Moc słowa

Moc słowa

„To co powiesz, może zmienić świat” Marshall Rosenberg, twórca NVC (nonviolent communication). W obecnych czasach coraz bardziej doceniamy takie umiejętności, jak kompetencje interpersonalne i społeczne. Umiejętności takie jak: komunikacja, empatia i zarządzanie sobą w stresie są dzisiaj podstawą funkcjonowania w relacjach, organizacjach, miejscach, w których stykamy się z innymi ludźmi.

Umiejętności te, choć są bazą, to nadal dla wielu z nas stanowią wyzwanie. W relacjach z ludźmi doświadczamy często trudności takich, jak problemy w porozumieniu się, doświadczenie bycia niezrozumianym czy wykluczonym, zdarzają się nam konflikty na tle tego, kto ma rację. Jak mówić, aby zostać zrozumianym i aby rozmowa nie prowadziła do nieporozumień, wojen, obrażania się, obmawiania za plecami.

Podejście postmodernistyczne, teoria konstrukcjonizmu społecznego czy też komunikacja oparta na empatii Marshalla Rosenberga skupia się na tych zagadnieniach dotyczących tego: jak mówić, aby łączyć i zbliżać, a nie dzielić?

Na początek pojawia się zasadnicze pytanie – po co mówimy?

Ludzie mówią w różnym celu, politycy, aby poróżnić i wygrać, artyści, aby się wyrazić, w psychoterapii np. mówimy po to, aby zbliżać się do siebie i znajdować miejsce na prawdy wszystkich stron biorących udział w rozmowie.

Postmodernizm mówi, że nie ma jednej prawdy objawionej, że są różne jej wersje, każdy ma swoją i dopóki każdy nie znajdzie na nią miejsca w przestrzeni relacyjnej, to nie będzie pomiędzy ludźmi dobrze.

Jeśli swoją prawdę chce narzucać innym aby i oni ją wyznawali i nie przyjmuje, że Ci inni wierzą w coś innego i nie chcą zmieniać zdania, to łatwo mogę stać się oprawcą i zmierzać w stronę dogmatyzmu – czyli ma być po mojemu! Stąd niestety krótka droga do agresji i bycia tyranem.

Konstrukcjonizm zaś mówi o mocy słowa. Mówi o tym, że język tworzy rzeczywistość. Są różne słowa na to samo, w zależności od tego, jakiego słownika używamy, taką tworzymy rzeczywistość. Możemy zbliżać, możemy wzbudzać agresję – to robi język.

Jakiś czas temu usłyszałam historię o pewnym chłopcu i jego dziadku, którzy wybrali się na spacer. W jakimś momencie chłopiec puścił dziadka i pobiegł samodzielnie kilka kroków do przodu po czym przewrócił się i upadł. Na co jego dziadek podbiegł do niego, wziął go za rękę podbiegł z nim kolejne kilka kroków, celowo spowodował upadek swój i wnuczka po czym zaczął się śmiać. Kiedy tłumaczył dlaczego to zrobił odpowiedział, że chciał nadać takie znaczenie upadkowi, że należy się z niego śmiać. Wnuczek ponieważ był malutki dostał takie a nie inne znaczenie upadku – upadasz – śmiej się. To właśnie robi słowo. Jakich słów użyjemy, taką wykreujemy rzeczywistość.

Weźmy inny przykład – Pod jakim tytułem napisałbyś własną autobiografię? Zastanów się nad tym przez chwilę.

Na ile ten tytuł powoduje, że Twoje życie jest właśnie takie, jaki nadałeś mu tytuł? Tytuł może być osłabiający i być źródłem cierpienia kiedy myślę o sobie np. pechowiec, lub być źródłem siły kiedy myślę, że uda mi się.

Czy kiedy słuchasz, to chcesz usłyszeć – czy raczej po to, aby jak najszybciej odpowiedzieć zgodnie z tym co już wiesz, po to, żeby zabłysnąć i poczuć satysfakcję?

Nie chodzi oczywiście o to, żeby nie mieć wiedzy, chodzi o to, żeby nie przedkładać jej ponad kontakt. Dużo bardziej w komunikacji zbliży nas do siebie kiedy posłużymy się np. klaryfikacją, tzn powiemy, np. „czyli mówisz, że ta kłótnia z chłopakiem była dla Ciebie trudna… mmm rozumiem”. Czasami zamiast tego pojawiają się nam jednak takie słowa „a weź Ty go zostaw, jak on tak mógł, co Ty w ogóle w nim widzisz?” Nie jest to pomocne ponieważ nie tego w danym momencie prawdopodobnie potrzebuje nasz rozmówca, żeby mu podkreślać, że tkwi w złej relacji. Jeśli będzie tego potrzebował to sam do tego dojdzie lub poprosi o radę wprost.

Zastanawiałeś się kiedyś, czy potrafisz być irrewerentny i lekceważyć swoje myśli? Mieć do nich dystans? Wiedzieć coś, ale nie mówić o tym natychmiast?

Naszym rozmówcom częściej dużo bardziej niż usłyszenie naszego zdania na jakiś temat, potrzebne jest uczucie bycia usłyszanym, zrozumianym i zaakceptowanym. Każdy chce mieć swoją prawdę i nie musieć jej zmieniać tylko dlatego, że ktoś inny uważa inaczej.

Pamiętajmy, że to my wypełniamy słowa znaczeniem.

W psychoterapii często na prośbę pacjenta, aby powiedzieć, co ma zrobić odpowiadamy, że naszym zadaniem jest pomoc w znalezieniu pani/panu tej odpowiedzi, ponieważ terapeuta swoim „wiedzeniem” coś mógłby tej osobie odebrać, mianowicie te jej „wiedzenie”, która ona musi po prostu sama w sobie odnaleźć. To będzie miało dla niej dużo większą wartość, ponieważ będzie to jej odkryciem a także dlatego, że będzie mogła poczuć się za to odkrycie odpowiedzialna, innymi słowy silniejsza.

Aby wypowiadane przez nas komunikaty i komentarze miały dobrą moc zachęcam do korzystania z tzw. pozytywnych przeformułowań – wypowiadam to, co myślę z życzliwością i delikatnością i podkreślam pozytywny aspekt tego co usłyszałem. Na przykład na słowa „ale miałam dzisiaj straszny dzień, pokłóciłam się z facetem, w pracy nie wyrobiłam się z tym co miałam zrobić a teraz nic już mi się nie chce” możemy powiedzieć „miałaś naprawdę trudny dzień, pewnie zależało Ci na innym obrocie rozmowy z chłopakiem a to zadanie w pracy może było zbyt trudne do zrobienia na dzisiaj? widzę, że potrzebujesz pogadać, myślę, że to dobra forma zadbania o siebie” zamiast „no tak, fatalny dzień, współczuję, ale daj już spokój, ja też nie miałam lekko”.

Łatwiej się żyje jak się lubi ludzi i nie odbiera się im przestrzeni na ich własne rozumienie i przeżywanie świata. Prawdopodobnie każdy z nas woli rozmawiać z ludźmi którzy potrafią słuchać i okazywać empatię niż z tymi, którzy dają dobre rady lub zaczynają mówić o swoich problemach.

Na koniec w ramach zachęty do dobrej komunikacji zostawiam krótką instrukcję dobrej komunikacji z Podejścia Porozumienie bez Przemocy – uniwersalnego i niosącego miłość i pokój języka serca. Aby każdy mógł wziąć i skorzystać wtedy kiedy tylko uzna, że mu się przyda.

Metoda NVC zakłada, że ilekroć zwracamy się do kogoś lub ilekroć ktoś zwraca się do nas, tylekroć robi to z zamiarem przedstawienia swoich potrzeb, chcąc sprawdzić, czy będziemy w stanie te potrzeby zaspokoić. Potrzeby owe, w zależności czy są zaspokojone czy też nie, wywołują w nas pozytywne lub negatywne uczucia. Sposób, w jaki nauczono nas posługiwać się językiem, zazwyczaj uniemożliwia nam przedstawienie tych potrzeb tak, żebyśmy mieli szanse na ich zaspokojenie, a jeszcze częściej w ogóle nie jesteśmy świadomi tego, co czujemy w danym momencie i jakie potrzeby kryją się za tymi uczuciami.

Empatyczny odbiór komunikatu rozmówcy

1. Spostrzeżenia – pytam rozmówcę o konkretne wydarzenia, nie osądzając, ani nie krytykując.

2. Uczucia- pytam o konkretne uczucia, których domyślam się, że rozmówca doświadcza.

3. Potrzeby- pytam o potrzeby, pragnienia, oczekiwania, które domyślam się, że kryją się za uczuciami rozmówcy.

4. Prośby – upewniam się, że rozmówca prosi nas o zaspokojenie swojej potrzeby, nie słysząc w jego słowach tonu żądania

Szczere wyrażenie siebie

1. Spostrzeżenia – mówię o tym, co spostrzegam, bez krytyki i osądu.

2. Uczucia- mówię o konkretnych uczuciach, które pojawiają się we mnie.

3. Potrzeby – wyrażam swoją potrzebę, pragnienie, oczekiwanie, które wywołuje we mnie dane uczucia.

4. Prośby – proszę rozmówcę o konkretne działanie, które mógłby podjąć, aby zaspokoić moją potrzebę, niczego nie żądając.

Autor: Justyna Kruszewska – Psychoterapia i Rozwój Osobisty

www.facebook.com/KruszewskaPsychoterapia/

Źródło fot. Pixabay

Share

Recommended Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *