Dlaczego dieta powinna być „uszyta na miarę”?

Dlaczego dieta powinna być „uszyta na miarę”?

Wiele osób słysząc, że powinno zmienić nawyki żywieniowe, stara się podważyć wpływ diety na zdrowie. Zaraz pojawiają się argumenty, że przecież na coś trzeba umrzeć, że moja babcia jadła wszystko, nie stosowała super food czy też suplementacji i była zdrowa, nic jej nie szkodziło i dożyła późnej starości. Ale co to oznacza, że „wszystko jadła”? Czy przypadkiem, nie jadła nieprzetworzonej żywności (często z własnego ogródka), produktów mięsnych ze zwierząt nienafaszerowanych hormonami, produktów bez konserwantów, barwników i sztucznych słodzików.

Współczesna żywność znacząco różni się od tej sprzed 20, czy też 50 lat. Przemysł spożywczy jest nastawiony na ilość a sporadycznie na jakość produktów. Zewsząd docierają do nas informacje, że trzeba jeść to lub tamto a czegoś innego nie jeść. W tym gąszczu nowych doniesień naukowych łatwo można się zagubić. W końcu możemy stwierdzić, że nic nie możemy jeść… bo ryby mają w sobie metale ciężkie, kurczaki hormony a w warzywach są pestycydy.

Niektórzy potraktują to jako wymówkę, że w takim razie nie są w stanie się zdrowo odżywiać , bo nic nie jest zdrowe. Inni zaczynają poszukiwania diety idealnej. Optymalnie jest, jeśli skonsultują się w tej kwestii ze specjalistą. Gorzej jeśli zaczynają wszystkie alternatywne diety testować na sobie. Usłyszą, że sąsiadce coś pomogło, więc im też pewnie pomoże. Niestety możemy się bardzo w tym względzie pomylić, bo to co komuś innemu pomogło, nam może wręcz zaszkodzić! Dlaczego tak jest? Bo każdy z nas jest inny. Prawdopodobnie tę sąsiadkę nie dopytamy o jej stan zdrowia, przyjmowane leki, czy też jak dotychczas się odżywiała. Nie pomyślimy, że może mój stan zdrowia lub przyjmowane leki, powoduje, że czegoś powinienem unikać, bo mogę sobie tym zaszkodzić. A może mam jakieś alergie lub nietolerancje pokarmowe i poprzez wprowadzenie nowych produktów spożywczych pogorszy się mój stan zdrowia. A jeśli zacznę unikać np. mleka lub produktów zbożowych zawierających gluten, to czy będę pamiętać, żeby czymś je zastąpić, żeby nie doprowadzić do niedoborów.

Czasem, gdy nowo poznana przeze mnie osoba dowie się, że jestem dietetykiem, to chciałaby, żebym w kilku zdaniach opowiedziała, jak powinna się odżywiać. I tutaj spotyka się z zawodem, bo nie przedstawię jej żadnych bardzo konkretnych zaleceń. Jedyne co mogę doradzić bez dogłębnego poznania danej osoby, to unikanie mocno przetworzonej żywności, fast-foodów, słodyczy a dbanie o różnorodność i regularność posiłków. I tu nie chodzi o to, że nie chcę komuś udzielić bezpłatnej porady. Chodzi o to, że przede wszystkim nie chcę tej osobie w żaden sposób zaszkodzić. Jak mogłabym cokolwiek doradzić bez dogłębnego wywiadu zdrowotnego i żywieniowego. Przecież moim zadaniem nie jest przekazanie komuś „standardowego” jadłospisu. Nie każdy powinien pić tyle samo wody, jeść tyle samo białka i tłuszczy, nie każdemu trzeba zabrać z diety gluten lub nabiał. Dieta musi być „uszyta na miarę”, tak aby rzeczywiście móc zadbać o swoje zdrowie, samopoczucie i sylwetkę.

Jeśli jesteśmy w pełni zdrowi, nie mamy żadnych niepokojących objawów (np. częste bóle głowy, spadki energii, opuchnięcia, zaburzenia żołądkowo-jelitowe) to możemy stosować się do zasad zdrowego żywienia Instytutu Żywności i Żywienia. Dużo trudniej jest, jeśli mamy kilka różnych dolegliwości, często o niewyjaśnionej przyczynie. Na jedno schorzenie może być zalecana całkowicie inna dieta niż na drugie. I zaczynamy mieć duży problem z dostarczeniem sobie wszystkich potrzebnych składników odżywczych. Dodam, że warto nie tylko koncentrować się na eliminacji niekorzystnej żywności, ale popatrzeć też na to, czego nam może brakować w diecie. Często tak samo jak nadmiary, mogą nam też mocno szkodzić niedobory. Jeśli nie zadbamy o dostosowaną do nas dietę, to możemy czuć się coraz gorzej, pojawią się kolejne dolegliwości, lekarz przypisze nam leki, które po jakimś czasie mogą spowodować efekty uboczne. Wtedy czasem pojawi się myśl, że może jednak dietę warto jest skonsultować. Tym sposobem trafia do mnie wiele osób, które wcześniej nawet nie łączyły swoich objawów z dietą. Chodziły od lekarza do lekarza, pogłębiały diagnostykę i dalej nie wiedziały, dlaczego tak źle się czują. A jak zastosowały się do zaleceń żywieniowych, nagle odzyskiwały energię do życia, ustępowały ich problemy ze snem, ze spadkami nastroju, włosy przestawały wypadać garściami a skóra odzyskiwała ładny wygląd. Osoby z niedoczynnością tarczycy w końcu zaczynały bardzo dobrze chudnąć a nadciśnieniowcom spadało ciśnienie (lekarz mógł zmniejszyć dawkę lub nawet odstawić leki).

W dzisiejszych czasach prawidłowo zbilansowana dieta, stanowi dla nas wyzwanie. Jednak warto je podjąć, jeśli chcemy tak jak nasza babcia w zdrowiu przeżyć wiele lat. Zwłaszcza ze względu na to, że niestety jest coraz więcej chorób żywieniowo-zależnych, którym możemy zapobiegać a jeśli już wystąpią, to możemy wspomóc ich leczenie przez dobrze dobraną dietę. Zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie może nam się to wydawać dużo trudniejsze niż łyknięcie kolejnej tabletki leku. Jednak często daje dużo lepsze efekty.

Autor: Anna Olszewska – dietetyk, diet coach w Poradni Centrum Odchudzania i Odżywiania Dietoterapia

www.bialystokporadnia.coio.pl

Fot. własność Autora

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *