Anna Klimczuk – Kobieta z pasją.

Anna Klimczuk - Kobieta z pasją.

OP. Off-road , 4×4 , rajdy terenowe – Pani hobby nie należy do tych typowo kobiecych?Skąd więc taki właśnie wybór i jakie były początki?

AK. Wbrew pozorom za kółka terenówek zasiada coraz więcej kobiet, także jest nadzieja, że w przyszłości sport nie zaliczany będzie do stricte męskich ;)U mnie zaczęło się od propozycji brata wzięcia udziału w rajdzie „Wschodnie Bezdroża” jako pilot. Był długi weekend sierpniowy, ponad dwa lata temu, znużona wyjazdami pod namiot chętnie przytaknęłam i tak właśnie pojechaliśmy razem. Nie był to wprawdzie szczęśliwy dla mnie rajd: w drodze do Gródka oblałam się wrzątkiem z termosu, w dodatku w pierwszych godzinach zmagań terenowych w lesie pogryzły mnie pszczoły. Nie kilka, a kilkanaście 😉 Chcąc pokazać jaki ze mnie twardziel nie dałam znać bratu, że boli i wytrwaliśmy do końca. Rajd odsypiałam jakieś 3 dni, ale gdy zmęczenie minęło obiecałam sobie, że za rok wystartuję jako kierowca. W październiku kupiłam auto a w rajdzie Podlasia 4×4 wystartowałam już w listopadzie.

OP. Pomimo zamiłowania do samochodów terenowych przyznam szczerze, że off-road kojarzy mi się głównie z wodą, błotem i sporym wysiłkiem fizycznym. Jak to wygląda od strony uczestnika?

AK. Dokładnie tak samo. Dochodzi jednak jeszcze adrenalina, przyjemny zapach mokrych hamulców, benzyny, wspaniali ludzie wokół i naprawdę świetna zabawa!

OP. Startuje Pani w rajdach, zdobywa nagrody, spotyka się Pani czasem ze zdziwieniem jako kobieta w typowo męskim świecie?

AK. Coraz mniej. Nas, kobiet jeżdżących offroadowo jest z miesiąca na miesiąc więcej. To przyjemne pokazać, że nie liczy się tylko siła (z którą z Panami konkurować za Chiny nie możemy!) ale też umiejętność współpracy z innymi kierowcami, jak i zdrowy rozsądek przy pokonywaniu przeszkód. Pamiętam do tej pory rajd w Suwałkach, gdzie zajęłam 2 miejsce głównie dlatego, że inne auta się po drodze popsuły 😉 Moim pilotem była wówczas koleżanka Beata, obydwie pomalutku podjeżdżałyśmy tylko tam, gdzie nie było ryzyka złamania przegubu 😉 Kobiety za kółka!

OP. Zdarza się, że jako przedstawicielka płci pięknej czuje się Pani słaba w walce z naturą i ciężkim sprzętem?

AK. Oczywiście, że bywają takie momenty. Dlatego warto współpracować z innymi uczestnikami. Raz poświecę latarką, podam komuś linę czy podczepię szeklę, gdzie w zamian otrzymać mogę mnóstwo męskiej siły i znajomość dosłownie każdej samochodowej tajemnicy. Do tej pory zastanawiam się jak pewnego rajdu chłopcy o drugiej w nocy gdzieś w środku lasu znaleźli bardzo rzadką i cenną dla mnie część. Zamontowali w trzy minuty i mogłam jechać dalej.

OP. Odnoszę wrażenie, że Wasze rajdy to bardziej pasja i sposób na spędzenie wolnego czasu niż zacięta rywalizacja?

AK. I tak właśnie powinno być, jest to moim zdaniem gwarant każdego sukcesu. Rywalizacja włącza się zazwyczaj w ostatnich godzinach rajdu, gdy roadbook ( karta ze stemplami z każdej pokonanej przeszkody) wydaje się prawie całkowicie zapełniony. Zawsze startuję z tą samą ekipą samochodów. Wszyscy jesteśmy związani z Suzuki i nawzajem przekonywujemy się, że nie warto niszczyć samochodu dla jednej tylko pieczątki. Tak więc nasza współpraca to nie tylko pomoc fizyczna. ale wzajemne wspieranie się i dodawanie sobie nawzajem rozumu 😉

2015-10-22_15h40_31OP. Na co dzień samochód terenowy czy coś mniejszego?

AK. Dwa w jednym 🙂 Mój Jimny jest na tyle mały, by doskonale radzić sobie na miejskim parkingu i wystarczająco duży, by radzić sobie w błocie. Jeżdżę nim do pracy i na zakupy.

Wspaniale radzi sobie na dwa etaty 😉

Dziękujemy i życzymy dalszych sukcesów.

Share

Comments

  1. Ze względu na to, że mieszkam w Bieszczadach korzystam z terenówki. Aktualnie jeżdżę wranglerem. Świetnie czuję się za kierownicą tego auta. Błoto, zaspy, strumyki i inne przeszkody pokonuję bez trudu. Mam ten komfort, że dojadę tam gdzie zamierzam, a nie utknę w pierwszej lepszej kałuży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *