Zamykam oczy…

Zamykam oczy...

Śmierć jest naturalną koleją ludzkiego życia, podobnie jak tęsknota za tymi, którzy odeszli.
Choćbyśmy robili wszystko, co w naszej mocy oni już nie wrócą. Co gdybym powiedziała Ci jednak, że możesz spędzić z nimi kilka chwil zawsze wtedy, kiedy tylko tego zapragniesz?

Zastanawiasz się jak? Zapraszam Cię do moich wspólnych chwil z bliskimi, którzy odeszli. Spotykam się z nimi zawsze, kiedy tylko tego potrzebuję.

Zamykam oczy…

Są wczesne lata osiemdziesiąte. Starszy mężczyzna krząta się przy domu swojego syna, coś majsterkuje, coś przerabia. Kończy budowę domu dla syna i jego rodziny.

– Panno Elu chodźcie do mnie – „Panna Ela” nieudolnie przy asekuracji mamy kroczy w stronę dziadka. Jest jego oczkiem w głowie. Dziadek zabiera ją do każdej przydomowej pracy. Pokazuje, tłumaczy, bawi się. „Panna Ela” dostaje wszystko, co tylko pokaże swoim małym paluszkiem, nawet największe skarby z babcinej zastawy. Nie ma dla niej rzeczy zakazanych, kiedy jest na rękach dziadka.

Trzydzieści lat później „Panna Ela” wraca do tego domu, aby w nim zamieszkać wraz z mężem. Remont odkrywa jego pierwotne wnętrza. „Panna Ela” ze wzruszeniem dotyka cegieł w ścianie. Oczyma wyobraźni stara się zobaczyć jak dziadek ją budował, poczuć dotyk jego dłoni.

– Wiesz, dzisiejszej nocy przyśnił mi się dziadek – w rozmowie telefonicznej słyszy od mamy „Panna Ela”- siedzieliśmy na ławce przed domem i tak bardzo się cieszył, że zamieszkaliście w tym domu.

Nie trudno się domyślić o kim jest ta historia. Nie pamiętam dziadka, odszedł kilka lat po tym jak ja przyszłam na świat. Buduję więc swoje wspomnienia o nim ze zdjęć oraz opowiadań mamy, chłonę je jak gąbka, by zbudować jak najwięcej. Pomimo, że są to bardziej wyobrażenia jest mi bardzo bliski. W tym roku na klomb przed domem przytaszczyłam wielki kamień wykopany ze schodów domu dziadków. To dla mnie kawałek mojej historii. Historii, która zatoczyła koło, lata temu dziadek zbudował dla mnie ten dom, a ja wróciłam tutaj po latach, aby w nim mieszkać. Mieszkając w tym domu i myśląc o nim niemalże czuję jego obecność i niesamowity spokój.

Zamykam oczy…

Babcia wyglądała jak z bajki o kocie Filemonie. Niska i krępa zawsze z chustką na głowie. Pamiętam miękkość pierzyny, na której układałam się u niej do snu, smak chleba polanego wodą i posypanego cukrem, który wynosiła mi z domu podczas zabaw na podwórku. Pamiętam radość kiedy pozwalała mi wchodzić do swojego gościnnego pokoju i przeglądać skarby ukryte gdzieś w regale, jego zapach. Pamiętam moje zdziwienie, kiedy okazało się, że babcia nie stanowi całości wraz z małym kokiem, który nosiła na głowie, gdy odkryłam, że jej włosy sięgają pasa.

Zamykam oczy…

To moja pierwsza wizyta w domu przyszłych teściów. Zostałam sama w pokoju z tatą mojego przyszłego męża. Strasznie się denerwuję – miałeś wyjść tylko na chwilę, a minęło dobrych dwadzieścia minut – strofuję w myślach narzeczonego. Czas dłuży się niemiłosiernie. Słyszę wskazówki zegara. Co robić? O czym rozmawiać? I nagle siedzący na fotelu obok mężczyzna odwraca się z uśmiechem i pyta:

– Co Pani myśli o wstąpieniu Polski do Unii? To dobrze, czy nie? – Zdębiałam. Co myślę? A co powinnam myśleć, aby przypaść do gustu przyszłego teścia?

Dlaczego nie przyszło mi do głowy, aby przed wizytą dowiedzieć się co powinnam myśleć na ten temat? Nie pamiętam już co wtedy odpowiedziałam, wiem tylko, że wybrnęłam z sytuacji. Wiem też, że gdybym wtedy wiedziała, że będzie to jedna z dosłownie kilku rozmów jakie będę jeszcze miała okazję prowadzić z tatą, mówiłabym o wszystkim i o niczym, aby jak najlepiej wykorzystać tą chwilę.

Zamykam oczy…

Noc okryła swoją kołdrą jedną z podlaskich wsi. W małym domku z białych cegieł przy kuchennym piecu siedzi starszy już mężczyzna. Pali papierosy strzepując popiół do otwartych drzwi pieca, w których zawadiacko tańczy ogień. U jego stóp wygodnie rozsiadła się gromadka dzieci. Mężczyzna opowiada im o swoich przygodach, o groźnym wilku, którego zamknął w drewnianej beczce i stoczył z wielkiej góry. O zjawie, którą podwiózł na swoim motorze pewnej nocy jadąc przez pobliski las. Dzieci coraz ciaśniej gromadzą się przy nogach dziadka, rozglądają się wokół na wypadek gdyby, któraś z tych postaci chciała ponownie go odwiedzić. Mają szeroko otwarte oczy z niedowierzania i usta z podziwu dla dziadkowej odwagi. Jedno jest pewne – ich dziadek jest bohaterem, to najodważniejszy z dziadków.

Nie pamiętam już w całości żadnej z tych historii, ale zawsze kiedy myślę o dziadku widzę go w tym właśnie miejscu, snującego wieczorne opowieści.

Zamykam oczy…

Jesteśmy ponownie w małym domku z białej cegły, w oknach palą się światła, dobiega z niego radosny gwar. Na zewnątrz powietrze ścina oddech, to zima, jest Boże Narodzenie. W środku trwają wigilijne przygotowania. Są prawie wszyscy, jest gwarno i wesoło. W pokoju rozstawiony jest długi stół, unosi się zapach wigilijnych potraw i żywej choinki. Ta sama gromadka dzieci podgląda babcię, która w pokoju obok wyciąga z wersalki prezenty. Dzieci nerwowo zerkają po sobie. Co się dzieje? Przecież powinien je przynieść święty Mikołaj. Babcia dostrzega dzieci, siada na łóżku rozdając prezenty i wszystko jest jasne. Mikołaj bardzo się śpieszył, musiał zostawić je w wersalce, a ona miała być jego pomocnikiem. To dla nas zrozumiałe przecież na świecie jest jeszcze wiele dzieci do obdarowania. Trzymam w ręku piękny plastikowy komplet naczyń do zabawy.

Pamiętajmy o tych, którzy odeszli. Pielęgnujmy nasze wspomnienia o nich, tak, abyśmy mogli chociaż w ten sposób obcować z nimi, aż do momentu, w którym ponownie będziemy razem.

Nie oceniajmy ich postępowania, nie wydawajmy osądów. Nie szliśmy bowiem przez życie w ich butach. Wybaczajmy. Dlaczego? Niechaj pierwszy rzuci kamień ten, kto jest bez winy, kto nie popełnia w życiu błędów.

I pamiętajmy – oni potrzebują naszej modlitwy, szacunku i tego, aby żyć w naszej pamięci, a nie największych i najdroższych zniczy czy kwiatów jakie tylko udało nam się znaleźć.

…Na każdym cmentarzu są małe groby, „domy” małych Aniołków. Na naszym też. Jeden z nich jest mi szczególnie bliski. Zawsze wybieram tam bardzo kolorowe kwiaty, aby było weselej.

Nie mam wspomnień, ani wyobrażeń o niej, nie dane mi było jej poznać. Bardzo śpieszyła się na ten świat, za bardzo jak na czasy, w których się urodziła. Gdyby przyszła na świat dziś, pewnie by żyła. Często zastanawiam się jakby to było – jakby było mieć siostrę…

Autor – Elżbieta Stankowiak

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *