Wolę negocjować z kobietami

Wolę negocjować z kobietami

Praca prawnika wiąże się z meblami w stopniu pozwalającym mi śmiało stawać w szranki ze stolarzem. Lwią część swoich obowiązków realizuję przy biurku w kancelarii. Kolejnym regularnie użytkowanym przez mnie elementem wyposażenia wnętrz jest ławka na sali sądowej. W końcu wiele czasu spędzam przy różnego rodzaju stołach negocjacyjnych. Godziny spędzane przy tym ostatnim meblu są z reguły bardziej efektywne, jeżeli siedzę przy nim z kobietami.

Więcej subtelności

Jeżeli ktoś angażuje mnie w rozwiązanie swojego problemu oznacza to, że wcześniej co najmniej kilka razy rozmawiał z drugą stroną, żeby zakończyć spór. W zależności od temperamentu rozmówców oraz tego jak istotnej kwestii dotyczy konflikt rozmowy te obejmują drobne uszczypliwości, kwieciste epitety czy doszukiwanie się negatywnych cech charakteru w przodkach drugiej strony do czwartego pokolenia wstecz. W ekstremalnych przypadkach, kiedy jedna ze skłóconych stron należy do wywodzącego się ze szlacheckich czasów RP Klubu Zwolenników Tradycyjnej Szkoły Rozwiązywania Zwad i Waśni mogły mieć miejsce nawet próby zamknięcia tematu przy użyciu mniej bądź bardziej wyrafinowanej formy pojedynku na ubitej ziemi.

Ciężko jest zacząć negocjacje, kiedy jedna ze stron ma w głowie to co druga powiedziała o jej mamusi, a jej adwersarz siedzi przy stole w okularach przeciwsłonecznych pomimo, że spotykamy się w pochmurny październikowy poranek.

Pierwsza przewaga kobiet objawia się jeszcze zanim rozpoczną się negocjacje. Pomimo stereotypowego syndromu huśtawki emocjonalnej to one częściej są w stanie opanować emocje i powstrzymać się przed wygłaszaniem komentarzy wyrafinowanych jak nieciosany kołek.

Wszystko zaczyna się od empatii

Zanim rozpoczniemy rozmowy oceniam okoliczności sporu z perspektywy drugiej strony. Zarówno osoba, której pomagam, jak i człowiek siedzący po drugiej stronie negocjacyjnego mają własny ogląd sytuacji. W obu przypadkach ogląd ten jest równie nieobiektywny. Często jedynym wspólnym mianownikiem jest to, że każda ze stron twierdzi, że to ta druga jest wyłącznym winnym zaistniałej sytuacji.

Zamiast sztuki kompromisu realizujemy szkolny teatrzyk. Aktorzy rzucają swoje kwestie bez większego zainteresowania innymi osobami obecnymi na scenie. W takich okolicznościach możemy spuścić kurtynę nie czekając nawet na pierwszy antrakt.

Wychylenie głowy z okopu „mam rację i robię Ci uprzejmość nie kierując od razu sprawy do sądu” pozwala bardziej obiektywnie spojrzeć na powstały konflikt. Bardzo pomaga w tym empatia, którą kobiety wykazują w stopniu przewyższającym mężczyzn.

Im mniejsze ego, tym większa szansa na kompromis

Ugoda jest wygraną obu stron. Pozwala im we własnym zakresie ułożyć swoje relacje bez długiego sporu sądowego angażującego czas i pieniądze stron, obarczonego dużą niepewnością rezultatu. Tyle teorii. W praktyce założenie sypie się na „Jak możemy mówić o zwycięstwie, kiedy nie ma przegranego?”.

Gdybym dostawał 5 zł za każdym razem, kiedy na stole leżała propozycja, która była korzystnym rozwiązanie, ale nie doszła do skutku przez strategię „przeciągniemy kołdrę jeszcze odrobinkę na naszą stronę”, przerwałbym pisanie tego tekstu, żeby upić kolejny łyk koktajlu z kokosa i poprawić się na hamaku rozwieszonym pomiędzy palmami (wyjaśniając ewentualne wątpliwości – pozdrawiam z Białegostoku!).

Mężczyźni mają tendencję do traktowania negocjacji jako kolejnego pola do weryfikacji tego, co Meksykanie określają mianem grande cojones. Po stronie kobiet rzadziej obserwuję uznawanie posiadania ostatniego słowa za niezbędny element porozumienia. Nie wiem czy jest to zasługa kwestii anatomicznego braku rzeczonych cojones czy emocjonalnego opuszczenia piaskownicy. Z czego by to nie wynikało – bardzo dobrze, że wynika.

Reguły z wyjątkami

Oczywiście powyższe uwagi nie sprawdzają się w 100% przypadków.

Jest szereg kobiet, które na pytanie w imię czego sprzeczamy się o zastąpienie przecinka średnikiem używają jednego z tekstów Bogusława Lindy z „Psów”. Z drugiej strony miałem przyjemność współpracować z wieloma menedżerami, którzy stawiali dobór najkorzystniejszego rozwiązania nad syndromem samca alfa.

Wszystkim zaangażowanym w próby polubownego rozwiązywania sporów życzę, żebyśmy spotykali jak najwięcej kobiet wpisujących się w opisanej wyżej obserwacje oraz jak najwięcej facetów stanowiących wyjątek od reguły.

Autor: Łukasz Mróz
radca prawny
kancelariamroz.pl

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *