Jeannette Kalyta – Autorka książki „Położna. 3350 cudów narodzin”

Jeannette Kalyta - Autorka książki „Położna. 3350 cudów narodzin”

Na pytania ObcasówPodlasia.pl odpowiada Jeannette Kalyta – najsłynniejsza polska położna.
Autorka książki „Położna. 3350 cudów narodzin”, postrzegana jako rewolucjonistka w dziedzinie położnictwa. Prowadzi Szkołę Narodzin Jeannette.

OP. Czym według Pani dla kobiety jest poród?

JK. Jest jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu, swoistym rytuałem przejścia. Sporo kobiet postrzega go jedynie w kategorii bólu. Być może dlatego, że straciły kontakt z pierwotną mocą i gdzieś zagubiły wiedzę na temat wydawania dziecka na świat. A przecież poród jest tak zaplanowany przez naturę, by było to doświadczenie pełne miłości, radosne. Niestety, nie da się urodzić, nie pocąc się, nie marszcząc czoła i nie rujnując makijażu, a nie wszystkie kobiety są na to gotowe.

OP. Jak według Pani powinien wyglądać poród, aby kobieta  mogła powiedzieć: „Tak, rodziłam po ludzku” ?

JK. Zasada „jak żyjesz, tak urodzisz” sprawdza się coraz częściej. W dzisiejszych czasach żyjemy szybko, kobieta zatrzymana przez akt porodu (który wymaga czasu) nie wie, jak sobie z tym poradzić. Coraz więcej cesarskich cięć na życzenie jest potwierdzeniem moich słów. Kobieta nie chce dotykać tematu fizjologii, operację uważa za „poród po ludzku”. Wierzy, że tak jest najlepiej dla niej i jej dziecka. Na drugim biegunie jest poród naturalny, w domu lub przyszpitalnym domu narodzin, gdzie rodząca, pod fachowym okiem położnej, przepełniona odwagą i hartem ducha, rodzi swoje dziecko. Pośrodku pozostaje spora grupa kobiet pragnących urodzić drogami natury, ale wielogodzinny krzyk oznajmiający następujące po sobie skurcze macicy jest dla nich nie do przyjęcia, wręcz poniżej godności człowieka. To właśnie one decydują się na znieczulenie zewnątrzoponowe uważając , że dzięki niemu urodziły „po ludzku”. Położna powinna odpowiedzieć na wszystkie nurtujące kobietę pytania, by decyzje na temat wyboru drogi porodu nie były podejmowane jedynie z lęku.

OP. Jaka jest rola położnej podczas porodu ?

JK. Położna w trakcie porodu to przewodniczka po nieznanym terenie, opiekunka, czasami matka, a przede wszystkim strażniczka fizjologii. To osoba, na której kobieta może się oprzeć, może zaufać. Niezwykle ważna jest relacja tych dwóch najważniejszych w tym momencie kobiet: rodzącej i położnej. W dużej mierze od zaufania zależy, jak potoczy się poród. Czy kobieta odnajdzie poczucie bezpieczeństwa, czy strach zablokuje prawidłowe wydzielanie hormonów porodowych.
Nieodmiennie fascynuje mnie fakt, że to właśnie „położna jest tą osobą, która jako pierwsza dotyka noworodka. To niezwykła chwila, gdy trzymam dziecko w rękach, zanim oddam je w objęcia matki. Odnoszę wrażenie, że wtedy cały kosmos zatrzymuje się na ułamek sekundy, by maleństwo mogło dołączyć do oddechu wszechświata. Przez tę małą chwilkę panuje idealna cisza. Rodząca właśnie przed sekundą wydała okrzyk pełen ulgi, gdy dziecko wyśliznęło się z jej ciała. Na twarzach rodziców maluje się zaskoczenie: to już? Jeszcze nie zdążyli wziąć oddechu radości. To właśnie ten moment, gdy wszystkie spojrzenia skierowane są na noworodka. ja również patrzę na niego z czułością, niejednokrotnie oczy mam pełne łez. Witam go na świecie po swojemu, dotykam jego czoła z intencją dobrego życia.” – pozwoliłam sobie zacytować fragment mojej książki, opis cudu, który raz po raz wydarza się w mojej obecności.

OP. Coraz głośniej mówi się o warunkach, jakie panują na naszych porodówkach pozostawiających wiele do życzenia. Co możemy zmienić w tej kwestii?

JK. Tak naprawdę nie ma znaczenia, gdzie kobieta rodzi, w szpitalu powiatowym czy znamienitej klinice. Ważne czy spotka się z życzliwością, empatią i czy będzie potraktowana podmiotowo. Raniący uszy komentarz „nie miała kiedy przyjść”, wypowiadany przez personel teatralnym szeptem, gdy kolejna rodząca o trzeciej nad ranem przekracza próg izby przyjęć, nie pomaga w pierwszym kontakcie. Niestety medal ma dwie strony. Czasami zdarza się, że rodząca i jej partner już od wejścia przyjmują postawę roszczeniową, sądząc, że to pomoże im w wyegzekwowaniu swoich żądań. Nie tędy droga. Zmiany zacznijmy od siebie, niezależnie po której stronie biurka jesteśmy. Wystarczy spojrzeć ciepło na drugiego człowieka, to działa jak magiczna różdżka.

OP. Uważa Pani, że potrzebujemy akcji, które przeciwdziałają przedmiotowemu traktowaniu kobiet w trakcie i po porodzie?

JK. Akcja „Rodzić po ludzku” przeprowadzona po raz pierwszy w 1994 roku zapoczątkowała lawinowe zmiany w polskim położnictwie. Doszła do głosu obudzona świadomość tysięcy kobiet, chcących godnie urodzić swoje dzieci. Część szpitali potraktowała bardzo poważnie kobiece żądania. Masowe remonty zmieniały wygląd oddziałów, które otwarto dla odwiedzających, pojawiła się możliwość uczestniczenia w porodzie osoby towarzyszącej. Niestety, wiele polskich sal porodowych ciągle przypomina nam o minionym wieku, nie tylko wyposażeniem, lecz głównie podejściem personelu do pacjenta. Jak to się stało, że część szpitali podąża za potrzebami i oczekiwaniami kobiet, a inne, co jest oczywiste, świecą pustkami?
To niewątpliwie zasługa dyrektorów szpitali, ale też ordynatorów, którzy prezentują nowatorskie podejście do porodu i opieki nad dzieckiem. Bez wsparcia dyrekcji nawet najlepsze, najwytrwalej walczące o prawa kobiet położne dotknie w końcu wypalenie zawodowe. Pomimo ustawy o zawodzie położnej, która jednoznacznie mówi o naszych kompetencjach, w wielu szpitalach nasze prawa nadal nie są respektowane. Pomimo, że to położna przyjmuje poród fizjologiczny, dotyka krocza rodzącej i wie najwięcej o jego elastyczności, nacina je lekarz.
Czy potrzebna jest kolejna akcja? Zapewne tak. Powstało wiele stowarzyszeń, portali społecznościowych, które zrzeszają zaangażowane położne, a przyszłe i obecne matki również nie pozostają nieme. Może potrzebna jest Koalicja, wspólny głos w tej ważnej sprawie?

OP. Czy pamięta Pani, ilu dokładnie dzieciom pomogła w przyjściu na świat?

JK. W pierwszych latach mojej pracy witałam w trakcie jednego dyżuru czworo lub pięcioro dzieci. Wtedy trochę straciłam rachubę, więc myślę, że porodów było znacznie więcej niż 3550. Próbując uświadomić sobie tę liczbę, widzę małe miasteczko, w którym mieszkają przyjęte przeze mnie dzieciaczki. Każdy maluch ma rodziców i wtedy zdaję sobie sprawę, że to już całkiem duże miasto.

OP. Rada dla naszych Czytelniczek czekających na rozwiązanie?

JK. – Nie bój się bólu – skurcze macicy są po to, by pomóc dziecku przyjść na świat. Postaraj się skupić się na swoim ciele, poczuj jak pracuje każdy mięsień. Nie walcz ze skurczami, poddaj się im, ból jest sprzymierzeńcem a nie wrogiem.
– Nie musisz leżeć przez cały poród – to wbrew grawitacji. Chodzenie, kołysanie biodrami i aktywność fizyczna podczas porodu ułatwia fizjologiczny proces narodzin dziecka.
– Poczucie bezpieczeństwa i wsparcia to podstawa – świadomość, że jesteś we właściwym miejscu, pod dobrą opieką, pozwala pozbyć się instynktownego strachu, który zaburza prawidłowe wydzielanie hormonów w trakcie porodu.
– Uwierz w siebie – to w porodzie najlepszy lek. Masz możliwości, o których ci się nawet nie śniło!
– Narodziny to duchowa podróż – nie ma nic wspólnego z kadzidełkami i dziesiątkami płonących świec. To podróż w głąb siebie. Dotarcie z „przewodnikiem”, jakim jest ból, do rdzenia swoich zasobów, gdzie drzemie nasza wrodzona moc i siła. Uwolnienie jej pomoże ciału wydać dziecko na świat.
– Dziecko niesie ze sobą prawdziwą odmianę życia. Warto z radością pójść nową drogą.

Dziękujemy za poświęcony nam czas.
ObcasyPodlasia.pl

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *