Akcja Nominacja – Agnieszka Kuczyńska.

Akcja Nominacja – Agnieszka Kuczyńska.

Przede wszystkim cenię sobie Agnieszkę jako lekarza, bardzo mi pomogła..dzięki niej obecnie jestem matką dwójki dzieci i jako człowieka. Jest ciepłą, normalną, prawdziwą osobą i piękną kobietą. Od wielu lat leczy pary cierpiące na niepłodność. Swoje pacjentki zawsze otacza opieką i są bardzo zadowolone z jej leczenia” – napisała jedna z pacjentek Pani Agnieszki, która ją nominowała do wywiadu na łamach naszego portal.

OP. Dlaczego zdecydowała się Pani na specjalizację właśnie w dziedzinie ginekologii i położnictwa?

AK. Skłamałabym mówiąc, że zawsze wiedziałam co chcę robić i jaką specjalizację wybrać. Młody człowiek po studiach rzadko zna dokładnie specyfikę poszczególnych dziedzin medycyny i często jego wyborem decyduje przypadek. Ja na ginekologię i położnictwo byłam trochę skazana ze względów rodzinnych. Patrzyłam na rozpędzoną karierę ojca, który mógł przekazać mi swoją wiedzę i wtedy myślałam tylko, że nie mogę tego zmarnować.

Teraz wiem, że wpadłam jak ryba w wodę bo idealnie odnajduje się w swojej specjalności. Bardzo dobrze czuję się pracując z parami starającymi się o dziecko, pacjentkami ciężarnymi jak również będąc przy narodzinach na sali porodowej. Cieszę się kiedy pacjentki mówią mi, że przełamuję stereotyp lekarza ginekologa- mężczyzny.

OP. Leczy Pani nie tylko pary zmagające się z problemem niepłodności, ale też pacjentki ciężarne, które nie miały problemu z zajściem w ciążę?

AK. Medycyna rozrodu czyli temat “niepłodności” jest główną dziedziną moich zainteresowań, ale oczywiście prowadzę również pacjentki ciężarne, które trafiają z innych źródeł. Często jest tak, że pary po leczeniu niepłodności, którym udaje się zajść w upragnioną ciążę decydują się na prowadzenie ciąży w Kriobanku, nawet pomimo często dużej odległości od miejsca zamieszkania. Są to zwykle dość specyficzne pacjentki z uwagi na problemy jakich doświadczyły podczas starań o dziecko, olbrzymie nakłady emocjonalne, zdrowotne i finansowe. Generalnie pacjentki, które zaszły w ciążę naturalną na pewno mają inną charakterystykę i spokojniej podchodzą do swojego stanu przez co łatwiej “dają się prowadzić”. Z drugiej strony moje pacjentki po długim okresie walki i leczenia niepłodności w momencie rozwiązania ciąży są najszczęśliwszymi i najbardziej wdzięcznymi osobami na świecie.

OP. Jakie to uczucie, kiedy po wielu próbach w końcu może Pani powiedzieć pacjentce, że się udało?

AK. Dodatni test ciążowy to najlepszy prezent za przeprowadzone leczenie, oczywiście dla pacjentów ale także dla lekarza prowadzącego. Telefony od pacjentek, które krzyczą, płaczą i często wciąż nie wierzą patrząc na dwie kreski na teście albo wynik HCG. To najwspanialsze chwile w tym zawodzie.

Najwięcej radości zawsze dają takie informacje od pacjentek “trudnych”, które są po kilku nieudanych programach in vitro, często wielu latach leczenia. Teraz pacjentki najczęściej nie wytrzymują do wizyty i same robią testy, ale zdarza się, że przychodzą na pobranie krwi do Kliniki i wtedy mam przyjemność przekazania tej radosnej nowiny- reakcje są często bezcenne.

OP. W takich momentach górę bierze natura kobiety czy lekarza?

AK. Zawsze staram się podchodzić do spraw medycznych na zimno, ale nierzadko emocje biorą górę i tu się kłania kobieca natura. Ogólnie jestem dość emocjonalną osobą i zdarza mi się nawet, że jak pacjenci płaczą z różnych powodów to i mi się łza kręci w oku. Wydaje mi się, że każdy lekarz powinien mieć w sobie sporą dozę empatii i zawsze pamiętać, oprócz chłodnego lekarskiego podejścia o naturze człowieczej.

OP. Sama też jest już Pani matką?

AK. Mam dwóch słodkich chłopców- Mikołaja -5 lat i Kubę- 2,5 roku. Posiadanie dzieci daje mi jako lekarzowi dużo zrozumienia dla wielu kwestii. Wyobrażam sobie jak bardzo można pragnąć dzieci bo wiem jakie pokłady miłości uwalniają. Dlatego tak bardzo chce mi się pomagać ludziom w walce o te marzenia. Często myślę, że to moje dzieci dają mi tyle energii i wytrwałości, którą mogę przelewać na pacjentów w chwilach zwątpienia.

OP. Zapewne często udzielają się Pani emocje pacjentek. Jako kobieta musi rozumieć je Pani doskonale w kwestii obaw związanych z ciążą i macierzyństwem. To nie ułatwia z pewnością wykonywania Pani profesji. Zdarzają się ciężkie chwile?

AK. Trudne chwile, stresy, lęki i rozczarowania towarzyszą kobiecie już od momentu starań o dziecko, później przez cały okres ciąży i szczerze powiedziawszy, jak się posłucha mam i babć, to chyba już zawsze. Bardzo ważne jest dlatego zachowanie umiarkowanego spokoju i rozwagi. Lekarz powinien być wsparciem dla przyszłej mamy również w tych gorszych momentach, pomagać przejść tą drogę. Cieszę się, że nie muszę się mocno o to strać, bo to właśnie jakoś samo ze mnie wychodzi. A ciężkie chwile owszem zdarzają się, na szczęście nie często, ale w każdym zawodzie może czasami pojawić się ”zmęczenie materiału”.

OP. Wie Pani ilu dzieciom pomogła już przyjść na świat?

AK. Szczerze powiedziawszy nigdy nie liczyłam „swoich dzieciaczków“. Robimy oczywiście ogólne statystyki ale żeby policzyć wynik konkretnego lekarza trzeba by było się trochę pobawić. Biorąc pod uwagę mój osobisty wskaźnik ciąż liczony przez embriologów na transfer ok 40% i myślę, że już setki przeprowadzonych cykli, to mówiąc nieskromnie już się tych dzieci trochę nazbierało. Zabawne jest to, że po „tych moich dzieciach“ widzę jak czas szybko płynie. Wciąż wydaje mi się, że tak niedawno zaczynałam tą całą przygodę, a dopiero patrzę trzeźwo jak odwiedzają mnie pacjenci z wygadanymi, słodkimi pierwszoklasistami- bo to właśnie wtedy się zaczęło.

Dziękujemy.

Fot. Archiwum prywatne Pani Agnieszki.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *