Kokon

Kokon

„Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem, że zawsze i wszędzie jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu. Od tamtej pory mogłem być spokojny. Dziś wiem, że to się nazywa Poczuciem własnej wartości.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie, że ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie, bym nie żył wbrew własnej prawdzie. Dziś wiem, że to się nazywa…Autentyczność.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec, że wszystko wokół mnie to zaproszenie do rozwoju. Dziś wiem, że to się nazywa…Dojrzałość.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem, że narzucając innym moje pragnienia, mogę ich urazić, tym bardziej jeśli wiem, że nie nadszedł odpowiedni czas, że ta osoba nie jest na to gotowa, nawet jeśli tą osobą byłem ja sam. Dziś wiem, że to się nazywa…Szacunek.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem tracić czas i tworzyć wielkie plany na przyszłość. Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność, co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha. I robię to na mój sposób i we własnym tempie. Dziś wiem, że to się nazywa… Prostota.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem żyć przeszłością i zamartwiać się o przyszłość. Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO. Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to… Spełnieniem.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie, że mój umysł może działać przeciwko mnie. Kiedy jednak działa razem z sercem, zyskuję ważnego sojusznika. Dziś nazywam to… Życiem!”

Charles Chaplin/Kim McMillen

Kiedy naprawdę ZACZĘŁAM kochać życie, które pojawiło się we mnie, oczekiwać, marzyć, snuć plany, uświadomiłam sobie, że mój stan przestał być odmienny, że ponownie jest tylko normalny. Dziś nazywam to Pokorą.

Kiedy naprawdę zaczęłam kochać dar zesłany dla mnie, kiedy poczułam, że to cud, okazało się, że cudu już nie ma, że cudu nie ma dla mnie. Dziś nazywam to Rzeczywistością.

Wyobraźcie sobie proszę, że za oknem jest zima. Drzewa zamarznięte jak królowe śniegu srogo zasłaniają horyzont. Opętana zawierucha unosi w górę ciężkie tumany śniegu, targając nimi to w jedną, to w drugą stronę, bez celu, bez sensu. Pewnie z celem i z sensem, tylko my nie potrafimy go dostrzec, nie potrafimy go zrozumieć. Płatki śniegu tańczą jakiś dynamiczny taniec, czarując swoją gracją, kończąc każdy takt mocnym przytupem. Skostniałe bezdomne koty łaszą się, by choć na chwilę przestać być bezdomnymi i zawalczyć o kawałek domu. Zawalczyć o kawałek ciepła. Pomiędzy jedną a drugą filiżanką gorącej herbaty pozostaje nam czekać cierpliwie na wiosnę. Otuchy i determinacji w oczekiwaniu dodaje nam pewność, że gdy nadejdzie czas, przyjdzie upragniona pora niosąca życie, nadzieję. Że natura wejdzie w odmienny stan, narodzi się nowe życie, wiele nowych żyć. Gdy nadejdzie czas, przyjdzie pora na szczęście, bo nawet po najgorszej i najdłuższej zimie zawsze przychodzi wiosna, prawda? To fakt. To truizm. To natura. Jej przewidywalność i konsekwencja optymistycznie nastraja nas w oczekiwaniu na odwilż.

Grzejąc się przy ogniu kominka, wyczekujemy zieleni za oknem podobnie jak plusa na termometrze. Nagle ciszę oczekiwania przerywa dzwoniący telefon. Ktoś zaufany oznajmia Wam, że wiosna nie przyjdzie. Że wiosna nie przyjdzie w tym roku do Was. Że nie macie już na co czekać. Że nie możecie już nawet mieć nadziei. Powiecie, że osoba dzwoniąca jest niespełna rozumu, że postradała zmysły. A co, jeśli powiem Wam, że to nie żart, że dzwoniący się nie myli. Że to naturalne. Przecież natura płata figle. Płata figle non stop, wkoło nas. Zauważyliście?

Ja usłyszałam taką właśnie wiadomość. Usłyszałam, że wiosny nie będzie. Wydawało mi się wówczas, że świat się pomylił, że osoba, która to komunikowała, straciła rozum. Ale w obu przypadkach ten komunikat był prawdziwy i po długo trwającej zimie nie nastąpiła dla mnie wiosna.

Wiosna zadrwiła sobie ze mnie, nie przychodząc. Czy zasłużyłam na to, by mnie ominęła?

Czy swoim zachowaniem sprowokowałam ją, by się zbuntowała i walnęła focha z przytupem?

Czy grałam z losem w karty i oszukiwałam? Czy może on znaczonymi kartami mnie ograł? Nie wiem. Wiem na pewno, że partię przegrałam.

Kiedy naprawdę poczułam w sobie szczęście, pokochałam je, przywykłam do niego, pragnęłam, by zamieniło się w coś namacalnego, okazało się, że to szczęście nie było dla mnie. Dziś wiem, że to nazywa się Przeznaczenie.

Kiedy naprawdę zaczęłam marzyć, snuć plany, wchodzić w inną, upragnioną rolę, okazało się, że to nie mój teatr i nie moja scena, a w upragnionej, wyśnionej roli Mamy obsadzą kogoś innego. Dziś wiem, że to Pech.

Kiedy naprawdę poczułam w sobie nowe życie i mogłam żyć za dwoje, współodczuwać, okazało się, że otarłam się o śmierć. Dziś wiem, że to Lekcja. Lekcja życia. Lekcja śmierci.

Śmierci, która jest w co 10 domu, na co drugiej ulicy, w co 5 ciąży. Śmierć, która na długo gasi ogień, zmysły, nadzieję. Śmierć, która dotyka marzeń i poczucia własnej wartości. Śmierć, która budzi wstyd. Budzi przede wszystkim wstyd. To dziwne, że to właśnie wstyd jest najczęstszą emocją, która pojawia się przy stracie dziecka. Aż wstyd, że to właśnie wstyd. Oprócz pustki i samotności, oprócz smutku i bólu ja czułam przede wszystkim ogromny wstyd. Przed światem, przed sobą, przed mężem, przed córką, przed Mamą i Tatą. Że zawiodłam, bo nie będę znowu Mamą, że mój mąż nie będzie mógł być ponownie Tatą, że moi rodzice, nie będą podwójnymi Dziadkami, że Tosia nie będzie miała rodzeństwa. Czułam wstyd, że nie podołałam, że może zrobiłam coś źle, że może to moja wina.

Poczucie winy oraz wstyd owinęły mnie jak kokon. Ja jak zakompleksiona, nieśmiała, pozbawiona wiary w siebie bezskrzydła poczwarka bezwolnie wegetowałam. Do wnętrza kokonu dochodziły głosy statystyk, ktoś głośno wielokrotnie powtarzał, „że połowa ciąż jest roniona”, „że to normalne”, „że to naturalna selekcja”, „że może tak trzeba”. Jak to trzeba? Całe życie słyszałam, że trzeba żyć, a nie umierać. Czyż nie?

Zamknęłam się szczelnie w kokon, który był moim azylem, pełnym ciszy i rozpaczy. Ktokolwiek starał się mi pomóc, na pewno nie pomagał. Podobnie jak w historii o motylu pewien pan tak bardzo chciał, że aż…

Posłuchajcie historii.

Pewien mężczyzna zobaczył poczwarkę. Postanowił obserwować kokon do momentu pojawienia się motyla. Długimi godzinami przyglądał się poczwarce, pragnąc zauważyć choć minimalną zmianę w jej rozwoju. Mijały godziny, dnie, tygodnie. Oczekiwanie było ciekawe, ale jeszcze ciekawsze by było zauważenie jakiejś minimalnej zmiany. Zniecierpliwiony, ale też zatroskany mężczyzna pomyślał, że może coś się stało, że poczwarka została uwięziona wewnątrz kokonu i pewnie z całych sił chce się wydostać, ale nie może. Tak bardzo chciał pomóc motylowi, tak bardzo chciał, by motyl już wyjrzał na świat. Tak bardzo chciał już go ujrzeć. Kierowany dobrem i troską postanowił naciąć kokon poczwarki, by uwolnić tworzące się w środku nowe życie. Niestety nacinając, kokon przeciął formujące się pod otoczką skrzydła. Motyl dzięki trosce nie uleci, motyl przez troskę nie przejdzie przemiany.

Podobnie jest po poronieniu. Kokon jest nam niezbędny, by przetrwać, by oswoić się z nową rzeczywistością.

Kiedy naprawdę poczułam w sobie życie, poczułam początek czegoś nowego, twórczego, boskiego, okazało się, że to początek, ale końca. Dziś nazywam to Ironią Losu.

Ironią losu przepełnioną sprzeciwem i niemocą. Ironią, która sprawia, że już samo przekonanie o poczuciu sprawczości jest ironią. Jednak mimo że utraciłam wówczas poczucie wpływu na bardzo długo, to dziś na nowo w nie wierzę. Są sytuacje, że czujemy się bezsilni. Jednak może są nam potrzebne, byśmy nabrali pokory? Byśmy nie bawili się w Boga? Byśmy potrafili poddać się temu, co nam dane od losu, od Boga, od Universum – w zależności od tego, w co wierzycie.

Dzięki genom wyrosłam na kobietę, którą wszyscy przez całe życie uważają za silną. Jak w obliczu śmierci nią pozostać?

Autor Magdalena Teterko – Walczak

Ta niezwykle osobista historia ma dalszą część. Na prośbę Autorki, osoby, które chciałyby się z nią zapoznać proszę o kontakt z Magdą.

Źródło fot. Pixabay

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *