Redakcja na tropie – pracuję razem z mężem – najlepsza droga do sukcesu czy…rozpadu związku?

Redakcja na tropie – pracuję razem z mężem – najlepsza droga do sukcesu czy...rozpadu związku?

Podczas jednego ze spotkań networkingowych od mojej rozmówczyni usłyszałam historię pewnego małżeństwa. Para prowadziła wspólną firmę od lat, doskonale się przy tym porozumiewając. Pewnego razu małżeństwo zdecydowało się na kolację w restauracji z małym eksperymentem w tle..

Mieli spędzić miły wieczór nie poruszając tematu firmy. Wieczór niestety zaskoczył ich samych ponieważ okazało się, że poza firmą nie mają ze sobą o czym rozmawiać. Kolacja była zatem początkiem końca.

Pomimo iż historię tą usłyszałam kilka lat temu nadal mam ją w głowie i w pewien sposób nie daje mi spokoju. Wiem, jak współpraca z mężem wygląda na moim przykładzie. Jednak postanowiłam sprawdzić jak temat ten wygląda u innych par – prowadzących wspólną działalność, pracujących razem, lub działających w jednym projekcie.

Jak dzielą obowiązki? Jak sobie radzą ze sprzecznymi wizjami dotyczącymi tego samego projektu? Jak pracując razem stawiają czoła obowiązkom domowym? Do rozmowy zaprosiłam trzy pary z Podlasia. Każda z nich pracuje razem w nieco innym wymiarze.

Iwona i Wojciech

Nie pracujecie razem cały czas?

Nie. Każdy z nas ma swoje obowiązki zawodowe.  Ale często jeździmy na jakieś wydarzenia i po prostu musimy ze sobą pracować. Chociaż może bardziej odpowiednie sformułowanie to „współpracować”. Z Iwoną rozumiemy się bez słów. Wiem, że to bardzo szerokie pojęcie, ale w naszym przypadku tak właśnie jest. Często spojrzymy na siebie i wiemy co mamy robić.

Mój najlepszy motywator? Pieniądze? Awans? Nie. To Iwona. Tylko ona potrafi mnie zmotywować, nawet wtedy, kiedy jestem wykończony. Potrafi dodać energii i już wiem, że praca, nawet podczas ogromnego zmęczenia, będzie układać się dobrze. Mam w niej duże wsparcie, a bez niej nie zaszedłbym tak daleko jak teraz.

Kiedy słyszę z ust Iwony: „Będzie dobrze, nie martw się.” To już wiem, że dzień będzie dobry pomimo wszelkich przeciwwskazań. Praca razem może też uczyć. Są sytuacje, które na co dzień, w domu, nie zdarzają się, a w pracy i owszem. Nawet podczas stresujących i nieprzewidzianych sytuacji, my już wiemy, że możemy na siebie liczyć i wiemy też, czego możemy spodziewać się po sobie.

Czy Waszym zdaniem taka odskocznia w postaci dodatkowego zajęcia, różnego dla obojga pomaga przetrwać pracując razem jako małżeństwo?

Dobrze powiedziane: „odskocznia w postaci dodatkowego zajęcia, różnego dla obojga”. Pomaga przetrwać. Każdy z nas potrzebuje odskoczni. W postaci spotkań z innymi ludźmi, innych zajęć – po prostu zmiany otoczenia. Stąd zgodzę się, że dodatkowe zajęcia – inne niż wykonuje partner, czy partnerka są ważne i potrzebne dla zdrowego związku. A nasz jest oparty przede wszystkim na szczerości i zaufaniu. Po takiej odskoczni, i mówię to z pełnym przekonaniem, wiemy, że nasza wspólna praca będzie układać się wzorowo. Na tym polega zdrowy związek.

Wydaje mi się, że wspólna praca ma jeden zdecydowany minus, jeśli pracujecie razem np. w weekendy, a w Waszym przypadku to dość częste jeśli się nie mylę. Co w takim przypadku z obowiązkami domowymi, opieką nad dziećmi?

Tak często musimy pracować w weekendy, niekiedy wiąże się z tym wyjazd w dalsze zakątki Polski, ale od czego są cudowni dziadkowie? Zawsze możemy na nich liczyć, a dzieciaki uwielbiają spędzać z nimi czas. Jeśli chodzi o obowiązki domowe starszy syn powoli się wdraża i stara się w tym czasie, gdy nas nie ma pełnić obowiązki Pana domu i całkiem dobrze mu to wychodzi.

Minusy i plusy pracy razem?

Widzimy się częściej co dla nas jest plusem a nie minusem, mamy też więcej tematów do rozmów, wspólny cel i podobne zainteresowania. Łatwiej jest mi zrozumieć męża z innej strony mogę obserwować go w pracy i uczyć się od niego. Wspieramy się nawzajem i uzupełniamy. Jesteśmy zgodnym małżeństwem – zazwyczaj, więc dla nas jest więcej plusów, np. można zawsze sobie miłe słówko szepnąć na ucho, przytulić i wesprzeć.

Minusy? Ciężko jest nie przenosić pracy do domu, trzeba pracować nad związkiem, potrzebne są nawet drobne atrakcje by nie wpaść w rutynę i monotonię. Ale to chyba w każdym związku tak się powinno ….

Największym minusem w naszej sytuacji jest brak czasu szczególnie w weekendy wtedy dzieci mają wolne, Mateusz jest już dorosły i ma swoje sprawy, ale Julia ma 9 lat często tęskni za nami, więc jeśli nadarza się możliwość zabieramy ją ze sobą, chodź praca z dzieckiem u boku nie jest łatwa, ale dajemy radę. Staramy się wygospodarować co najmniej jeden tydzień wakacji, by razem z dziećmi wyjechać na takie małe wakacje, wyłączyć telefony i po prostu delektować się ciszą i naturą.

Generalnie trudno powiedzieć czy jest więcej plusów, czy minusów w naszym przypadku okazało się, że nasze małżeństwo i budżet domowy na tym zyskało.

Magda i Janek

Was łączy pasja – stowarzyszenie. Obydwoje zawodowo zajmujecie się czymś innym, to dla Was odskocznia, czy chcielibyście, potrafilibyście pracować razem?

Przez pewien krótki czas na skutek zawirowań życiowych pracowaliśmy razem…w zakładzie stolarskim. Nie było źle, cel był by mieć pieniądze na życie i trzeba było pracować. A tak, na co dzień raczej byśmy nie chcieli pracować razem. Każdy lubi co innego i na szczęście teraz mamy zajęcia, które nas satysfakcjonują jednak wspieramy się w kwestii pracy. Formą odskoczni jest właśnie Gryfik, a tam wbrew pozorom jest co robić.

W jaki sposób dzielicie się rolami w swoich działaniach? Ustaliliście to na samym początki, czy wyszło samo z siebie?

Chyba wyszło samo z siebie. Odkąd są dzieci, wiadomym było, że trzeba się trochę „poprzestawiać”, bo są one dla nas najważniejsze. Magda zrezygnowała z sędziowania meczy, chociaż szło jej coraz lepiej i miała szanse na awans do wyższej ligi, ale była to bardzo naturalna i spokojna decyzja. W Gryfiku Magda jest od załatwiania dotacji, formalności i kontaktów z księgową(całe szczęście że ją mamy!!!) .

Janek to już organ „wykonawczy” czyli prowadzi treningi wraz z innymi trenerami i koordynuje szkółkę.

Tak jak wspomniałam pracujecie zawodowo, po pracy swój czas poświęcacie na pasję – sport. Jak radzicie sobie z połączeniem tego wszystkiego z obowiązkami domowymi, rodzicielskimi?

Wiele osób się nas o to pyta i cieszy nas to, że jest to wyraz jakiegoś podziwu. Żeby się zorganizować na cały rok, we wrześniu siadamy z wielką kartką i dzielimy ją na 7 dni i rozpisujemy godziny. W związku z tym, że pracujemy zawodowo na co dzień, do godziny 15 jest zawsze praca. Później ja odbieram starszego syna z przedszkola i zmieniam się z nianią, która pilnuje młodszego. Szybkie zakupy na obiad, powrót do domu, gotowanie i o 16:00 Janek zaczyna już treningi, które trwają do 19:30. W zależności od dnia, bo w poniedziałki i środy prowadzę fitness o 20:00, więc zmieniamy się w drzwiach. We wtorki mam zajęcia w domu kultury do 19, ale chodzą na nie nasze dzieci więc Janek je przywozi. W weekendy Janek ma mecze, a ja jeśli mam zlecenie to jeżdżę jako animator i prowadzę imprezy dla dzieci (mam swoją firmę działającą w tej właśnie branży).

Na szczęście wszystkie nasze poza służbowe działalności są takie, że nasze dzieci z nich korzystają. I wydawać by się mogło że mało się widzimy, ale prawda jest taka, że jesteśmy z nimi więcej niż „spokojniejsi” rodzice. Mamy nadzieję, że też będą tacy aktywni i wiele rzeczy będzie je interesowało. Generalnie w 90% radzimy sobie sami w opiece nad dziećmi, ale czasem trzeba poprosić Rodziców o pomoc i na szczęście się zgadzają.

Iwona i Paweł

Kiedyś usłyszałam, że wspólny biznes to też wspólne ryzyko. Ponieważ kiedy mąż i żona mają oddzielne zajęcia daje to większe poczucie stabilizacji finansowej niż w przypadku wspólnej firmy. Zastanawialiście się nad tym?

Wspólny biznes jest to oczywiście wspólne ryzyko, jednak posiadamy również inne źródło dochodu, które daje nam poczucie stabilizacji. Sezonowy biznes to duże ryzyko dlatego nie ryzykowalibyśmy skupiając się jedynie na jednym biznesie.

Jak radzicie sobie z różnymi wizjami tego samego projektu?

Często się zdarza, że w przypadku organizacji przyjęcia weselnego posiadamy różne wizje odnośnie motywu przewodniego, zaproszeń, prezencików dla gości itd. Zazwyczaj przedstawiamy kilka propozycji, a przyszła para młoda wybiera ostateczne rozwiązanie. Często również dyskutujemy na temat swoich pomysłów szczegółowo argumentując wizję. W swojej pracy posiadamy tę zaletę, że możemy przedstawić wizję naszej dwójki, ponieważ im więcej pomysłów tym lepiej.

Udaje Wam się oddzielić czas pracy od czasu prywatnego?

Jest to niezwykle trudne zadanie a zwłaszcza wtedy, kiedy jest się osobami, które nie potrafią odpoczywać. Powoli uczymy się dzielić czas na ten, który możemy poświęcić na pracę oraz ten, który przeznaczamy na odpoczynek. W tym roku, pierwszy raz od dłuższego czasu wyjechaliśmy na dwutygodniowe wakacje, gdzie postanowiliśmy ograniczyć kontakty do minimum. Zdawaliśmy sobie sprawę, że pierwsze dwa lata będą najcięższym okresem w prowadzeniu firmy. Z tego względu musieliśmy poświęcać większość swojego wolnego czasu na rozwój firmy. W tej chwili organizujemy pracę tak, aby mieć chwilę dla siebie.

W jaki sposób dokonujecie podziału obowiązków?

Podział obowiązków pomiędzy naszą dwójkę dokonał się samoistnie. Jedna osoba lepiej czuje się w tworzeniu harmonogramów, propozycji dekoracji itd. Druga osoba woli kontakt z usługodawcami.  Nie jest to jednak sztywny podział obowiązków. W przypadku gdy jedna osoba nie może wykonać danego zadania, druga jej pomaga. Wspieramy się nawzajem.

W Waszym przypadku to zdecydowany plus wizerunku marki, agencja ślubna prowadzona przez małżeństwo. Celowe posunięcie marketingowe?

W naszym przypadku nie określilibyśmy prowadzenia agencji przez małżeństwo jako posunięcie marketingowe. Chcieliśmy stworzyć firmę, która będzie odzwierciedleniem naszej pasji. Lubimy ze sobą przebywać, więc wspólna praca również jest dla nasz przyjemnością. Dużą zaletą jest fakt, że patrzymy na każdy aspekt z dwóch punktów widzenia – męskiego i damskiego.

Elżbieta i Adam

To dla mnie bardzo ważne, że w kwestiach, o których nie mam zielonego pojęcia mogę liczyć na męża. Konsultuję z nim każdą swoją decyzję i każdy nowy pomysł czy projekt. Jednak jeszcze ważniejsze jest jego wsparcie w chwilach zwątpienia. Porządny kuksaniec motywujący do działania, kiedy zwalniam i realna ocena sytuacji, kiedy za bardzo błądzę w chmurach. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy partnerzy nie wspierają się wzajemnie w swoich działaniach – musi być wtedy bardzo ciężko.

Wiem, że dla mnie najważniejsze jest zrozumienie w związku, mądre i zdrowe podejście do wielu sytuacji w życiu, pracy razem, partnerów, spraw, rodziny. Na gruncie zawodowym, rodzinnym zawsze i wszystkim staram się pomóc – na końcu jestem ja. Nie inaczej jest w przypadku Eli, ma we mnie wsparcie, pomoc w realizacji pomysłów, miłość. Ja z kolei od niej mam to samo plus ten lekki, delikatny powiew kobiecości i kobiecej oceny sytuacji. Często wynikają z tego zabawne sytuacje rozumiane tylko przez nas.

Zawsze powtarzam, że najważniejsza w związku, rodzinie, wspólnej pracy jest rozmowa bo bez niej mamy niedomówienia – chyba najgorszą rzecz jaka nas może spotkać. Ja myślałem, że Ty wiesz … A Ty tego nie wiedziałaś? I gotowe niezrozumienie, kłótnia…

Rozmawiając uczymy się siebie, zauważamy potrzeby drugiej osoby, uspokajamy się nawzajem, dostrzegamy to czego nie byliśmy w stanie zauważyć. Często wystarczy zwyczajna rozmowa o tym jak minął dzień, jakie dziś wydarzyły się sytuacje, co nas rozbawiło, a co zdenerwowało.

Praca razem z partnerem, żoną, mężem nie musi być wcale super, ale może też być super. Wystarczy konstruktywna rozmowa, ale też lekkość i luz. Nie zawsze wszystko się udaje, ale razem jest łatwiej zakładać sobie i osiągać cele. Ważne aby się wspierać nie tylko w tych dobrych, ale i złych doświadczeniach życiowych. Partnerski team, małżeński team to to, co trwa w naszym przypadku 15 lat i to dla nas fajny początek!

Dziękujemy parom za podzielenie się z nami swoimi doświadczeniami.

Fot. z archiwum rozmówców.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *