Od redaktor naczelnej słów kilka – Kobieta kobiecie… wilkiem?

Od redaktor naczelnej słów kilka - Kobieta kobiecie… wilkiem?

Do napisania tego artykułu skłoniło mnie jak to zazwyczaj bywa samo życie…

Wyobraźcie sobie taką sytuację (która miała miejsce kilka dni temu)…

Jadąc swoim autem nieopatrznie zajęłam złe miejsce do tego, aby wykonać manewr zawrócenia na przeciwległy pas ruchu. Zamiast stanąć w odpowiednim ku temu miejscu szykowałam się do tego manewru z miejsca przeznaczonego dla aut jadących właśnie z przeciwległego pasa ruchu (liczę w tym momencie na Waszą wyobraźnię, skręcałam w to drugie lewo). I wiem, że na taką sytuację nie ma żadnego tłumaczenia jednak wiem też, że każda z Was z pewnością przynajmniej raz w życiu popełniła gafę jako kierowca. Czy może nie? I jestem zdania, że dopóki nikt na tym nie ucierpiał, nic strasznego się nie stało, tym bardziej, że takie sytuacje pamiętamy do końca życia i więcej już owych błędów nie popełniamy. Prawda?

Wracając do mojej gafy, uświadomiłam sobie co zrobiłam kiedy przed maską mojego auta pojawiło się inne, stając tak, abym przypadkiem nie mogła naprawić swojego błędu. No bo skoro baba wjechała, to niech sobie radzi, niech ma nauczkę, a co! Kierowca tego auta (kobieta!) zaczęła energicznie stukać się w czoło i wymachiwać rękoma. Nie posiadam umiejętności czytania z ruchu warg, ale domyślam się co miała mi do przekazania. Ponieważ nie mogłam cofnąć, ani jechać do przodu zrobił się potężny korek na obu pasach.

Dla porównania przytoczę Wam inną sytuację sprzed kilku lat. Wjechałam wtedy w jednokierunkową ulicę pod prąd (daję słowo, że wcześniej była dwukierunkowa). Nagle jak spod ziemi przed maską wyrosło mi auto jadące prosto na mnie (za kierownicą mężczyzna). Pan się zatrzymał, podparł brodę na kierownicy i z uśmiechem na twarzy czekał, aż sama wpadnę na to co się dzieje. Wpadłam! Zrobiłam minę w stylu „ach te kobiece roztargnienie”, dodałam gratis przepraszające spojrzenie z odrobią bezradności w oczach…Pan cofną, abym mogła wjechać na pierwsze wolne miejsce na parkingu. Podziękowałam i rozstaliśmy się z uśmiechem na twarzach. Obudzona o północy do dziś potrafię wymienić jednokierunkowe ulice w Białymstoku.

Zarówno w jednej jak i w drugiej sytuacji spowodowałam poważne zagrożenie, jestem tego w pełni świadoma. Jednak nikomu nic się nie stało. Drugą do dziś wspominam z uśmiechem, pierwszą no cóż…Pani do dziś pewnie robi sobie okłady na czole, aby zmniejszyć odcień fioletu (tak intensywnie pokazywała jaka jestem głupia ), a ja zastanawiam się dlaczego pomimo solidarności płci, my kobiety traktujemy się w taki sposób. Czy coś strasznego by się stało, gdyby owa Pani zrobiła mi miejsce, przeprosiłabym, nie powstałby korek i obie uniknęłybyśmy niepotrzebnych nerwów.

Czy nie macie wrażenia, że często robimy sobie na złość? Przecież jako kobieta potrafimy zrozumieć co czuje druga kobieta w danej sytuacji.

Czasem kiedy obserwuję kobiety niemal słyszę głosy w ich głowach i te szydercze uśmiechy:

„Nie umiałaś wychować bachora, to teraz się z nim szarp na ulicy”.

„Przylazła pięć minut przed końcem pracy i myśli, że ją obsłużę. A zatrzasnę „małpie” drzwi przed nosem, to się nauczy”.

„Zaciążyłaś to stój, ja Ci miejsca nie ustąpię”.

„Obcas złamałaś? I bardzo dobrze. Żadna szanująca się kobieta takich butów nie nałoży”.

Skąd w nas, kobietach tyle jadu? Nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Bardzo często widząc na ulicy ładnie ubraną dziewczynę, kobietę, Panią mam chęć podejść do niej i powiedzieć jej jak ładnie wygląda. Tylko czy my jesteśmy do tego przyzwyczajone?

Każda z nas otrzymując komplement ma lepszy humor, dzień. Więc dlaczego nie sprawić tego innej kobiecie. Czy mężczyźni mają w naszym życiu monopol na prawienie nam komplementów?

No tak, co ma się „małpa” czuć lepiej niż ja?

Uprzedzając Wasze pytanie „Czy mnie nigdy nie zdarza się być prawdziwą żmiją wobec innej kobiety?”. Lata temu, bardzo często. Dziś się tego wstydzę. Za każdym razem kiedy czuję, że mój jad zaczyna brać górę, ganię siebie w myślach i wczuwam się w sytuację danej kobiety. Jeśli mogę, staram się pomóc. Pamiętajcie dobro wraca …. i jad też. Zanim ocenisz, wydasz wyrok, skrytykujesz wczuj się w daną sytuację. Zadaj sobie pytanie „Czy ja sama jestem chodzącym ideałem?”

I żeby nie było… jestem poważnym i odpowiedzialnym użytkownikiem ruchu drogowego…. pełnoprawnym. Podczas sytuacji będących inspiracją do napisania tego artykułu nikt nie poniósł żadnych uszkodzeń…prócz Pani, która z pewnością do dziś ma poobijane czoło i która spowodowała, że musiałam baaardzo się starać, aby w jednej sekundzie nie przeistoczyć się w żmiję…

Elżbieta Stankowiak

Udostępnij

Comments

  1. Lubię takie życiowe teksty … o codzienności … o uświadamianiu, że niepotrzebnie utrudniamy sobie proste sytuacje! Więcej takich artykułów proszę 😉 pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *