Dlaczego sexy zaczyna się w głowie i jak bardzo można zmienić swoje życie?

Dlaczego sexy zaczyna się w głowie i jak bardzo można zmienić swoje życie?

Rozmawiamy z Karoliną Cwaliną – autorką programu Sexy zaczyna się w głowie jednym z najmłodszych coachów w Polsce.

OP. Jaka była Karolina „przed”?

KC. To nie było tak, że ciągle byłam zdołowana i smutna, że nie doceniałam tego co miałam. Po części byłam wesoła, lubiłam kontakt z ludźmi. Lubiłam działać aktywnie, być w centrum uwagi, pomagać innym i dawać coś z siebie. Ta część mnie się w ogóle nie zmieniła.

To co się zmieniło to moje postrzeganie siebie przez co zaczęłam doceniać rzeczy, których wcześniej w ogóle nie widziałam. Kolejną rzeczą, jaka się stała właśnie dzięki temu, że przeszłam proces coachingowy jest to, że o wiele lepiej zaczęłam się organizować i porządkować pewne rzeczy.

Np. na jednym z moich spotkań z cyklu „Sexy zaczyna się w głowie” uczestniczki były zdziwione, że tematem przewodnim jest organizacja. Pytały mnie jak się ma organizacja do bycia sexy. Starałam się im wytłumaczyć, że bycie sexy to jest to, jak się czujemy same ze sobą. Nie ma to nic wspólnego z seksem ani z wyglądem tylko jest związane z poczuciem naszej wartości od środka. Dla przykładu jeśli chcemy dobrze wyglądać to zdrowo jemy, ćwiczymy itp. Jednak na to wszystko musimy mieć czas, a aby mieć czas musimy się dobrze zorganizować.

Ja dzięki temu, że przeszłam proces coachingowy nauczyłam się dobrze organizować, synchronizować to pozwoliło mi zacząć działać. To dzięki temu jestem teraz w tym momencie, w którym jestem. Mogę się nazwać sexy, ponieważ jestem dobrze zorganizowana, dążę do celu będąc w tym wytrwała i mam motywację.
W byciu sexy chodzi o to, co jest w nas samych, a nie o to, jak wyglądamy.

OP. Pamięta Pani ten moment, kiedy powiedziała „dosyć”?

KC. Pamiętam. Mówi się i to jest prawdą, że coaching jest to metoda rozwoju osobistego, gdzie jesteśmy tu i teraz, a planujemy nasze życie na przyszłość.
Rożni się od psychoterapii tym, że w ogóle nie zwracamy uwagi na przeszłość tylko budujemy swój plan przyszłościowy. Po drugie w coachingu nie zajmujemy się tylko problemami, ale też chcemy się rozwijać i udoskonalać. Oczywiście wszystko tak naprawdę zależy od nas.

Mówię kobietom na moich spotkaniach, że ja nie jestem od tego, żeby powiedzieć im, jak mają żyć, tylko je inspirować, zachęcać do rozwoju. To, co one zrobią, jest już inną sprawą.

Dopóki jesteśmy w tzw. „strefie komfortu” i jest nam dobrze, zazwyczaj nie chcemy robić nic więcej dla siebie, zmieniać. Dopiero jak przychodzi kryzys, to czynnik stresu powoduje, że chcemy zacząć działać. Tak często jest, że kiedy kobieta się rozwiedzie, zostaje porzucona, straci pracę to dopiero coś się w niej uruchamia i zaczyna działać.

U mnie było podobnie sama się męczyłam, ale jednocześnie wiedziałam, że bardzo ciężko jest dokonać zmiany i ruszyć się z miejsca.
Pamiętam ten dzień, kiedy jedyne co robiłam to płakałam i miałam dosyć samej siebie. To był środek wakacji, kiedy stwierdziłam, że muszę coś zrobić, bo już gorzej być nie może. Było to po około dwóch miesiącach od kiedy zakończyłam swoją sesję coachingową i pomimo, że doskonale wiedziałam co powinnam zrobić, ciągle szukałam wymówek. Jednak w końcu doszłam do wniosku, że muszę coś zmienić, bo nikt za mnie tego nie zrobi.

OP. W Pani przypadku była to nie tylko totalna metamorfoza wizualna, ale zmiana całego życia?

KC. To w ogóle nie była metamorfoza wizualna. Na początku zostałam wylansowana, że schudłam. Teraz ciąży na mnie presja, bo nadal mam problemy zdrowotne i dalej tyje. To w ogóle nie o to chodzi, bo teraz jestem szczęśliwsza niż byłam dwa lata temu.

Metamorfoza fizyczna to był dodatek, zwykły dodatek. Ja się zmieniłam w tym, że zaczęłam się lepiej organizować, wierzyć w siebie i siebie doceniać. Zaczęłam patrzeć na świat z innej perspektywy. Właśnie to wszystko sprawiło, że uwierzyłam w siebie. Teraz po pierwsze robię to, co kocham, wiem jak się motywować, jak sprawiać, żeby ćwiczyć w sobie tę wytrwałość. Jestem w związku z mężczyzną, którego kocham i który mnie docenia nad życie taką, jaką jestem. Poznałam go po dwóch dniach kiedy powiedziałam koleżankom, że z nikim nie chce być, bo jestem szczęśliwa sama ze sobą. Teraz jestem na maksa szczęśliwa.

OP. Czy czuła Pani strach przed opuszczeniem swojej „strefy komfortu”?

KC. Każdy czuje strach, ale jak to mówią „nie ma ryzyka, nie ma zabawy”. Każdy czuje strach tak samo jak każdy w życiu czuje stres. Jedni to pokonują, a inni nie. Jedni zmieniają swoje życie i zaczynają realizować to czego pragną, a inni po prostu siedzą w tym i narzekają.

OP. Co według Pani było takim czynnikiem przewodnim, który pozwolił osiągnąć zamierzone cele?

KC. Moje sesje coachingowe. Kiedy zaczęłam nad sobą pracować, bo najtrudniejsza praca jest nad samym sobą.

OP. Dzięki ciężkiej pracy i determinacji Pani dostała można by powiedzieć drugą szansę na całkiem nowe życie. Wykorzystuje to Pani jak najlepiej inspirując swoją postawą inne kobiety. W tym celu powstał program „Sexy zaczyna się w głowie”?

KC. Tak, żeby inspirować. Nie żeby je uczyć, ani pokazywać. To nie o to chodzi, żeby one robiły to co ja i jakby odzwierciedlały to wszystko. Tylko zainspirować, zachęcić do działania, aby ułożyć dobry plan i dobrą strategię.

Uważam, że tylko ciężką pracą można coś osiągnąć. Nie wierzę do końca w szczęście bo uważam, że na wszystko w życiu trzeba zapracować. Jeśli coś nas spotyka to wcześniej zrobiliśmy coś, żeby ku temu się zbliżyć.
Np. jeśli ktoś ma bogatych rodziców, a później osiąga sukces. Owszem rodzice go wsparli, ale nie zmienia to sytuacji, że ta osoba często musi harować ciężko.
To tak jak wygranie w totka – trzeba pójść kupić los. Ktoś powie, że miał szczęście, bo wygrał. Nie zmienia to faktu, że najpierw musiał wykonać jakieś działanie. Dlatego nie wierzę do końca w szczęście.

OP. Teraz kiedy Pani wie, że spełnianie marzeń jest realne nic nie stoi na przeszkodzie, aby marzyć dalej?

KC. Mam tyle planów, że mnie to przerasta. Chcę dużo rzeczy naraz i muszę często się stopować wyznaczając priorytety. Jeszcze nie powiedziałam stop.

Na samej mojej kartce z założeniami mam trzynaście różnych projektów. Bardzo dużo robię. Teraz np. Akademia Coachingu w Białymstoku. To pierwsze studia podyplomowe z coachingu na Podlasiu. Sprowadziłam kadrę z Warszawy i innych regionów Polski. Dzięki temu przedsiębiorcy nie będą musieli jeździć do Warszawy. Są to studia dla osób, które chcą zdobyć kompetencje jak się posługiwać narzędziami coachingowymi, jak motywować zespoły i samego siebie. To super inicjatywa, ale i dużo pracy.
Dużo się u mnie dzieje cały czas.

OP. Rady dla czytelniczek?

KC. Nie bać się ryzykować. Usiąść i odpowiedzieć sobie na parę ważnych pytań:

  • co jest dla nas ważne,
  • co nas motywuje do działania,
  • po czym poznajemy, że jesteśmy szczęśliwe,
  • co jest naszą prawdziwą przyjemnością,
  • co robimy dla siebie, a co chciałybyśmy zrobić,
  • za co nas doceniają najbliżsi,
  • jakie kroki wykonujemy, żeby zbliżać się do naszego celu.

Dziękujemy.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *