„Lubię myśleć o ogrodzie jak o spersonalizowanej przestrzeni, w której odpoczywamy… Bo ogród to spektakl, a rośliny to aktorzy, którzy wychodzą na scenę w odpowiednim momencie” – Monika Pietkiel

„Lubię myśleć o ogrodzie jak o spersonalizowanej przestrzeni, w której odpoczywamy... Bo ogród to spektakl, a rośliny to aktorzy, którzy wychodzą na scenę w odpowiednim momencie” -  Monika Pietkiel

Coraz więcej uwagi przykładamy do przestrzeni ogrodowej. Już nie jest – jak kiedyś – jedynie ozdobą domu. Dziś pełniąca wiele innych funkcji, odpowiednio zaaranżowana, przez dużą część roku, jest centrum życia rodzinnego. O swojej pasji, pracy i drodze to robienia w życiu tego, co kocha, opowiada ekspert, która rozpoczęła współpracę z naszym portalem – Monika Pietkiel – architekt krajobrazu.

Obcasypodlasia.pl: Jesteś architektem krajobrazu, czyli pomagasz swoim klientom w ….?

Monika Pietkiel: …budowaniu poczucia bezpieczeństwa. Lubię myśleć o ogrodzie jak o spersonalizowanej przestrzeni, w której odpoczywamy. A żeby odpocząć musimy czuć się bezpiecznie i komfortowo. Lubię projektować klientom ogrody, które nie tylko są ładne, ale też dopasowane do ich trybu życia, zainteresowań, czasu, który mogą mu poświęcić i zasobów finansowych. Aby to zrobić potrzebne jest poznanie klientów, a więc rozmowa, najlepiej w miejscu inwestycji. Nie wierzę, że można zrobić dobry projekt, korzystając tylko z mapy i zdjęć terenu, dlatego zawsze jadę obejrzeć miejsce, które będzie częścią życia moich klientów, ich zewnętrznym domem. Nie ma dwóch identycznych projektów, chociaż czasami słyszę „podoba się nam, jak pani zrobiła u sąsiadów, chcielibyśmy podobnie”. Dopiero w trakcie rozmowy okazuje się co i jak trzeba zrobić. A zrobić można wiele: zaprojektować ogrodzenie, ciągi komunikacyjne, czyli kostkę, wyznaczyć układ rabat, wybrać roślinność, rodzaj zadarnienia, oświetlenie, nawodnienie lub odwodnienie, altany, pergole, meble, place zabaw i wiele innych szczegółów. Każda rzecz musi tworzyć harmonijną całość nie tylko z domem klientów i z nimi samymi, ale też z dalszym otoczeniem, bo trzeba uwzględnić przestrzeń za ogrodzeniem. Tak bardzo przyzwyczajamy się do naszej kilkusetmetrowej własności, że zapominamy, że zasięg wzroku nie kończy się na ogrodzeniu, przecież to, co „za” też widzimy. I trzeba zastanowić się, czy ten widok trzeba zasłonić, czy wyeksponować i jak to zrobić. No, ale to już szczegóły mojej pracy.

Obcasypodlsi.pl: Dlaczego wybrałaś akurat ten zawód?

Monika Pietkiel: Ten zawód wybrał mnie, tylko że ja na początku tego nie wiedziałam. Od dziecka uwielbiałam spędzać czas w ogrodzie, sama lub z babcią, chodzić po polach i sprawdzać co tam takiego dziwnego rośnie w tym zbożu. Od zawsze uwielbiałam zapach ziemi, szczególnie po deszczu, inaczej pachniała leśna, inaczej polna, a jeszcze inaczej w parku. Lubiłam też szum drzew, rozróżniałam różne rodzaje szelestu nie tylko zależnie od gatunku drzewa czy pogody, ale też pory roku. Bardzo mnie to fascynowało. Odkąd pamiętam, doradzałam znajomym, co gdzie posadzić, jak dobrać rośliny, jak je pielęgnować, kiedy ciąć, a wiedzę tę znajdowałam wszędzie i w naturalny sposób przyswajałam. Ale nie łączyłam tego z pracą zawodową. Miałam inny pomysł na życie i robiłam inne rzeczy. Nawet kiedy moja siostra wybrała się na architekturę krajobrazu, zazdrościłam jej, że wybrała takie fajne studia i nie mogłam pojąć, dlaczego nie chce pracować w zawodzie. Wciąż nie docierało do mnie, że to mój zawód. Dopiero kiedy nadzorowałam w czyimś imieniu dużą inwestycję, sypiąc pomysłami jak z rękawa, inwestor powiedział: „ależ z pani dobry architekt krajobrazu”, a ja pomyślałam „co on gada, jaki ze mnie architekt krajobrazu?” i wtedy mnie olśniło. Tak, to ja. Wtedy poszło już szybko. Studia dla mnie były łatwe, bo każdą informację wciągałam jak gąbka, a fascynacja tą dziedziną tylko pogłębiała się. Nawet kolokwia z łacińskich nazw roślin przyprawiały mnie o przyjemne dreszcze, bo jak można nie zachwycić się tak ślicznymi nazwami, jak Betula pendula czy Tilia cordata?

Obcasypodlasia: To, czym się zajmujesz, wymaga ogromnej wiedzy o roślinach, ale nie tylko – trendach i gustach, ale też o pracy z klientem. Zdawać by się mogło, że to spokojne zajęcie na łonie natury. Jednak wymaga ono również ciągłego doszkalania, śledzenia trendów.

Monika Pietkiel: Większość ludzi nie wie, kim jest architekt krajobrazu, często ten zawód mylony jest z ogrodnikiem. Oczywiście potrzebna jest wiedza o roślinach, żeby zaplanować je w odpowiednim miejscu, dobrać je kolorystycznie, wiedzieć, kiedy kwitną, bo ogród to spektakl, a rośliny to aktorzy, którzy wychodzą na scenę w odpowiednim momencie. Architekt krajobrazu to ktoś taki jak architekt wnętrz, tylko na zewnątrz. Jeżeli ktoś myśli, że to przyjemna praca przez kilka godzin z roślinkami, może bardzo się rozczarować. Niejednokrotnie wyjeżdżam z domu o szóstej rano, żeby przed siódmą być na budowie, a wracam po dwudziestej pierwszej. Zimą jest trochę lżej, mniej pracy w terenie, co nie oznacza, że cały czas spędzam przy komputerze. Bywało, że w deszczu, śniegu czy podczas wichury robiłam inwentaryzację, bo „wykonawca wchodzi za tydzień”. Bardzo cieszy mnie fakt, że ludzie są coraz bardziej świadomi, jak ważna jest przestrzeń przy domu, coraz rzadziej ich działki przypominają zielone pudełeczko ze ściankami z tuj z pastwiskiem wewnątrz, na środku, którego stoi sobie domek. Ludzie śledzą architekturę światową i widzą jak funkcjonalna i piękna jednocześnie może być ich przestrzeń do spędzania czasu. Moim obowiązkiem jest znać trendy i możliwości rynku. Szczerze mówię, co jest do zrobienia, a co nie i dlaczego. A kiedy gaszę jakieś marzenie klientów, staram się zaproponować coś podobnego. Nie chodzi o to moim zdaniem, żeby narysować ładne wizualizacje, tylko żeby były one możliwe do zrealizowania. Wymaga to zatem ode mnie nie tylko ogrodowej fantazji, ale też wyobraźni inżynierskiej. Jest to jedna z dziedzin rynku, która rozwija się w galopującym tempie, a ja muszę razem za nią. Ale w moim przypadku to pasja.

Obcasypodlasia.pl: Wykonując swoją pracę, jednocześnie jesteś businesswoman, stworzyłaś własną markę. Twoja praca jest dla Ciebie…?

Monika Pietkiel: Kiedyś w sklepie budowlanym musiałam kupić kilka drobiazgów. Pytania sprzedawcy były standardowe, ale zaczęliśmy rozmawiać…i rozmawiać o budowach i co jest fajne, co można zrobić i kiedy znalazłam się przy kasie, zostałam policzona bardzo hurtowo i bardzo się zdziwiłam, pomyślałam, że pan, o czymś zapomniał, bo go zagadałam. I jaką dostałam odpowiedz? „To jest cena dla pani za te iskry w oczach, kiedy pani opowiada o swojej pracy”. Ta praca, ona wrosła we mnie, wypełniła i wiem, że będę to robiła do końca moich dni nie dlatego, że muszę, tylko dlatego, że jestem zakochana w tym, co robię. Uważam się za bardzo szczęśliwą osobę, bo ludzie płacą mi za to, że mogę realizować swoją pasję. Uważam, że jeśli każdy mógłby pracować w zawodzie, który go pasjonuje, bylibyśmy dużo szczęśliwszym narodem.

Ja kilkukrotnie zmieniałam swoją drogę życia, zanim weszłam na właściwą. Myślę, że każdy powinien zrobić swoisty rachunek sumienia (można to też nazwać modelem biznesowym lub analizą SWOT) i uczciwie odpowiedzieć (i spisać odpowiedzi) na pytania. Czym dysponuję, jakie są moje możliwości, a czego nigdy mieć nie będę. Co sprawia mi największa przyjemność, a czego nie lubię (np. rannego wstawania). I oto z odpowiedzi wyłonię się prawdziwa ja i droga, kroczenie, którą sprawi mi przyjemność. Zauważyłam, że silnym ograniczeniem jest sposób, w jaki nas się wychowuje, mówiąc „nie mów tak, bo to brzydko, nie rób tak, bo co inni pomyślą” i później w dorosłym życiu, kiedy dostajemy komplementy, że coś zrobiliśmy dobrze czy fajnie, bronimy się „no co ty, to nic takiego, każdy by to zrobił”. Kiedyś na jednym ze szkoleń usłyszałam takie zdanie: „jeżeli wiecie więcej niż inni, nie bójcie nazywać się ekspertami, nie czekajcie, aż będziecie wiedzieć wszystko, bo nigdy nie będziecie”. Zrobiło na mnie ogromne wrażanie. Zrozumiałam, że jestem ekspertką i przesłanie do czytelniczek: nie bójcie się stawać się ekspertami.

Obcasypodlasi.pl: Co było dla Ciebie największą przeszkodą w tworzeniu swojej marki?

Monika Pietkiel: Ja sama. Dopiero kiedy to zrozumiałam, zaczęła dziać się magia. Podrzędną rzeczą był dostęp do źródeł wiedzy i brak konkretnego towaru. Szybko zrozumiałam, że jak czegoś nie ma na rynku, trzeba to zaprojektować i znaleźć wykonawcę.

Marka osobista nie jest sztucznym tworem. To wcale nie slogan, mówienie: bądź sobą. Prawdziwość zawsze się obroni, a budowanie wizerunku kogoś, kim się nie jest, wcześniej czy później zmęczy, przede wszystkim nas samych. Na markę składa się zestaw cech i działań. Jeżeli są one spójne, bo są prawdziwie – nasze, tworzą markę. I to chyba zadziało się u mnie.

Obcasypodlsia.pl: Co Ci zdecydowanie pomogło?

Monika Pietkiel: Może to się wydać dziwne, ale uporanie się ze swoimi lękami. Kiedy przestałam się bać, że coś zrobię nie tak, że coś nie wyjdzie, że będę oceniana i z całą resztą bzdur, które nosimy w głowie, wtedy poczułam się wolna, jakby mi ktoś odpiął kulę od nogi. I wtedy zaczął się sprint. Zaczęłam robić, co mi w duszy grało, bez ciążących myśli, czy to dobre, czy złe, ładne, czy brzydkie. Pewnego dnia odkryłam, że ilu ludzi tyle gustów. Coś, co podoba się jednej osobie, inna w życiu by tego nie kupiła. To nie oznacza, że coś jest lepsze, a coś gorsze, jest po prostu inne. Niby banalne, ale musiałam to zrozumieć. Dzięki temu klienci dostają ogrody, które podobają się im, oni dobrze się w nich czują, a ja jestem tylko narzędziem w rękach moich klientów, które urzeczywistnia ich marzenia.

Obcasypodlasia.pl: Czym się motywujesz do pracy i rozwoju?

Monika Pietkiel: Ja po prostu kocham przyrodę, piękno i zmianę. To wszystko jest składową mojej pracy. Dorzucając do tego nadkreatywność, wychodzi motywacja. Uwielbiam wymyślać przestrzeń, a muszę ją wyobrazić teraz, za dwa lata i za dwadzieścia, przenieść te wyobrażenia w postaci rysunku i sztywnych wyliczeń na papier, tak aby były zrozumiałe dla wykonawcy i czekać na efekt. Pierwszy jest po kilku tygodniach. Mam wtedy w sobie taką dziecięca bożonarodzeniową radość. Jestem też osobą ciekawską i ciekawi mnie jak te ogrody wyglądają po kilku latach, wiec wpadam na herbatkę do klientów, często już zaprzyjaźnionych, żeby sprawdzić, jak wygląda ogród i jak się w nim funkcjonuje. Uważam, że jeżeli coś powstanie w mojej głowie, to oznacza, że może też powstać w realu. I to jest miejsce do rozwoju. Wtedy szukam, dociekam jak to zrobić, gdzie to zrobić, jeżdżę na kursy, szkolenia, targi, spaceruję po szkółkach, wertuję internet…

Obcasypodlasia.pl: A jak wygląda Twoja przestrzeń, Twój ogród?

Monika Pietkiel: Nie wyobrażam sobie przyjemniejszego poranka niż spacer na boso po zielonej, lekko zroszonej trawie z kubkiem kawy w ręku, a później – słuchając śpiewu ptaków chwila relaksu w ogrodowym fotelu, wygrzewając nos w pierwszych promieniach słońca.

Mój ogród to przede wszystkim pole eksperymentalne. Tu testuję różne rośliny. Sprawdzam ich żywotność, wytrzymałość, jak zachowują się w różnych warunkach. Dzięki temu wiem, co jest „żelazne”, a co delikatne i nie każdy może mieć taką roślinę w ogrodzie. Staram się nie „świrować” w szkółkach, kiedy widzę nowe odmiany roślin na rynku i nie ulegać pokusie zakupu, ale nie zawsze to się udaje. To, co ważne w moim ogrodzie to warzywnik. Nie wyobrażam sobie nie mieć swoich ogórków, pomidorów czy szczypiorku do jajecznicy. I to miejsce jest priorytetowe, a reszta…jak czas pozwoli. W moim ogrodzie dzieje się to, co też powtarzam swoim klientom: to żywy twór, żyje własnym życiem, nic nie jest na stałe, coś umrze, coś trzeba dosadzić, a coś przyciąć, tak naprawdę nic nie da się przewidzieć do końca…

Obcasypodlasia.pl: Odnoszę wrażenie, że obecnie coraz więcej uwagi przykładamy do przestrzeni ogrodowej. Już nie jest – jak kiedyś – jedynie ozdobą domu. Dziś pełniąc wiele innych funkcji, odpowiednio zaaranżowany, przez dużą część roku, jest centrum życia rodzinnego.

Monika Pietkiel: Kanwą ogrodu jest projekt techniczny. Jeżeli tu popełnimy błąd, realizacja i przebudowa ogrodu może okazać się bardzo kosztowna. Dlatego lubię projekty, które nie są „na wczoraj”, nad którymi mogę dłużej posiedzieć. Wtedy mogę dokładnie przemyśleć funkcjonowanie właścicieli w tej przestrzeni, zaproponować oryginalne rozwiązania, wykorzystać każdy skrawek ogrodu. Nie lubię miejsc, które stają się tylko miejscem, które trzeba kosić. Staram się tak wymyślić ogród, aby właściciele chcieli korzystać z każdego skrawka. Coraz częściej klienci sami proszą o ogrody zimowe, jakuzzi, sauny, czy kino zewnętrzne. A dzisiejsza technologia pozwala to wszystko ogarnąć. Niektóre rozwiązania rzeczywiście są kosztowne, ale wbrew wyobrażeniom założenie ogrodu nie musi być dużym wyzwaniem finansowym, czasami wystarczy kilka tysięcy, aby mieć cacuszko.

Obcasypodlasia.pl: Będziesz dzieliła się swoją wiedzą na łamach mojego portalu. Czego możemy się spodziewać w Twoich artykułach?

Monika Pietkiel: Najlepiej by było, gdyby był to odzew na potrzeby czytelniczek. Może nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania, ale moja dociekliwa natura każe mi poznać temat dogłębnie i przedstawić go w rzetelny sposób.

Chciałabym, aby tematy były różnorodne, bo problemy też są przeróżne, od tych banalnych, jak na przykład uporać się ze zbyt kwaśną glebą, czy kretami w ogrodzie, po te bardziej delikatne, czyli jak na przykład pogodzić zupełnie różne gusty małżonków w przestrzeni i stworzyć spójny ogród. Mam nadzieję, że uda mi się w prosty sposób przekazać wiedzę, której raczej nie dostajemy w szkole i jednocześnie nie zanudzić czytelniczek. Postaram się przytaczać przykłady z sytuacji, z którymi spotkałam w mojej pracy, bo takie najbardziej przemawiają do wyobraźni. Oczywiście również trendy i nowinki, bo mam wrażenie, że Polska jeszcze mocno goni resztę świata, gdzie kultura zielonej przestrzeni ma zupełnie inne tradycje, a Podlasie wciąż goni Polskę zachodnią. Wydaje mi się, że Czytelniczki Obcasów Podlasia to wspaniałe, świadome kobiety, które wiedzą, czego chcą i zasługują na najlepsze, a zatem i na rzetelną, najlepszą wiedzę.

Rady dla naszych Czytelniczek: Nie jest koniecznym zamawianie projektu, jeżeli sami czujemy się na siłach go zrobić. Można tylko zaprosić architekta krajobrazu na wizję terenu i poprosić o rady. Koszt jest niewielki, a prawdopodobnie unikniemy popełnienia błędów, z których istnienia być może nie zdajemy sobie sprawy. Najlepiej zrobić to na etapie budowy budowy lub nawet projektu domu.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Archiwum prywatne.

Autor: Wiktoria Pietkiel

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *