Moja mama boi się szkoły

Moja mama boi się szkoły

​Ten artykuł powinnam zacząć jak bajkę. Pewnego razu podczas rozmowy kwalifikacyjnej do prywatnej szkoły podstawowej usłyszałam od jednej z mam: ,,Rozumie Pani, ja płacę, ja wymagam”. Na szczęście nie zawsze tak jest.

Rozmowa o przyjęcie do klasy pierwszej szkoły podstawowej zazwyczaj jest luźna, miła i przyjemna. My – jako wychowawcy – poznajemy rodziców i ich pociechy, starając się w minimalnym zarysie opowiedzieć o szkole i ,,pierwszym” przekroczeniu progu szkoły, oprowadzić po budynku, zorganizować gry i zabawy integracyjne. W szkole państwowej zazwyczaj takie spotkania i konsultacje odbywają się podczas dni otwartych. Jest to ciekawy pomysł, aby w tych dniach dziecko zapoznało się z nowym miejscem, paniami i poczuło choć przez chwilę atmosferę szkoły.

Jak to będzie?

Oczywiste jest, że rodzic, gdy pierwszy raz posyła swoje dziecko do szkoły jest pełen obaw i lęków, które czasem przeradzają się w paranoję. Jak to będzie? Do jakiej nauczycielki trafi, starej czy młodej? Jak starej, to nie będzie jej się chciało już nic… A jak młodej, to na pewno głupia i niedoświadczona… Gruba czy chuda? Jak chuda to wredna, a jak gruba to ociężała. Co będzie w tej świetlicy? Bo na pewno moloch i te panie ze świetlicy, które zawsze siedzą i nic nie robią… Czy będą jakieś zajęcia dodatkowe? Aha, jak niepłatne to na pewno beznadziejne. Ciekawe, jakie wyposażenie ma ta szkoła, czy są tablice multimedialne, czy sala gimnastyczna jest przestronna, czy w pracowniach są komputery, a czy nauczyciele potrafią to obsługiwać? Itd. , itp. Kochani, tu przerwę listę stereotypowych pytań i wątpliwości. Uwierzcie mi, mogłabym ją kontynuować niemal w nieskończoność.

O ile rozumiem obawy, pytania i wątpliwości rodziców, to niestety trudno mi zaakceptować to, jak niektórzy dorośli okazują przy dziecku swoje lęki przed szkołą, co czasami gorsze, przed nauczycielem (którego jeszcze się nie zna, a wydaje się, że już poznało). I nie piszę tego tylko jako nauczycielka, ale też jako mama, a przed wszystkim człowiek.

Jak przetrwać?

No dobra, ktoś zapyta, ale do czego ona zmierza? Zmierzam do tego, że w listach do redakcji pojawiają się pytania kobiet: ,,Jak mam przetrwać pierwszy dzień dziecka w szkole?”. Hm…Jak Ty masz przetrwać?

Chyba większość moich koleżanek nauczycielek potwierdzi to, co powiem. Należy skupić się na dziecku! A nie na sobie i swoich obawach! To ono jest najważniejsze! Spraw, by czuło się pewnie i bezpiecznie, a o resztę się nie martw! Rozmawiaj z dzieckiem! Ale strzeż się płytkich i pustych pytań w stylu: ,,Jak było w szkole?”. Niewiele się dowiesz. Używaj konkretnych pytań. Pozwól dziecku się otworzyć, opowiedzieć. To będzie najlepszy start, jaki możesz dać dziecku. Kochaj!

Płacę, więc wymagam

A teraz wrócę na chwilę do pani ,,płacę, więc wymagam”. Ten tekst słyszałam wielokrotnie, na przykład gdy zabroniłam jej córkom chodzić w pantofelkach na obcasach po szkole. Spokojnym tonem wytłumaczyłam pani, że w statucie szkoły jest „tak i tak”, że to dla dobra i bezpieczeństwa dzieci wprowadzone jest obuwie z płaską podeszwą. Niestety bezskutecznie… To tylko jedna z tysiąca (wydawałoby się dla każdego człowieka) oczywistych sytuacji, z którymi każdego dnia zmagają się nauczyciele. Gdy po takiej sytuacji słyszę , że ,, dziewczynki, nie będziecie uczyć się z tym niżem społecznym” (mowa o innych dzieciach chodzących w trampkach) pozostaje mi tylko apel : Myślcie zawsze o dobru dziecku, a nie o swoim.

Ile to razy widać po dziecku, że jest już negatywnie nastawione do nauczycielki, bo jedna pani drugiej pani ,,coś” powiedziała, a później męcz się kobieto z takim uczniem. To, w jaki sposób my – rodzice- będziemy mówić o szkole, nauczycielach, rozwoju, edukacji, będzie miało odbicie w dziecku. Jeżeli nie nauczymy dziecka szacunku do nauczyciela, uwierzcie mi, że prędzej czy później dziecko nie uszanuje też i Was.

Kiedy słyszę na korytarzu szkoły ,,ona głupia jest synku, babcia też była nauczycielką i wie lepiej”, albo widzę osądzanie nauczycieli przez pryzmat jednej niekompetentnej nauczycielki, to się nie dziwię, że pojawiają się lęki w posyłaniu dziecka do szkoły!

Na koniec powiem Wam może tak niepoprawnie politycznie, to naprawdę nie budynek i wyposażenie świadczy o tym, czy szkoła jest ,,dobra” czy ,,zła”. Szkołę tworzą ludzie, grono pedagogiczne, i to przede wszystkim od nich zależy, czy dziecko będzie do szkoły chodzić z radością. Nie ma ludzi idealnych i każdy – nawet nauczyciel – popełnia błędy, najważniejsze to nauczyć się siebie nawzajem szanować i rozmawiać (często na ciężkie tematy).

P.S. Pozdrawiam moje wszystkie koleżanki nauczycielki, ale też rodziców i wychowanków.

Autor: Urszula Jakuć

 

 

 

 

 

 

Urszula Jakuć – terapeuta, pedagog, nauczyciel. Wychowawca dzieci i młodzieży. Wykładała na Niepaństwowej Wyższej Szkole Psychologii Społecznej. Ukończyła pedagogikę wczesnoszkolną, oligofrenopedagogikę i zarządzanie oświatą. Prywatnie mama dwójki dzieci i żona wspaniałego męża. Fot. Archiwum własne Urszula Jakuć.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *