Powiedzieć STOP przemocy, ale jak?

Powiedzieć STOP przemocy, ale jak?

Kolejny raz starasz się ułożyć siebie w całość, jesteś niczym układanka – puzzle rozsypujące się po ataku. Za każdym razem mozolnie sklejasz poranione i pomieszane jej części. Tym razem warto, bo przecież to miał być „ostatni raz”. I kiedy kończysz, kiedy z trudem udaje Ci się podnieść okazuje się, że „ostatni raz” jest zapowiedzią kolejnego.

Każdy rodzaj przemocy jest czymś złym, każdy pozostawia na jej ofiarach piętno, które towarzyszy im do końca życia. Istnieje wiele form pomocy osobom pokrzywdzonym przemocą domową. Jednak, aby taka pomoc była skuteczna, aby zakończyć koszmar ofiary to właśnie ona sama musi zrobić ten pierwszy krok. Pierwszy, który zazwyczaj jest tym najtrudniejszym.

Dzięki wsparciu i pomocy Pani Ewy Wierzbickiej – Nosal z Kobieta i Rozwód Białystok, możemy dziś zamieścić wywiad będący osobistymi zwierzeniami kobiety, która zdecydowała się powiedzieć „NIE” – zrobiła ten pierwszy krok, ratując siebie i dzieci.

Ewa Wierzbicka – Nosal: Jaki był Pani pierwszy krok ?

Zadzwoniłam do MOPS i umówiłam się na spotkanie. Na spotkaniu była też policjantka, która powiedziała mi o Niebieskiej Karcie oraz terapii współuzależnieni. Teraz zdałam sobie jednak sprawę z tego, że ten moment, który nazwałabym prawdziwym „pierwszy krokiem” nastąpił wcześniej. To był moment, w którym zdałam sobie sprawę, że już mam dość, że już nie dam rady dłużej tak żyć i cierpieć, o ironio to był drugi dzień świąt wielkanocnych.

Potem dużo czytałam, szukałam informacji w Internecie, ale jeszcze o tym nie mówiłam. Wiedziałam jedno, że nie mogę już go dłużej usprawiedliwiać. Musiałam coś zrobić.

Trafiłam na ul. Storczykową 5, do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Białymstoku. Tam do psychiatry, który nie stwierdził depresji tylko załamanie nerwowe. Dostałam leki, które mi bardzo pomogły. Teraz z perspektywy czasu widzę jak bardzo. Dało mi to ogromne poczucie bezpieczeństwa, pewności. Sam fakt, że robię coś dla siebie bardzo mnie wzmocnił.

Wcześniej sama ze sobą źle się czułam, miałam do siebie pretensje o to, że nic nie robię, że jestem beznadziejna, byłam przepełniona złością, którą niestety odczuwały moje dzieci. One bardzo cierpiały. Teraz widzę jakie są skutki, jak to co się działo w domu przełożyło się na ich zdrowie i nie wyobrażam sobie jak by się to skończyło, gdybym nie zdobyła się na odwagę i nie poprosiła o pomoc, gdybym o siebie nie zadbała.

 Co dała Pani terapia ?

Zrozumiałam, że to nie ja mam problem tylko mój mąż, który krzywdził mnie i moje dzieci. W czasie terapii dostałam wskazówki jak postępować, na co zwrócić uwagę. Przestałam go usprawiedliwiać i zrozumiałam, że nie mogę brać wszystkiego na siebie. Zaczęłam inaczej funkcjonować, otwierać się na ludzi, problem już mnie nie przerastał, nie zamiatałam go pod dywan, nie ukrywam, nie chowam siniaków i buteleczek, nie kłamałam by ukryć prawdę. Po 8 miesiącach od założenia Niebieskiej Karty podjęłam terapię współuzależnieni. Długo do tego dojrzewałam. Wielokrotnie próbowałam.

Proszę powiedzieć co chciałaby Pani przekazać innym kobietom w podobnej sytuacji, tym na początku drogi.

Nie bądźcie z problemem same. Szukajcie pomocy. Kiedy byłam prawie na dnie, po przejściach domowych. Sytuacja w domu doprowadziła do tego, że musiałam podjąć radykalne kroki w swoim życiu, żeby ratować siebie, a przede wszystkim moje dwie kochane córeczki. Po podjęciu leczenia w różnych poradniach (psycholog, psychiatra), był też czas na terapie współuzależnień. Zaczęłam brać leki, było coraz lepiej, ale czułam że wciąż nie mogę odnaleźć samej siebie. Chodziłam smutna brak woli do dalszej walki o lepsze jutro. Nic mi się nie chciało, przestało mi zależeć na czymkolwiek, byłam jak wrak człowieka.

Pewnego dnia moja cierpliwość, moja wytrwałość upadły zupełnie. Miałam po prostu wszystkiego dość. To był dzień kiedy postanowiłam walczyć o siebie i dla siebie. Zaczęła odzywać się moja intuicja, która przez te wszystkie lata smutku, strachu, poniżenia, monotonii była zepchnięta daleko w głąb. Bardzo dawno temu kiedy byłam bardzo szczęśliwa i miałam w sobie dużo optymizmu i radości to właśnie intuicja i moje serce grały pierwsze skrzypce. Zaczęłam rozmawiać. Wyrzucałam z siebie cały żal smutek wszystko co nazbierało się w środku przez ten cały czas. Początkowo to był papier, który słuchał, nic nie mówił tylko słuchał i przyjmował na swe białe kartki wszystko.

Drugim krokiem do szczęścia byli przyjaciele, których też odstawiłam na dalszy plan, myślałam, że tak będzie lepiej, po co komuś zawracać głowę swoimi smutkami. Rozmowa z kimś bliskim twemu sercu to najlepszy lek. Zaczęłam się otwierać na ludzi, na świat, znów dostrzegałam piękno otaczającego świata. Uśmiech, radość zaczęły gościć w moim sercu. Dalej mi czegoś brakowało. Miałam racje moja intuicja podpowiadała mi, że niedługo coś się wydarzy. Stało się. Natrafiłam na wspaniałe miejsce dla kobiet, które w pewnym momencie życia pogubiły się na ścieżce życia.

Jak wygląda teraz Pani sytuacja?

Jestem teraz w trakcie rozwodu. Przyszedł moment na kolejny krok. Cieszę się bardzo, że trafiłam do Centrum Kobieta i Rozwód w Białystoku. Jest to miejsce dzięki któremu, jestem szczęśliwym człowiekiem, w końcu odkryłam swoje miejsce w szeregu, życie. Spotkałam tam wspaniałe kobiety, pomocne w każdej chwili, są wsparciem w każdej sytuacji. Odzyskałam wiarę w siebie, w ludzi, wiarę że jednak jestem coś warta w tym życiu. Udało mi się odbić od dna, byłam przekonana, że to co się działo w moim życiu złego to moja wina, przestałam tak myśleć. Spotkałam tam ludzi, którzy otworzyli mi drzwi, wiary, nadziei, wspaniałych marzeń, lepszego jutra. W tym miejscu czuję, że mogę być w końcu sobą. Otworzyłam następny rozdział życia.

Do pełni szczęścia dużo jeszcze mi brak, a jak dużo już osiągnęłam, ale wiem że nie mogę się poddać jak to zrobiłam jakiś czas temu. Wiem żebym nie trafiła do EWY WIERZBICKIEJ-NOSAL, która założyła to wspaniałe miejsce, nie mogłabym cieszyć się dzisiejszym i jutrzejszym dniem. Dziewczyny pamiętajcie, nie ma takiego problemu, którego nie da się rozwiązać. Nie jesteście same. Dajcie sobie pomóc. Te wspaniałe kobiety są po to byś nie czuła się sama ze swoimi problemami, żebyś w końcu wyszła z cienia. Przy takich kobietach poczujesz się potrzebna, szczęśliwa, radosna, pokonasz każdą przeszkodę i wszystkie trudne chwile odejdą w niepamięć. Dajcie sobie pomóc zacznijcie od rozmowy z kobietą, dzięki której teraz ja mam siłę walczyć o siebie i lepsze jutro dla moich perełek. Wszystkie zasługujemy na szczęście. Skontaktuj się z KOBIETA I ROZWÓD BIAŁYSTOK, mi pomogły i mówię to bardzo szczerze.

Trzymam za Was wszystkie kciuki.

Sprawdź gdzie znajdziesz pomoc.

Rozmawiała: Ewa Wierzbicka – Nosal z Kobieta i Rozwód Białystok.

Dziękujemy za pomoc w realizacji wywiadu, a jego bohaterce za chęć podzielenia się swoją historią z naszymi Czytelniczkami.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *