Z cyklu „Pytam więc jestem” Karol Charkiewicz

Z cyklu „Pytam więc jestem” Karol Charkiewicz

Karol Charkiewicz, dr n. med.,MBA, lat 29 lat naukowiec z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. „Student Wynalazca 2015 i 2016”, zdobył złote i srebrne medale na Targach Wynalazków w Genewie, Norymberdze i Warszawie oraz stypendium Polpharmy za najlepszy doktorat wdrożeniowy. Stypendia naukowe i kursy m.in. w Danii, USA, Grecji, Kanadzie, Islandii, Niemczech, Dubaju, Szwajcarii i Szwecji. Znalazł się w gronie 100 najlepszych polskich młodych naukowców 2018 roku, za co otrzymał prestiżowe stypendium START Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej.

Wyróżniony tytułem „Mocne wejście” przez miesięcznik „Zwierciadło” za wkład w polską naukę – jako młody naukowiec działający na rzecz zdrowia i praw kobiet. Autor i współautor 12 publikacji w międzynarodowych czasopismach oraz 7 wniosków patentowych.

To tylko niektóre zdobycze naszego geniusza z Podlasia – dziś w pytam więc jestem – bezczelnie zdolny i do bólu przystępny młody, polski naukowiec o światowym poziomie i zasięgu.

Iwona Dzbeńska: Rozmawiając z Tobą czuję się trochę jakbym dotknęła historii -zdajesz sobie w ogóle sprawę z tego, że pomagasz nawet nie tylko ludziom ale też ludzkości? Od dziecka byłeś mocno ponadprzeciętny czy geniusza w sobie odkrywa się z czasem ?

Karol Charkiewicz: Nieustannie bawi mnie to, że ktoś tak może o mnie myśleć. Geniuszem jest dla mnie Einstein czy Elon Musk, a ja co najwyżej jestem kreatywnym młodym człowiekiem, który chciałby chociaż trochę przyłożyć rękę do pomocy niesionej kobietom.

Pamiętajmy, że w badaniach naukowych, człowiek nigdy nie jest sam, to jest zawsze pewien zespół, z którym podejmuje się decyzje i tworzy pewną wartość. Bez ludzi, z którymi pracowałem nic bym sam nie zrobił. Rzeczywiście los tak chciał, że prowadzone przeze mnie badania dały ponadprzeciętne wyniki, zupełnie nowe, nieodkryte wcześniej informacje i jestem bardzo szczęśliwy, że taka wartość płynie z czegoś nad czym pracowałem wiele lat.

Niestety w badaniach nigdy nie jest tak, że to co odkrywamy dziś, już jutro będzie stosowane. To zawsze jest wieloletni proces – ja nazywam to wkładaniem cegiełki do muru danego stanu wiedzy. Właśnie takie poczucie mam, że nasze badania są taką cegiełką, która buduje pewien fundament nowej wiedzy, fundament, na którym inni naukowcy na świecie będą mogli zbudować mur. To takie obrazowe porównanie, żeby każdy człowiek mógł zrozumieć jak wygląda tworzenie nauki. Bardzo mocno w to wierze i takie jest też moje marzenie, że na podstawie tego co udało nam się odkryć, inni naukowcy na świecie stworzą kolejne projekty, które mogą zrewolucjonizować medycynę opieki ciężarnych. Jest to proces, który kto inny zaczyna a kto inny kończy.

Jeśli chodzi o drugie pytanie o ponadprzeciętność, to uważam, że każdy człowiek, który ma ponadprzeciętną wrażliwość na świat i to co nas otacza, jest w stanie dokonać w życiu wielkich rzeczy. Nie ma to znaczenia w jakiej dziedzinie się pracuje, nauki ścisłe czy sztuka, ludzie szczególnie wrażliwi na świat widzą więcej i dzięki temu mają wielokrotnie większą intuicje, a co za tym idzie podświadomie czują w którą stronę mają iść, chociażby w badaniach naukowych, są wrażliwi na te drobne niuanse, niewidzialne dla większości.

Jakbyś miał wytłumaczyć ludziom zupełnie nie związanym z medycyną czym się właściwie zajmujesz i jakie to ma znaczenie dla współczesnej medycyny ?

Badanie naukowe, w których uczestniczyłem ogólnie rzecz biorąc dotyczyły medycyny matczyno-płodowej. Nie wdając się w szczegóły technologiczne, próbowaliśmy znaleźć w krwiobiegu kobiet ciężarnych (z różnymi chorobami takimi jak płodowy zespół Downa czy stan przedrzucawkowy) „cząsteczki”, które są charakterystyczne tylko dla ciężarnych z daną chorobą. Dzięki takim cząsteczkom w przyszłości potencjalnie można by było wcześnie diagnozować daną chorobę. Odkryte białka bądź lipidy u tych kobiet dają nam też nową wiedzę na temat jakie procesy chorobowe dzieją się w organizmie kobiet ciężarnych, dzięki czemu w przyszłości leczenie miałoby być szybsze i prostsze.

To że dużo osiągnąłeś  w świecie nauki to chyba nie masz co do tego żadnej wątpliwości. Jakim cudem pozostałeś przy tym dość przystępnym człowiekiem z którym można godzinami poruszać tematy pozamedyczne -jak to czasem mamy w zwyczaju ? Uwielbiam spędzać z Tobą czas, podejrzewam, że nie tylko ja. Nie męczysz nie przygniatasz, szanujesz ludzi.

„Duże osiągnięcia” to dla mnie ciągle pojęcie bardzo względne. Trochę jest tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i nie ma granicy nasycenia sukcesem. To uzależnia, wciąga, ale też bardzo daje po łbie, gdzie człowiek uczy się pokory. Tak już jest, że wszyscy widzą sukces, ale ja wiem, że ten sukces jest okropiony potem i niejednokrotnie łzami. Trzeba się nastawić, na wieczne odmowy i walkę o swoje racje, trzeba w nie wierzyć, ale jednocześnie być otwartym na konstruktywną krytykę, dzięki której się nieustannie rozwijamy.

Wbrew pozorom i sukcesom to bardzo ciężki kawałek chleba, gdzie zarywa się noce, weekendy, święta, ale jeśli ktoś kocha i wierzy w swoją pracę to się tego nie odczuwa jako coś złego. To bardzo ambiwalentny świat, gdzie największym grzechem jest lenistwo i zaniechanie, ale z drugiej strony trzeba nastawić się na negatywne recenzje i odmowy. To wszystko powoduje, że pamiętamy kim jesteśmy, skąd pochodzimy, o tym jakie wartości wpojono nam w domu.

Ja nie ukrywam, że moim największym sukcesem są moi rodzice, którzy stawiają mnie do pionu w momentach kryzysu, którzy dają mi bezwzględne oparcie i otwierają mi oczy na wiele rzeczy. Każda moja trudna decyzja, szczególnie w ostatnim czasie, była konsultowana z nimi, wiem, że życzą mi dobrze, ale też ostudzają moje emocje i decyzje podejmujemy w gruncie rzeczy wspólnie na chłodno. Dzięki temu człowiek nadal pamięta, że pochodzi z tej małej, urokliwej Hajnówki, pamięta o swoich marzeniach z dzieciństwa, ale też o zasadach moralnych, które zostały mi wpojone. Mama powtarza mi zawsze, żeby każda moja decyzja była taka, żebym mógł spojrzeć sobie w lustro następnego dnia, bez względu na to, że inni grają nieczysto, próbują nas wykorzystywać czy próbują podkładać nam świnie. Musimy pamiętać o kręgosłupie moralnym. Brońmy się, ale z godnością do nas samych.

Dom i rodzina to największy skarb jaki mam, cokolwiek by się nie działo, wyjazd do Hajnówki jest dla mnie jak wyjazd do klasztoru do Tybetu – cały weekend nie wychodzę poza ogrodzenie, chodzę po ogrodzie, czytam książki, ładuje akumulatory, takie dolce far niente, totalne wyciszenie. Myślę, że to mój rodzaj medytacji, dzięki której pamiętam, że to nie sukcesy świadczą o tym jakimi jesteśmy ludźmi. Szczególnie teraz musimy o tym pamiętać w czasach, gdzie nasza wolność jest tak bardzo naruszana.

Co chciałbyś jeszcze osiągnąć w życiu -nie mam tu na myśli nagród i wyróżnień, co do tego nie ma wątpliwości, że będą . Raczej chodzi mi o to, co chciałbyś osiągnąć w nauce, medycynie ?

To dobre pytanie, ale trochę je sparafrazuję, ponieważ im jestem starszy tym te osiągnięcia naukowe schodzą na drugi plan. Nauka to moja wielka miłość i zawsze tak zostanie, ale w obliczu tego wszystkiego co dzieje się obecnie w naszym kraju, musimy mieć wartości nadrzędne. Bardziej od mówienia o wynikach badań, trzeba mówić o wolności kobiet, która tak mocno jest naruszana.

W życiu codziennym bardzo rzadko mówię o swojej pracy, ale bardzo często poruszam, bardzo celowo, temat zaostrzenia ustaw, które celują w ograniczenie wolności kobiet. Jeśli wszyscy, którzy wierzą w te wolność, będą głośno o niej mówić to będzie nasz największy sukces. Pamiętajmy, że milczenie jest cichym przyzwoleniem na dziejącą się krzywdę.

Jestem zdruzgotany tym co codziennie widzę w mediach, tym, że policja bezpodstawnie atakuje protestujących obywateli, że ustawy są nadrzędne nad konstytucją, tym, że żadne z nas za chwilę nie będzie miało instytucji, która będzie dbała o naszą sprawiedliwość i bezpieczeństwo.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – to nie jest manifest przeciw danej partii, tylko bez względu na to kto rządzi i kto ma większość, ja po prostu bym chciał, żeby obywatele mieli wolne wybory i ktoś liczył się z naszym zdaniem.

Staram się być apolityczny w innych rzeczach, ale to już nie jest kwestia polityki a tego czy pozostaniemy państwem demokratycznym czy nie. W codziennej pracy zawsze wierzyłem, że to co robię, kiedyś pomoże kobietom, ale ciężko jest w to wierzyć, jeśli ogranicza się wolność i dostępność tych kobiet do badań i leczenia, pomocy. Ja po prostu bym chciał, żeby te kobiety były wolne i szczęśliwe. To byłby mój, nasz, największy sukces.

Krępowała Cię kiedyś Twoja ponadprzeciętność ? – jeśli tak to w jakich sytuacjach -? Czy może też Cię poniekąd trochę izolowała od innych?

Tak jak mówiłem wcześniej, ja nie czuję się ponadprzeciętny. Moje sukcesy to 80% pracowitości, 10% talentu, 5% charyzmy i 5% szczęścia. Proporcje są przykładowe, ale pracowitość jest zawsze dominująca. Jeśli chodzi o życie to zawsze byłem świadomy, że jestem ponadprzeciętnie wrażliwy na otaczający świat. Szybko się zorientowałem jako dziecko, że nie wszyscy widzą tyle ile ja i jest trochę obojętność na otaczające piękno. Na szczęście człowiek bardzo szybko zaczyna sam decydować kim się otacza, więc zazwyczaj byli to ludzie z dużą energia, o podobnym postrzeganiu świata. Świadomość to podstawa.

Ja zawsze jasno i głośno mówiłem co myślę, bez względu na to ile osób dookoła mówiłoby inaczej. Nigdy nie miałem poczucia krępacji czy samotności. W dorosłym życiu otaczam się często artystami, którzy widzą jeszcze więcej niż ja i to jest dopiero wspaniałą nauka świata.

Łatwo być naukowcem w Polsce ?

To bardzo ciężki kawałek chleba ale równie fascynujący. Zawsze marzyłem, żeby być humanistą i poniekąd tak się stało. Ostatnio Gośka Szumowska, moja wielka idolka powiedziała mi, „Karol przecież Ty jestem humanistą, tworzysz nowe rzeczy, to co robisz zależy tylko od Twojej wyobraźni”. Czasem ktoś z boku musi dosadnie ująć coś w słowa, żebyśmy to zrozumieli.

Kocham” robienie” nauki, a jak człowiek kocha to co robi, to nie odczuwa rano bólu istnienia, tylko jest podekscytowany tym co mu dzień przyniesie. To jest ta dobra część tej pracy, jednak istnieje ta druga nie tyle co zła a trudna, ponieważ naukowiec obecnie musi być dobrym managerem.

Nauka zależy od funduszy i często nagród, więc trzeba umieć „sprzedać” swój pomysł instytucji, która musi uwierzyć, że ten pomysł jest świetny, a Ty wiesz jak to zrealizować. Im więcej masz sukcesów na koncie tym łatwiej w to uwierzyć, więc koło się zamyka. To bez wątpienia praca dla przebojowych osób, z głową na karku.

Wbrew pozorom naukowiec już nie spędza tylko czasu w labie, ale też musi być reprezentatywny. Jest tylu wspaniałych naukowców, którzy mają wielkie osiągnięcia, a w ogóle nie potrafią o nich mówić. Nie ma nauki bez „PR” – im szybciej naukowcy w Polsce to zrozumieją tym lepiej dla polskiej nauki. Naukowiec musi być „twarzą” badań. Powinien zrobić też użytek społeczny z badań i mówić o tym głośno i zrozumiale, tak żeby przeciętny Kowalski to zrozumiał – wtedy nauka ma sens. Nie wierzę w naukę, która jest sztuką dla sztuki, to bez sensu. Nauka ma być dla ludzi, dla społeczeństwa.

Czy człowiek z takimi możliwościami intelektu nie męczy się w tzw.  przyziemnym życiu – rachunki, zusy, zakupy, plotki itd. ?

Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że mam łeb na karku. Ja jestem bardzo dobry w finansach i załatwianiu spraw w urzędach. Dziwnym trafem Panie w okienkach zawsze idą mi na rękę i na nic nie czekam. Nie chce żeby to nieskromnie zabrzmiało, ale ja jestem mistrzem świata pod względem organizacji czasu. Był taki moment, że kończyłem podyplomówkę MBA, pracowałem w klinice in vitro, prowadziłem badania na uczelni i często wyjeżdżałem za granicę się szkolić, a ciągle znajdowałem czas na imprezy do rana i lunche z przyjaciółmi. To jest prawdziwy odlot, człowiek czuje, że żyje.

Jest takie powiedzenie – myślisz, że nie masz czasu, to dołóż sobie jeszcze jedno zadanie. Ja uwielbiam życie w mieście, podróże, spotkania, jestem bardzo towarzyski, co wcale nie jest takie dalekie od świata nauki. Naukowiec musi być towarzyski, otwarty na kontakty, wyjazdy, ale musi też ogarniać finanse i dokumenty.

Czy geniusz w jednej dziedzinie powoduje to, że w innych dziedzinach życia też szybciej wszystko „łapiesz” . Zdałeś ostatnio prawo do jazdy – jednak jest to kompatybilne ?

To trzeba by było zapytać geniusza (śmiech). Moja inteligencja, ale ta życiowa, bardzo mi pomaga w życiu, ale też czasem utrudnia. Z jednej strony dokumenty, sprawy, finanse załatwia się szybciej, ale z drugiej mając też dużą świadomość tego co potrzebujesz narażasz się na konflikty z innymi. Ludzie nie lubią jak jasno komunikujesz swoje potrzeby. Stawiają opór, bo przecież jak to przychodzi „gnojek” i będzie coś wymagał (śmiech).

Ja doskonale wiem czego oczekuję i najbardziej denerwuje mnie argument, że z racji na to, że jestem od kogoś młodszy, mam ustąpić, mimo że mam do czegoś prawo. To mój koszmar! Niestety komuna wytworzyła tę zależność bezwzględnego posłuszeństwa względem starszych nawet wtedy kiedy nie mają racji. Nie mówię tu o szacunku do starszych bo to dwie różne rzeczy.

Podczas konkursu magazynu Zwierciadło, który z resztą wygrałeś wspierała Cię Magda Mołek, To niesamowite, że widziała Cię właściwie tylko raz podczas kiedy przeprowadzała z Tobą wywiad w studio Dzień Dobry TVN, a potem zafascynowana Twoją osobą wykorzystała swoją olbrzymią popularność po to, aby Cię wspierać. Byłeś zaskoczony?

To było magiczne! Bardzo mnie zaskoczyła, bo przecież wcale tego robić nie musiała jako ikona dziennikarstwa polskiego. Ja Magdę podziwiałem od zawsze, oglądałem jej programy i po cichu marzyłem, żeby zostać kiedyś przez nią przepytany. Marzenie się spełniło. Samo spotkanie z nią i Marcinem Mellerem od samego początku było bardzo dobre. Zanim weszliśmy na antenę, rozmawialiśmy ze sobą i okazało się, że ta piekielnie inteligentna, posągowo piękna, a czasem uszczypliwa dziennikarka, jest kochana, a co najważniejsze bardzo przygotowana do rozmowy.

W tej prywatnej części rozmowy złapaliśmy przelot w sekundę zarówno z Magdą jak i Marcinem – to jest ten rodzaj porozumienia, że po jednym zdaniu już wiesz, że ta rozmowa będzie dobra, śmiejesz się i żartujesz jak ze starymi znajomymi. Uwielbiam takie przypadkowe spotkania. Przeprowadzili tę rozmowę tak, jakbyśmy się znali lata, a jednocześnie wyłuskali mnóstwo rzetelnych informacji. Późniejszy jej wpis o głosowaniu na mnie w konkursie był dla mnie tak wielką satysfakcją i nagrodą od niej. Wspaniała, ciepła kobieta. Obserwuje ją 60 tyś osób, więc wierzę, że moja wygrana w Kryształkach Zwierciadła to też jej zasługa.

Jakie masz marzenia ?

Moje marzenia to niekończące się podróże. Nowe wyprawy, zarówno te dzikie jak i te muzealno-historyczne. Jestem pewien, że zaraz po rodzicach, to dzięki podróżom jestem tym kim jestem. Podróżowanie otwiera umysł na piękno, na ludzi, na wiedzę. Każda wyprawa, bez względy czy do Kalifornii czy nad polskie jeziora, daje mi taką samą satysfakcję. Wszędzie odkrywam coś wspaniałego.

Czy w medycynie ” ciąży ” istnieją jakieś mity które Cię irytują i chciałbyś je tu dziś obalić ?

Bardzo się cieszę, że o to zapytałaś! Oczywiście, największy mit, który wyprowadza mnie z równowagi i spokoju, to ten, że podczas ciąży można wypić lampkę wina od czasu do czasu. Nie mogę wyjść z podziwu, że w czasach kiedy w każdej telewizji śniadaniowej, w każdej gazecie, profesorowie położnicy trąbią, że nie wolno pić alkoholu w ciąży, nadal widzę ciężarne z kieliszkiem wina.

Nie ma żadnych badań, który mówiłyby o minimalnej dawce alkoholu, która szkodziłaby płodowi, tym samym, nie można powiedzieć, że kieliszek wina jest ok. Ja porównuje to zawsze obrazowo w ten sposób: kieliszek wina na ciało kobiety, która waży 60 kg jest nieodczuwalny, ale ta sama dawka alkoholu, dla płodu który waży od kilkuset gram do paru kilogramów może nieść dewastujące skutki w tym małym organizmie. Wiedząc jakie to niesie ryzyko czy tak ciężko wytrzymać 9 miesięcy bez kieliszka wina?

Co robisz Kiedy chcesz się zrelaksować ? Czy umiesz czasem wyluzować w 100%?

Zdecydowanie tak. Jeśli po dużym stresie potrzebuję szybkiej regeneracji to wyjeżdżam do Hajnówki, żeby zrobić totalny reset. Jeśli chodzi o relaks to zdecydowanie jakiś bliższy bądź dalszy wyjazd z przyjaciółmi, sprawdzonymi, takimi, którzy czują to samo tempo i posiadają podobne co ja poczucie humoru. Na takich wyjazdach zapominam o Bożym świecie i cieszę się chwilą. Uwielbiam te momenty.

Dodatkowo ostatnie moje odkrycie to crossfit. Takie treningi, na których dochodzę niejednokrotnie do granicy wytrzymałości organizmu, perfekcyjnie oczyszczają mi głowę. Wychodzę o parę kilogramów emocji lżejszy. To też cudowne uczucie po treningu kiedy, udowadniam sobie, że robię coś, co z góry wydawało mi się nie do przejścia. Taka nauka, która przenosi się na życie.

Lubisz kogoś kochać ? Czy nie obchodzi Cię ludzkość w takim normalnym wymiarze ?

Uwielbiam kochać. U mnie w domu nigdy nie mówiliśmy sobie „kocham Cię”, a jednak każdy z nas jest tego świadomy w taki naturalny sposób. Okazujemy to ale o tym nie mówimy. W sytuacjach kiedy siebie potrzebujemy, zawsze wiemy, że możemy na siebie liczyć, to największy dowód miłości. Ja jestem bardzo emocjonalny i sentymentalny. Analizuję uczucia i emocję, to dla mnie bardzo ważne, mimo że rzadko o tym mówię, stąd też pozorne wrażenie, że jestem trochę zimny, niedostępny dla obcych.

Oprócz ludzi, lubię kochać świat, naturę, miejsca. Czyste środowisko to dla mnie bardzo ważny element mojej obecności na Ziemi. Z ogromnym smutkiem patrzę na dewastację ekosystemów i mordowanie zwierząt dla własnej przyjemności. Natura miliony lat radziła sobie sama, a teraz jeden pan z drugim uważają, że wycięcie wszystkiego w pień dla pieniędzy to lepsze wyjście. Kochajmy i dbajmy o naturę póki jeszcze trochę jej mamy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Iwona Dzbeńska.

Fot. Rafał Masłow. Archiwum Karol Charkiewicz

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *