła, była szkoła kosmetyczna. Nie szukałam więcej, miałam tylko jedną myśl : Przecież zawsze lubiłam robić paznokcie. Super. Była godzina 14.55. Pomyślałam, że może już się nie dodzwonię do sekretariatu, ale udało się i drugiego dnia zawiozłam dokumenty.

To miało być coś dla mnie. Nie praca, nie zawód, tylko oderwanie się od obowiązków domowych. Ciężko było ponownie przyzwyczaić się do „chodzenia do szkoły”, ale miałam coś dla siebie. Musiałam ubrać się, uczesać, zrobić makijaż i wyjść do ludzi, do innych kobiet. Jakoś to szło, ale na początku niekoniecznie było ciekawie. Dopiero, gdy zaczęłyśmy robić paznokcie hybrydowe. Zakochałam się. W ciągu 2 tygodni, kupiłam lampę, niezbędne rzeczy i 4 lakiery. Każdą wolną chwilę spędzałam na robieniu sobie paznokci. To był mój czas, chwila tylko dla mnie. Z czasem koleżanki chętnie zaczęły do mnie przychodzić na kawkę i paznokcie i tak to poszło.

Jesteś żoną i mamą na pełnym etacie. Zdecydowałaś się jednak na start z własnym lokalem Usługi Kosmetyczne „ESMA”. Jako Twoja klienta wiem, że umawiać się do Ciebie trzeba z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, domyślam się, że Twój kalendarz pęka w szwach. Jak sobie radzisz z połączeniem pracy z obowiązkami domowymi?

Nie miałabym lokalu, gdyby nie mój mąż. Jestem mu bardzo wdzięczna za to, że we mnie wierzył i wszystkie sprawy z budową lokalu wziął na siebie. Rzeczywiście wracam teraz do domu późno, więc musiałam zaangażować wszystkich domowników do ogarnięcia domu, ale tak naprawdę nic nie zmieniło się oprócz tego, że kiedyś wszystkie kubki w szafce musiały stać uchem w jedną stronę, a teraz cieszę się, jak ktoś w ogóle wyjmie naczynia ze zmywarki.

Wszyscy sprzątają na święta, a ja sprzątam po. Szczerze mówiąc, rodzina zaczęła bardziej doceniać to, co robiłam w domu. Mąż, wracając wcześniej ode mnie, nie raz zaczepił się o plecaki chłopaków i wtedy zrozumiał, o czym mówiłam. Tak naprawdę wszystkie kobiety mają ten sam problem. W rzeczywistości, same do tego doprowadzamy. Zakładając rodzinę chcemy, aby wszystko było idealnie. Robimy wszystko za wszystkich i dla wszystkich, zapominając o sobie. Gdy mamy w końcu tego dosyć, nikt nas nie rozumie, bo przecież zawsze tak było. Fajnie, że coraz częściej mężczyźni angażują się w sprawy domowe. Jeśli chodzi o kilkutygodniowe kolejki, to chyba trochę przesadziłaś. Klientki, które przychodzą regularnie, umawiają się z miesiąca na miesiąc. Mamy takie czasy, że wszystkim brakuje czasu i wszystko planujemy z dużym wyprzedzeniem. Rzadko robimy coś spontaniczne. Tak jest u mnie i tak naprawdę wszędzie.

Jakość usług czy też dobra lokalizacja czasem nie wystarczą aby przyciągnąć do siebie klientów, moim zdaniem trzeba mieć jeszcze to COŚ w sobie. Wizyta u Ciebie to nie tylko „zrobienie” paznokci. Ja osobiście czuję się tak jakbym przyszła do dobrej znajomej (pomimo, że wcześniej się nie znałyśmy) napić się kawy, porozmawiać. Zawsze czuję niedosyt kiedy wychodzę. Zdajesz sobie sprawę, że to Ty tworzysz to miejsce?

Już kiedyś usłyszałam to od Ciebie i bardzo dziękuję Ci za te słowa. Nie wiedziałam, że ktoś może tak mnie postrzegać. Jest mi bardzo miło, jeśli tak jest. Mimo, że wcześniej nie znałyśmy się, Ty znasz mnie już bardzo dobrze. Tak jest z większością klientek. Jesteśmy małym społeczeństwem i nawet jeśli nie znałyśmy się wcześniej, nie ma między nami bariery. Jestem straszną gadułą, a ta praca to spełnienie moich marzeń. Robię to co lubię, a to, że mogę wygadać się, to już w ogóle super.

Wydaje mi się, że fryzjer, kosmetyczka w obcowaniu ze swoimi klientami muszą często odgrywać rolę psychologa, najlepszej przyjaciółki, albo po prostu umieć z kimś pomilczeć.

My kobiety lubimy rozmawiać i nikt tak nie zrozumie kobiety, jak druga kobieta. Mam wspaniałe klientki. Zazwyczaj czekam na nie z niecierpliwością, aby po prostu dowiedzieć się, co u nich słychać. Często mamy podobne problemy, doradzamy sobie, wymieniamy się doświadczeniami. Miło mi, jeśli ktoś zwierzy się ze swoich problemów, z góry obdarowując mnie zaufaniem. Bardzo często po takich rozmowach dociera do mnie, jakie mam szczęście.

Czego najbardziej się bałaś otwierając własny biznes?

Bałam się tego, że nie zarobię na to wszystko, że nie ogarnę tego, o czym muszę pamiętać. Zastanawiałam się, czy będę miała klientki, czy zechcą do mnie przychodzić. Wszystko okazało się, nie tak straszne jak wyglądało. Na razie jest super, ale tak naprawdę nie wiem, co będzie za rok. Mam w sobie dużo pokory, wiem, że są dziewczyny lepsze ode mnie, rzadko jestem zadowolona z siebie, ale to pcha mnie do przodu, aby nie zatrzymywać się i ciągle się uczyć.

Były ciężkie momenty?

Oczywiście, że były ciężkie momenty. Szkoła po 30tce, egzaminy zawodowe. Myślałam, że otwarcie lokalu to pestka. Okazało się inaczej. Ciężko było, gdy z dnia na dzień wyszłam z domu, za którym po prostu tęskniłam, gdy dzieci zapytały mnie, kiedy znowu nie będę pracować. Wtedy pomyślałam, że to wszystko minie, przyzwyczaimy się do nowej sytuacji. Tak też się stało. Problemy zawsze były i będą, nie wolno się podawać i z każdej sytuacji trzeba, wynieść coś pozytywnego na przyszłość.

Co powiedziałabyś dziewczynom, które chciałyby ruszyć ze swoim pomyłem, ale się boją?

Powiedziałabym, że nie ma czego się bać. Otwarcie swojej działalności, dało mi ogromne możliwości. Organizuję sobie czas tak, jak mi pasuje. Trzeba wierzyć w siebie. Nigdy nie myślałam, że mogłabym robić to, co robię teraz. Takie Panie zawsze kojarzyły mi się z urodą i wyglądem modelki. Gdzie mi do nich? A jednak wszystko jest możliwe. Trzeba pamiętać o sobie. Jeśli kobieta czuje się szczęśliwa będąc w domu, nie mam nic przeciwko. Jeśli jednak nie czuje się spełniona, powinna coś zmienić, nawet gdy, będzie mniej czasu dla rodziny. Dzieci, tak czy inaczej, kiedyś pójdą swoją drogą, a my zróbmy tak, aby czymś zastąpić tę pustkę.

Dziękuję.

Share

Comments

  1. Judytko wielkie brawa!!! I powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *