Kocham wyznaczać sobie coraz wyższe cele i spełniać marzenia. Z cyklu „Kobieta sukcesu” – Marta Brennan

Kocham wyznaczać sobie coraz wyższe cele i spełniać marzenia. Z cyklu „Kobieta sukcesu” - Marta Brennan

Jak sama mówi nie nazywa siebie projektantką, jednak kiedy widzi piękną tkaninę od razu w jej głowie pojawia się pomysł co z tego powstanie. Zapraszam do wywiadu z Martą Brennan, Podlasianką, która stawiając wszystko na jedną kartę, prężnie działającą firmę w Londynie i wielki świat zamieniła na realizację marzeń na Podlasiu.

OP. Świat mody od zawsze Cię pochłaniał. Pamiętam jak często o tym opowiadałaś. Kiedy nasze drogi się rozeszły studiowałaś filologię angielską. Dziś spotykamy się ponownie, jesteś właścicielką marki odzieżowej, rozpoznawalnej nie tylko w naszym kraju. Kiedy w Twoim życiu nastąpił moment, że marzenia zaczęłaś wcielać w rzeczywistość?

MB. Elu to było życie,  nieprzewidziany scenariusz. Nagle z humanistki zaczęłam interesować się biznesem. Mieszkając w Londynie przez 12 lat miałam ogromne szczęście poznać wiele wpływowych kobiet w świecie biznesu z wielu branż, byłam nimi zachwycona i też tak zapragnęłam. Założyłam w Anglii agencję Public Relations, która odniosła sukces, ale jak wspomniałaś od zawsze kochałam modę  i  postanowiłam wreszcie połączyć marzenia z pasją.

OP. W jaki sposób zaczęłaś budować swoją markę?

MB. Maare powstało podczas moich podroży  do Polski. Zauważyłam, że wszystko jest tu szare  i takie samo. Wszyscy komplementowali mój styl i ubrania, postanowiłam wnieść trochę świeżości i nowości. Dlatego Maare odniosło taki sukces, bo nie oferujemy jak wszyscy tzw.  mody basic . Oczywiście mieszkając w Londynie miałam dostęp do przepięknych ubrań, a  moje koleżanki do tych tylko z sieciówek,  bo polska moda miała straszne ceny. I tutaj wiedziałam, że odniosę sukces. Oferowałam metkę ”Made in Poland ” czyli jakość za niska cenę . Dość szybko powstała sukienka Vivienne, nasz pierwszy hit, który zakupiło tysiące klientek na całym świecie, nie tylko w naszym kraju. Dzięki temu, że ubrania nosiły tzw. IT GIRLS na Instagramie to był efekt domina i darmowa reklama, wszyscy chcieli mieć nasze ubrania i zrobić sobie zdjęcie w słynnej „Viviennce „. Potem  były kolejne hity i słynne już spodnie vinylowe, które wysyłamy od Australii , Hong Kongu po Brazylię. Pakowaliśmy i dalej to robimy w pudełeczka z czerwoną kokardą. Dajemy klientce poczucie, że nawet jeśli kupiła bluzkę Maare po przecenie dostanie ją w pięknym opakowaniu. Dbamy o każdy szczegół i klientki to kochają .

OP. Maare jest bardziej znana w kraju czy poza jego granicami?

MB. Maare jest znane bardziej w Polsce ale mamy coraz więcej zamówień z zagranicy i od tego roku nastawimy się bardziej na ten rynek . Jesteśmy już w kilku sklepach multibrandowych m.in. na Litwie, w Holandii, USA . Obecnie  prowadzimy rozmowy z kolejnymi państwami, zainteresowanie jest ogromne.

OP. Do jakich kobiet kierujesz swoje kreacje?

MB. Kierujemy do kobiet które po prostu chcą pięknie wyglądać, cenią jakość i nie chcą wydać fortuny! Każdy znajdzie coś dla siebie, od boho po rock chic. Nie tworzymy kolekcji typu wiosna – lato, jesień- zima . Cały czas są nowości na sklepie online, nawet co tydzień. Każdy znajdzie coś dla siebie na każdą okazję.

OP. Projekty Maare wychodzą tylko i wyłącznie spod Twojej ręki?

MB. Tak i to nigdy się nie zmieni, Maare to moje dziecko. Ja tworzę dla siebie, są to ubrania które sama nosze. Nie nazywam się projektantką, bo nie skończyłam żadnej szkoły w tym kierunku. Widzę piękną tkaninę i od razu w głowie pojawia się pomysł co z tego chce uszyć. Mam cudowne Panie, które każdy mój pomysł profesjonalnie i pięknie  przenoszą do rzeczywistości.

OP. Z punktu widzenia obserwatora zdawać by się mogło, że to łatwa prosta i przyjemna praca. Pokazy własnych kolekcji, wielki świat mody. Jak jest w rzeczywistości?

MB. Jest to ciężka praca, non stop. Codziennie powstają nowe marki, teraz jest to trendy nawet można śmiało stwierdzić, by mieć swój modowy biznes i dlatego ja pracuję codziennie. Nie można spocząć na laurach wręcz przeciwnie , trzeba dalej piąć się w górę. Codziennie śledzę nowinki modowe, odwiedzam hurtownie. Ja też sobie nie pomagam bo jestem pracoholikiem, ale ja to kocham, kocham wyznaczać sobie coraz wyższe cele i przede wszystkim spełniać marzenia. Mam teraz cudowny team i to również nim zawdzięczam sukces Maare. Mamy kontakt non stop z klientkami, czasem do 2 nad ranem ze względu na strefy czasowe .

OP. Coraz częściej możemy Cię również zobaczyć w roli prelegentki. Można powiedzieć, że przyszedł czas kiedy zostałaś w naszym regionie doceniona nie tylko jako projektantka, ale jako bizneswoman.

MB. Jest mi niezmiernie miło z tego powodu. Sama radość podzielić się moimi wskazówkami, które ewidentnie działają . Mam tzw. smykałkę do biznesu, wiem jak sprzedać dany produkt i jestem z tego dumna . Cieszę się, że ludzie zaczynają to doceniać. Dla mnie to wiele znaczy, to jest taka nagroda za ciężką pracę . Szczególnie, że nikt nie brał mnie na poważnie. Nikt nawet nie chciał ze mną pracować, bo nie wierzyli, że młoda, niebieskooka blondynka możne odnieść taki sukces. Cieszę się, że jestem zapraszana jako prelegentka i mogę opowiedzieć moją historię . Dużo osób do mnie pisze o poradę, to cudowne uczucie.

OP. Rady dla naszych Czytelniczek?

MB. Nidy się nie poddawać, nigdy. Wiele razy chciałam zrezygnować, wrócić do Londynu. Pamiętam do dziś jak stałam na poczcie z przesyłkami, bo jeszcze wtedy nawet nie było umowy z kurierem i myślałam co ja robię… Miałam cudowną firmę w centrum Londynu, lunch’e w Harrodsie, ekskluzywne przyjęcia z najsłynniejszymi ludźmi na świecie,  a stoję z przesyłkami na osiedlowej poczcie i myślę czy ktoś jeszcze coś zamówi. Wielokrotnie miałam już nawet wykupiony bilet powrotny, ale za każdym razem coś się wydarzyło np. e-mail z magazynu Glamour i to był znak. Teraz, dwa i pół roku później mam kilkuosobowa firmę , jesteśmy w wielu butikach  w kraju i za granicą, kolejne rozmowy w toku, lada moment przenosimy się do nowej, pięknej siedziby w samym centrum miasta, jestem przeszczęśliwa.

Dziękujemy i życzymy dalszych sukcesów.

Rozmawiała Elżbieta Stankowiak

Autor fot. Eliza Stegienka
Własność Maare

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *