Filozofia życia – o rodzicielstwie bliskości słów kilka – Justyna Kruszewska

Filozofia życia - o rodzicielstwie bliskości słów kilka - Justyna Kruszewska

Dosyć często od różnych osób, z którymi rozmawiam, słyszę, że wychowanie dziecka bez karania go, wyciągania konsekwencji, krytykowania lub nagradzania nie jest możliwe. Trudno mi jednak uwierzyć, że dzięki sprawianiu dziecku przykrości, sprawimy, że wyrośnie ono na troszczącego się o innych i o siebie dorosłego człowieka.

Kiedy dziecko mówi „tak” głównie ze względu na strach przed karą, konsekwencjami lub odrzuceniem, czując jednocześnie głęboki wewnętrzny sprzeciw, to moim zdaniem uczy się tego, żeby robić tak, aby inni nie byli na niego źli, a nie żeby umieć żyć w zgodzie ze swoimi wewnętrznymi wartościami.

Wielką siłą motywującą popychającą nas do rozwoju jest wspólna wszystkim ludziom ogromna potrzeba odnalezienia się w społeczeństwie. Jest to potrzeba przynależności, poczucia, że należy się do tego świata i tego, co się dzieje wokół. Każde dziecko rodzi się z gotowością do współpracy, chce naśladować rodziców, mieć z nimi dobry kontakt, widzieć radość na ich twarzach. Jest od nich całkowicie zależne, zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Tym, czego małe dziecko potrzebuje się uczyć od swoich opiekunów każdego dnia, jest troska o swoje potrzeby. Kiedy czuje presje, żeby wybierać między potrzebą bliskości i relacji, między potrzebą rozwoju i autonomii, często może nie wiedzieć jak tego dokonać. Sama chęć współpracy może jednak nie wystarczać, czasem dziecko nie do końca rozumie czego od niego oczekują dorośli lub zwyczajnie nie wie jak to zrobić.

Te wszystkie dzieci, które ktoś kiedyś nazwał zbuntowanymi, niegrzecznymi łobuzami, najczęściej są po prostu głęboko nieszczęśliwe. Mają w sobie wiele bólu, którego nie potrafią inaczej wyrazić. Czują się skrzywdzone i uważają, że nikt ich nie rozumie oraz że ze światem jak z wrogiem trzeba walczyć, bo ludzie są źli.

Takim dzieciom można pomóc poprzez wysłuchanie ich, uznanie ich emocji oraz dotarcie do niezaspokojonych potrzeb, pomału ucząc je, jak mogliby te potrzeby zaspokajać w inny niż dotychczasowy sposób.

Aby wyjść naprzeciw wyżej opisanym tendencjom i potrzebom małych ludzi, a potem dorosłych którymi się stają, chciałabym przybliżyć dzisiaj jedno z bliskich mi podejść w rozumieniu wychowywania dzieci, jakim jest Rodzicielstwo Bliskości.

Rodzicielstwo bliskości to spolszczona nazwa podejścia, które jego popularyzator William Sears nazwał attachment parenting, czyli rodzicielstwo oparte na więzi i przywiązaniu. Jego główną inspiracją była praca rozpoczęta przez Johna Bowlby’ego i Mary Ainsworth, którzy w latach pięćdziesiątych XX wieku zaczęli opracowywać teorię więzi, w tamtym czasie stanowiącą rewolucyjne podejście do rozumienia relacji między ludźmi. Mówiła ona, że dziecko przywiązuje się do opiekunów nie dlatego, że przyzwyczaja się do przyjemności, jaką czerpie z karmienia i pielęgnacji, jak twierdziła psychoanaliza, ale dlatego, że ma wrodzoną potrzebę i gotowość do nawiązywania więzi. W dodatku pokazali oni, że przywiązanie pełni niezwykle ważną rolę w rozwoju społecznym, emocjonalnym i poznawczym nie tylko u zwierząt, ale także u człowieka. Badania nad więzią oparte były początkowo na obserwacji dzieci oddzielanych od rodziców, na przykład w szpitalach. Praca osób badających więź i przywiązanie dała nam ogromną wiedzę, a ich sukces polega na tym, że w tej chwili większość ludzi uznaje za oczywiste, że małe dziecko lepiej się czuje w szpitalu, gdy jest przy nim ktoś bliski, niż gdy jest pozostawione pod opieką tylko personelu.

Rodzicielstwo bliskości to bardziej pewna filozofia i styl życia niż metoda wychowawcza.

Jest sposobem patrzenia na dzieci, dorosłych i relacje pomiędzy nimi, opartym na zaufaniu do siebie i innych. Jest podejściem, w którym ważne jest szukanie równowagi i rozpoczynaniem wszystkiego od zadbania o swój rozwój. Jest świadomością kompetencji, jakie mają dorośli, a których nie mogą mieć dzieci, takich jak umiejętność patrzenia na to, co się dzieje z różnych perspektyw. Jest byciem tu i teraz z dzieckiem, a nie kształtowaniem dziecka. Jest ostrożne wobec przekonań i stereotypów, które narodziły się w naszej kulturze. Jest odwagą kwestionowania tego, co pozornie oczywiste i zadawania niewygodnych pytań. Jest zbiorem narzędzi, jakich można użyć do tego, aby lepiej rozumieć dziecko, mieć z nim głębszą relację, wspierać je w zaspokajaniu potrzeb, towarzyszyć mu w radzeniu sobie z emocjami i nabywaniu nowych umiejętności a przede wszystkim, żeby lepiej radzić sobie z własnymi emocjami i zaspokajać własne potrzeby.

W rodzicielstwie bliskości rozważania koncentrują się na tym, aby dawać rodzicom różne możliwości, z których mogą sami wybierać coś, co najbardziej im i ich dziecku służy. Mówi raczej o jasnym i zrozumiałym pokazywaniu, czego chcemy i co nam się podoba lub nie niż o wydawaniu poleceń i wyciąganiu konsekwencji w razie odmowy.

Rodzicielstwo bliskości jest wychowaniem szanującym dziecko w jego naturalnym środowisku, kładąc nacisk na jakość codziennego wspólnego życia, w którym rodzice skupiają się nie tylko na swoich celach, ale wspierają też cele i potrzeby dziecka. Rodzice starają się być uważni na uczucia i potrzeby dziecka i traktować je poważnie i z szacunkiem. Dbają o wewnętrzne zdrowie i zasoby dziecka, a nie tylko o ładny zewnętrzny wygląd.

W wychowaniu najważniejsze jest to, co dzieje się między bliskimi tu i teraz. Rodzicielstwo bliskości to sposób na pełniejsze przeżywanie każdego dnia. Zwraca też dużą uwagę na to, że każdy człowiek bez względu na wiek jest pewną całością, systemem, który składa się z wielu równie ważnych elementów. Kiedy pojawia się problem, najbardziej rzuca się w oczy jeden kawałek: spanie, jedzenie, zachowanie. W rodzicielstwie bliskości staramy się patrzeć na to nie jak na problem tylko jak na dziecko, które potrzebuje pomocy. Tej pomocy potrzebują również czasem dorośli zajmujący się dziećmi, bo może tak być, że zmagają się z czymś dla siebie trudnym i obciążającym i nie zajmując się tym, mogą nieświadomie obciążać tym dziecko. Ważne, żebyśmy jako dorośli potrafili się zatrzymać i zobaczyć, że mamy z czymś problem, żebyśmy mogli popatrzeć na to, co się dzieje z innej perspektywy, żebyśmy szukali pomysłów i rozwiązań. My to potrafimy, dziecko jeszcze nie.

Rodzicielstwo bliskości mówi o ogromnej wadze tego, co my jako dorośli, robiąc lub mówiąc, pokazujemy naszym dzieciom. Ważne jest nie tylko to, co dziecko robi lub czego nie robi, ale też to co zrozumie z zachowania dorosłego, jakie wyciągnie sobie z tego wnioski. Dzieci uczą się bowiem poprzez obserwację naszych zachowań i tych względem innych dorosłych, ale także tych względem nich. Oczekując czegoś od dziecka warto zastanowić się, czy czegoś podobnego oczekuję od siebie, co pokazuje swoim zachowaniem, co widzi moje dziecko.

Kiedy nasze dziecko robi coś, co nam nie pasuje i co jest dla nas trudne, warto wtedy na spokojnie zastanowić się nad jego zachowaniem, uporządkować swoje myśli i emocje oraz zadać sobie następujące pytania:

  • Jak rozumiem zachowania mojego dziecka?
  • Jakie emocje w związku z tym się we mnie budzą?
  • Dlaczego to, co robi moje dziecko, jest dla mnie trudne?
  • Jakie moje potrzeby są niezaspokojone?
  • Jak mogę zadbać o siebie niezależnie od tego, co robi dziecko i jak mogę pomóc mu zaspokoić jego potrzeby?
  • Jak zatroszczyć się o równowagę pomiędzy zadbaniem o siebie i zadbaniem o dziecko?

Rodzicielstwo bliskości mówi o tym, że każdy z nas ma swój wewnętrzny świat, w którym kryją się emocje, potrzeby, wartości i przekonania, nie jesteśmy tylko naszym zachowaniem. Dzieci mają swoje potrzeby i starają się je zaspokajać, najlepiej jak potrafią. Dzieci zawsze mają dobre intencje. Zwracanie na to uwagi ułatwia kontakt z dzieckiem i buduje głęboką relację.

Przez to jakim widzi się swoje dziecko, takim się je tworzy. Kiedy rodzic traktuje je jako mądrego człowieka, ono w to wierzy. Kiedy widzi jego chęć współpracy, ono uczy się, że wychodzi mu współpraca. Kiedy ktoś mówi mu, że to, co zrobiło było, głupie, zaczyna myśleć, że jest głupie. Słowa mają wielką moc. Dziecko nie potrafi zaufać sobie, jeśli nikt mu nie zaufa, pokochać siebie, jeśli ktoś go nie pokocha najpierw. A jeśli nie zaufa i nie pokocha siebie, trudno mu będzie być z innymi, kochać ich i być blisko.

W rodzicielstwie bliskości mówi się o tym, że najłatwiej z codziennymi wyzwaniami związanymi z dziećmi radzą sobie ci, którzy radzą sobie sami ze sobą. Są to osoby, które wierzą, że dziecko pragnie się rozwijać i wie, jak ma to robić, o ile ma kogo naśladować. Dorośli ci przypisują dobre intencje zachowaniom dziecka i widzą w nich próby zaspokajania swoich potrzeb. Dorośli ci mają podstawowe zaufanie do siebie, do innych ludzi i do świata. Wierzą, że każdy może być kochany i akceptowany taki jaki jest, że może czuć się dobrze sam ze sobą, że otaczający go ludzie są raczej życzliwi, a wszyscy mają szansę na szczęście i dobre życie. Ponieważ w to wierzą, jest spora szansa, że taki obraz świata przekażą swoim dzieciom. Jeśli dziecko nauczy się w taki sposób patrzeć na świat, poradzi sobie w życiu.

Zatem najlepszym prezent, jaki możemy dać swojemu dziecku, który będzie procentował przez resztę jego życia i w porównaniu z którym nie ma nic cenniejszego, jest ofiarowanie dziecku bezpiecznego stylu przywiązania, czyli przekonania o tym, że świat jest dobry, a komunikacja służy rozwiązywaniu problemów międzyludzkich, a także pomoc dziecku w zbudowaniu zdrowego poczucia własnej wartości.

Zachęcam do refleksji nad swoim rodzicielstwem oraz dalszego zgłębiania podejścia Rodzicielstwa bliskości. Głęboko wierzę, że zaprzyjaźnienie się z tą filozofią życia może przynieść nam i naszym relacjom wiele dobra.

Autor: Justyna Kruszewska – Psychoterapia i Rozwój Osobisty

www.facebook.com/KruszewskaPsychoterapia/

Źródło fot. Pixabay

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *