Barbara Maj „Doceniam każde doświadczenie i wiem, że wszystko w życiu pojawia się po coś.”

Barbara Maj „Doceniam każde doświadczenie i wiem, że wszystko w życiu pojawia się po coś.”

Barbara Maj – aktorka, dziennikarka, piosenkarka. Jak sama mówi „Bóg stwarzając mnie, sypnął sporo odwagi”, dlatego nie boi się poszukiwań swojego miejsca na ziemi i z ufnością wierzy, że każde doświadczenie, nawet to negatywne, pojawia się w naszym życiu po coś.

Obcasypodlasia.pl: Nie jest Pani Podlasianką z pochodzenia. Co sprowadziło Panią na Podlasie?

Barbara Maj: Jestem Wałbrzyszanką, tam się urodziłam i wychowywałam, chodziłam do szkół najpierw podstawowej, a później liceum. Na studia najpierw wyjechałam do Wrocławia i zaczynałam od Wydziału Prawa, ale po pierwszym semestrze stwierdziłam, że to zupełnie nie dla mnie i poszłam pracować do McDonalda. Tam spotkałam wielu sympatycznych ludzi i jeden z nich studiował architekturę. W jednej z rozmów podzieliłam się z nim moją historią, że już nie studiuję prawa, bo to jednak nie to, a poza tym bardzo dużo trzeba się uczyć na pamięć – czego wtedy nie lubiłam, a on ni z tego, ni z owego wypalił: „Idź na architekturę! Super kierunek i prawie w ogóle nie trzeba się uczyć, oczywiście poza sesjami – wtedy zarywasz noce”.

Zainspirowana jego wypowiedzią i analizą moich ówczesnych pragnień poszłam się doszkolić z rysunku i tak znalazłam się w Białymstoku, na Politechnice Białostockiej, studiowałam kierunek architektura wnętrz. Byliśmy pierwszym rokiem tego nowego kierunku na politechnice. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja zjechali z różnych części Polski, gdyż egzaminy odbywały się we wrześniu. To był cudowny czas. Nigdy nie żałowałam tego, że wybrałam ten kierunek, ale zawodowo nie pracuję już od wielu lat.

Szukając informacji na Pani temat, dowiedziałam się, że jest Pani m.in. aktorką, dziennikarką, piosenkarką, członkiem Kabaretu Widelec. Sporo tego. Co było pierwsze i w jaki sposób Pani droga zawodowa poprowadziła Panią przez te wszystkie profesje?

Barbara Maj: Tak, jestem kobietą wielu zawodów, ale pierwsze zawsze było śpiewanie. Moi rodzice jednak nie widzieli przyszłości w byciu artystką i niestety nie pozwolono mi uczyć się tego, co najbardziej kochała moja dusza. Ale nie ma przypadków i dzisiaj, z perspektywy czasu, myślę, że życie i prawda zawsze zwyciężą.

Będąc jeszcze na studiach spotkałam Kabaret Widelec i zostałam w zespole do dzisiaj. Życie samo postawiło mnie na scenie i zweryfikowało poglądy innych, w tym moich najbliższych, na temat bycia artystką. To jednak bardzo długo było dla mnie trudne, bo do końca nie wierzyłam, że artystką mogę i mam prawo być. Po wielu latach na scenie tak naprawdę całkiem niedawno uwierzyłam, że to, co robię, ma sens.

Nie ukrywam jednak, że bycie artystą do łatwych nie należy. To ciągła praca nad sobą i niepewność, także finansowa. Zatem obok pojawiały się różne inne prace, w tym moja ukochana w Polskim Radiu Białystok (jestem radiowcem z krwi i kości!), Galeria Tykocin Herbaciarnia w Tykocinie, architektura wnętrz i mnóstwo dorywczych prac. Doceniam jednak każde doświadczenie i wiem, że wszystko w życiu pojawia się po coś.

Jest coś jeszcze… w Norwegii była Pani kierowcą autobusu. To już całkowicie odmienne od pozostałych zajęcie. Skąd taki pomysł?

Barbara Maj: Do Norwegii wyjechaliśmy całą rodziną w 2013 roku, bo skończyły mi się pomysły na życie i potrzebowałam zmian. Chciałam też się przekonać, jak jest gdzie indziej i wyrobić sobie własną opinię na temat życia emigrantów. Cieszę się, że Bóg stwarzając mnie, sypnął sporo odwagi. Gdyby nie ta odwaga nie widziałabym tylu pięknych miejsc i nie poznała tylu wspaniałych ludzi.

Polacy za granicą (przynajmniej w Norwegii) są sobie życzliwi i pomagają jak tylko mogą – to oczywiście moje doświadczenie, a każdy może mieć inne w związku z wyjazdami.

Ja jednak obalam mit Polaka cwaniaka za granicą. Do dziś mam wielu przyjaciół, którzy mieszkają w Norwegii lub wrócili po wielu latach do kraju. Utrzymujemy kontakt i bardzo się z tego cieszę.

W Norwegii dla kobiet możliwości pracy nie ma za wiele, zatem bardzo często droga zawodowa zaczyna się od sprzątania. Taka była i moja droga, ale po jakimś czasie oczywiście chciałam coś zmienić, bo sprzątanie to bardzo ciężka i fizyczna praca i na dłuższą metę wiem, że nie dla mnie. Pojawił się zatem pomysł i możliwość bycia kierowczynią autobusu, to zrobiłam prawo jazdy zawodowe i teraz, kiedy będę miała na to ochotę – mogę do tego wrócić i zacząć wozić ludzi.

Pomimo że coraz częściej widzimy Panie doskonale radzące sobie z prowadzeniem autobusu, wciąż budzi to spore zainteresowanie. Z jakimi reakcjami Pani się spotkała?

Barbara Maj:W Polsce zawsze z lekkim zdziwieniem, ale takim pozytywnym i mnóstwem uśmiechów od innych kierowców i mijanych ludzi. To się już jednak zmienia i jest coraz więcej pań, które świetnie prowadzą duże pojazdy. Cieszę się, że mamy czasy nieszufladkowania ludzi ze względu na płeć i każdy może próbować sił w dziedzinach, które go interesują i pasjonują. Dobrze jest patrzeć na świat z ciekawością i otwartością dziecka, a także akceptować ludzi takich, jakimi są. Szanować czyjeś wybory i nie projektować własnych niezrealizowanych pragnień np. na dzieci. Czynienie z dziecka „projektu” bardzo je krzywdzi i odbiera sprawczość w życiu. Jedni rodzą się, żeby być lekarzami, prawnikami, ale także mechanikami lub sprzątaczkami. Każdy zawód wnosi ogromną wartość do społeczności, jeśli jest wykonywany z pasją i oddaniem. Nigdy nie rozumiałam podejścia, że najbardziej to opłaca się być lekarzem, prawnikiem lub dyrektorem. Tak to widzimy i później pchamy nasze dzieci w stronę naszych wizji, a niekoniecznie ich pragnień. Pozwólmy sobie na bycie tym kim chcemy być. Pozwólmy na to również naszym dzieciom.

Wałbrzych, Podlasie, Norwegia i ponownie Podlasie. Znalazła już Pani swoje miejsce na ziemi?

Barbara Maj:Świat jest tak piękny, że nie chciałabym chyba powiedzieć, że już znalazłam swoje miejsce na ziemi. Zobaczymy, co przyniesie życie. Jedno wiem na pewno, że jeżeli czujemy, że dane miejsce nie do końca nam odpowiada, to warto próbować to zmieniać. Życie jest jedno, a możliwości jest wiele. Jeśli cały czas robiąc to samo, oczekujemy innych rezultatów, to jesteśmy w błędzie. Tylko ruch w innym niż do tej pory kierunku może pokazać nowe możliwości.

W sercu mam takie poczucie, że wszyscy jesteśmy jednym i bardziej sobie bliscy niż nam się wydaje. Choć różnimy się czasami kolorem skóry, językiem i kulturą, w której wzrastamy, to tak naprawdę mamy takie same serca. Mam w sobie ogromne zaufanie do Boga, że wszystko w naszym życiu jest właściwe i każda napotkana osoba jest w tym Bożym planie zawarta. Możliwości jest jednak ogrom, ale mamy zawsze wolną wolę i wybór należy do nas. Czasami bywa trudno, ale takie jest prawdziwe życie.

Czytam teraz i fascynuję się książką autorstwa Jona Fredericksona „Kłamstwa, którymi żyjemy” i coraz bardziej cieszę się, że moje życie tak właśnie się potoczyło, a nie inaczej. I choć bywało, że płakałam często w poduszkę i czułam się „skopana” przez życie i okoliczności, to wiem, kim jestem i jakie są moje granice.

Nauczyłam się też i ciągle uczę wdzięczności. Za te trudne doświadczenia ciężko odczuwać nam wdzięczność, ale nie jest to niemożliwe. Dobrze jest porzucić iluzję, że będziemy kiedyś wieść inne życie, takie z marzeń i naszych wyobrażeń. Mamy tylko tu i teraz, a nasz czas jest ograniczony.

Życie z tym co przynosi może być fascynujące, trzeba tylko nauczyć się postawy akceptującej to, co się pojawia. Zauważyłam, że im częściej to robię, tym bardziej cieszy mnie zwykła codzienność: uśmiechy moich dzieci, zabawy z naszym psem Tiną oraz kotką Milką.

W swoich działaniach nie powiedziała Pani jeszcze ostatniego słowa? Jakie są plany dotyczące przyszłości?

Barbara Maj: Mam za sobą ogrom różnych doświadczeń, a że życie toczy się do końca, to chyba ostatnie słowo powiem wraz z ostatnim oddechem, jeśli taka śmierć będzie mi dana.

Oprócz śpiewania ogromną moją pasją jest psychologia i rozwój osobisty. Wychowywanie dzieci bywa czasami trudne i szukając możliwości stosowania innych metod wychowawczych niż te autorytarne, trafiłam na duńskiego psychoterapeutę Jespera Juula. Tak stałam się Certyfikowaną Trenerką Fundacji Familylab Polska, która jest częścią międzynarodowej organizacji Familylab Association. Jeżdżę i prowadzę seminaria inspirujące dla rodziców.

To, co najbardziej mnie urzeka w podejściu Jespera Juula to, że nie daje wskazówek typu „Jak stać się rodzicem idealnym” (bo taki nie istnieje), ani nie oferuje też w swoich książkach żadnej konkretnej metody wychowawczej. Jawi mi się on jako współczesny Janusz Korczak, który dzieci traktował jak małych ludzi. Bowiem istotą w kontakcie rodzic – dziecko, dorosły – dziecko, jest relacja, szacunek do dzieci, zaufanie do ich kompetencji oraz autentyczność dorosłego.

Dzieci potrzebują też świadomego rodzica, który nie oddaje swojego przywództwa w rodzinie dziecku, ale pozwala mu na zdobywanie własnych doświadczeń w ramach ustalonych wspólnie zasad. Zatrważa mnie obecnie zjawisko ciągłego bycia z telefonem i „w telefonie”, życia na pokaz dla innych na instagramie, a dzieci są pozostawione same sobie (również niestety ze swoimi własnymi telefonami). Ta nasza uważność i bezwarunkowa miłość jest im w obecnych czasach ogromnie potrzebna. Nie zapominajmy o tym i częściej zapominajmy telefonu, np. wychodząc z dziećmi na spacer. O tym zamierzam mówić i inspirować ludzi do zmiany podejścia. Potrzebujemy zdrowych psychicznie przyszłych pokoleń, a w tej kwestii nie dzieje się dobrze. Poza tym oczywiście coś tam się szykuje ze śpiewaniem, jest cały czas Widelec, seminaria inspirujące Familylab, które prowadzę i zwyczajne życie, które kocham. Życzę wszystkim dużo miłości do samych siebie najpierw, uśmiechu do każdej pogody (tego nauczyłam się w Norwegii) i odwagi do bycia sobą. Nie bójmy się też zmian!

Inspiracją i pocieszeniem niech będzie cytat:

„Najpiękniejszymi ludźmi, których znamy to są Ci, którzy poznali klęskę, poznali cierpienie, poznali wewnętrzna walkę, poznali stratę i znaleźli wyjście z tego wszystkiego. Osoby te mają uznanie, wrażliwość i zrozumienie życia, które napełnia ich współczuciem, łagodnością i głęboką troską. Piękni ludzie tak łatwo nie powstają …” 
~ Elizabeth Kübler-Ross

Autor fot. EMpic magda turowska

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *