„Pół żartem, pół serio ” Adam Neczyperowicz

„Pół żartem, pół serio ” Adam Neczyperowicz

Zapraszam na rozmowę „Pół żartem, pół serio ” z Adamem Neczyperowiczem, mężczyzną, który co miesiąc ma odwagę stanąć oko w oko z rozbawioną, kilkusetosobową grupą Podlasianek.

OP. Członek kabaretu Widelec, znany i lubiany konferansjer Kina Kobiet, Dj All. Można by powiedzieć „człowiek orkiestra” jeśli chodzi o wystąpienia sceniczne. Czy jest coś czego jeszcze nie wymieniłam i od czego właściwie to wszystko się zaczęło?

AN. Dzień dobry. Wszystko zaczęło się przed telewizorem dawno temu, gdy byłem jeszcze dzieckiem mówiącym na chleb – „pep”. Oczywiście oglądałem wtedy Marzenia Marcina Dańca. Jego humor i sposób narracji był dla mnie swego rodzaju wzorcem, co później, po kilku latach, znalazło swoje miejsce na Lidze Kabaretów Białostockiej Pustyni Kabaretowej, gdzie występowałem z kolegami jako Kabaret SmalBiznes, głównie jako solista. Do dziś pamiętam recenzję napisaną przez Jacka Janowicza, w której mnie do niego porównuje.

Po pierwszym sezonie trafiłem do Kabaretu Widelec i wtedy zaczęła się moja przygoda: na poważnie, wśród wiecznie starszej ode mnie publiczności. „Widelec” miał już markę i mnóstwo występów na terenie kraju. Jako 15-latek w ogóle nie znałem tego kabaretu. Dopiero po pierwszych występach zobaczyłem jakie to jest i pragnąłem więcej.

OP. Bardzo podoba mi się postawa ludzi, którzy w tym co robią czy to w życiu codziennym czy w biznesie stawiają na kilkutorowość łącząc to wszystko w całość spójną z główną dziedziną ich działań. Pan robi to świadomie czy tak po prostu pokierował Pana los?

AN. Trochę szczęścia, trochę miłości i samozaparcia. Uważam, że to trudny zawód, jeżeli w ogóle można nazwać to pracą. Pozostanie optymistą, którym niewątpliwie się urodziłem, zajmuje mi sporo czasu i to codziennie trzeba trenować. Trzeba ten optymizm trenować, aby pozostał i aby życie nam go nie odebrało. Ciężko jest wierzyć w urodę uśmiechu świata w momencie, gdy Ten, niekiedy, serwuje nam cios za ciosem. Stąd uważam, że ta kilkutorowość to swego rodzaju zabezpieczenie.

Gdybym nie miał wolnych terminów (a niekiedy są potrzebne) to byłoby trudniej, a tak zawsze mogę powiedzieć, że tak: ok, mogę, jedziemy. I jest to dobre. Lubię to robić: podróżować i stawać przed ludźmi z całym swoim zapleczem humoru i doświadczenia. Różne rzeczy się robiło – wiadomo. Rynek stwarza różne potrzeby, a ja staram się jakoś w to wkomponować i zrobić tak, żeby to było jak najlepsze. Taka sztuka kombinowania, ale bynajmniej nie na skróty. Jeżeli ktoś mnie potrzebuje jako konferansjera – ok., mogę. Jeżeli jako DJa – ok., choć z szacunkiem traktuję starszych doświadczeniem kolegów i nie wychodzę przed szereg. Jeżeli ktoś chce kabaretu – to świetnie. Gramy i mamy dobre te programy. To działa. I tak działa rynek, że trochę to kształtuje. Zupełnie inaczej jest z teatrem czy filmem, bo to są moje cele, moje pragnienia i moje pasje.

OP. Trzeba mieć nie lada odwagę, aby stanąć przed kilkusetosobową widownią rozbawionych Pań?

AN. Odwagę? Ja się nie mogę doczekać po prostu. Uwielbiam to robić i zawsze towarzyszy mi napięcie mięśni. Jednak to dobrze, bo gdyby go nie było, to co ze mnie byłby za facet. Muszę się spiąć od czasu do czasu.

OP. Jakaś szczególna sytuacja, która utkwiła w Pana pamięci związana z KK?

AN. Mnóstwo! Jednak nie jestem typem anegdociarza i zupełnie nie potrafię opowiadać dowcipów. Umiem te dowcipy wygrać na scenie, zagrać, ale każda próba opowiedzenia dowcipu kończy się kompromitacją. Ja lubię się śmiać teraz – natychmiast. Wolę humor sytuacyjny i to zawsze od sytuacji się odbijam. Denerwują mnie niekończące się sety dowcipnisiów, co walą tymi dowcipami jakby to był ich sposób na… no właśnie, na co? Wolę się skupić na tym co jest i zmienić tę sytuację w zabawną chwilę. Co nie zmienia faktu, że jest wiele dobrych dowcipów, a opowiadający wciąż pozostają moimi kolegami.

OP. Cechuje Pana ogromne poczucie humoru, które jest wpisane w to czym się Pan zajmuje. Jak jest w sferze prywatnej. Domownicy mają z Panem równie wesoło jak widownia?

AN. Często mają ze mną wesoło i często mają ze mną awangardowo. W tym sensie, że dotykają mnie, jak każdego człowieka, różne przyziemne problemy. A ja nie lubię problemów, a jeszcze bardziej nie lubię żyć przyziemnymi problemami. Wolę latać napełniony wesołością. I dla mnie to jest awangarda, czyli próba przejścia z zachowaniem optymizmu przez te problemowe szlaki. Coś zupełnie niemożliwego w Urzędzie Skarbowym, bądź innym. Awangarda zawsze była mi bliska i teraz wciąż bronię jej tajemniczej definicji oraz założeń. Nie wolno sobie pozwolić na wmawianie czegoś: że się nie da, że nie wolno. Wolno wszystko, jednak wygrać można tylko z żartem.

OP. Ma Pan spore doświadczenie w kontaktach z Podlasiankami, mówię tu oczywiście o seansach KK. Jakie według Pana są kobiety z Podlasia?

AN. Kobiety z Podlasia są najpiękniejsze na Ziemi! Jednak brakuje im czasem (mówię o własnych doświadczeniach) uwolnienia się od stereotypów. Mam wrażenie, że poprzedni system polityczny wywarł na kobietach właśnie najmocniejsze piętno. I choć to się zmienia, bo poznałem wiele wspaniałych, awangardowych kobiet, które działają w kapitalistycznym systemie z otwarta głową i jest to świetne. Aczkolwiek zawsze pojawia się pytanie: jak można żyć bez pracy? No właśnie można: zyski pasywne, freelancerka itd. Trzeba jednak mieć do tego odwagę. W przypadku kobiet jest to wręcz kosmiczne wyzwanie. Rozumiem to i chciałbym nieść pomoc oraz nadzieję, że to się zmienia i można. Na tyle, że nawet z tymi etatami – będąc na etatach – jakoś damy radę się śmiać. I wygrać. Osobiście uważam, że kobiety są o wiele silniejsze psychicznie od mężczyzn oraz, że w wielu sektorach życia, a także samej pracy – dają sobie radę doskonale. A na widowni sprawują się wręcz oscarowo!

Dziękujemy.

Autor fot. Cykady.com

Źródło: https://www.facebook.com/Neczyperowicz/photos/a.554087844783446.1073741827.554082324783998/660436054148624/?type=3

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *