Nie pytajcie nas o dziecko…

Nie pytajcie nas o dziecko...

Pomysł na ten artykuł zrodził się w mojej głowie już jakiś czas temu. O jego słuszności przekonała mnie jedna z jego bohaterek. „Powinnaś o tym napisać” powiedziała opowiadając mi swoją historię.

Wtedy uświadomiłam sobie, że irytacja, którą czuję kolejny raz odpowiadając na pytanie – „Dlaczego jeszcze nie macie dzieci?” jest niczym w porównaniu z bólem, jaki czują kobiety, które z różnych powodów dzieci mieć nie mogą.

Społeczeństwo zmienia się wraz z czasami, w których przyszło nam żyć. Nasze babcie, mamy, ciocie często już przed dwudziestymi urodzinami zostawały mamami. W ich czasach była to naturalna kolej rzeczy – był ślub, a zaraz potem pojawiało się na świecie dziecko. Czy było to złe? W moim odczuciu – nie.

Obecnie czasy się bardzo zmieniły. Małżeństwa z różnych przyczyn często czekają ze sprowadzeniem potomstwa na świat. Każdy ma prawo do życia w taki sposób, który uznaje dla siebie za najlepszy. Czy jest to złe? Moim zdaniem – nie.

Złe są jedynie pytania…

Inaczej brzmi delikatne pytanie najbliższej przyjaciółki, która z troski pyta, czy wszystko u nas w porządku. Inaczej dawno niewidzianej krewnej, znajomej, a niestety często też natarczywych najbliższych, którzy zadają je zawsze w najmniej odpowiednim momencie, być może nie wiedząc nawet, jak wielki jednocześnie zadają ból.

Za każdym razem, kiedy słyszę pytanie „Na co czekacie, przecież macie już swoje lata?” zastanawiam się skąd w ludziach odwaga do takiej bezpośredniości, do wkraczania w najintymniejszą ze sfer małżeńskiego życia. Zastanawiam się wtedy, co czują w takich momentach kobiety, które nie mogą mieć dzieci? I o czym myślą osoby zadając takie pytanie w czasach, kiedy tak wiele par boryka się z problemem posiadania potomstwa. Przecież nawet para, która świadomie nie decyduje się na dziecko ma do tego prawo, to jest tylko i wyłącznie ich sprawa, bo i życie jest ich.

Planuję zostać mamą. I wiem, że przyjdzie na to odpowiedni czas – nasz czas.

Jak dotąd słyszałam bardziej delikatne pytania typu „Kiedy Was przybędzie?”, „Kiedy rodzina Wam się powiększy?”. Z czasem dowiadywałam się też, że dłużej czekać już nie powinnam, bo mam już swoje lata, to i szansa na to, że dziecko urodzę chore jest spora. Napotykałam dobre rady, że powinniśmy adoptować dziecko, skoro jeszcze nie mamy – to zapewne mamy z tym problem. Każde wzięte na ręce dziecko niemalże wyglądało, jak moje i zawsze bardzo mi z nim do twarzy. Takich sytuacji, pytań, propozycji było bardzo dużo. Z czasem ustała też moja irytacja, ale zawsze w głowie pojawia się to samo pytanie – a gdybym nie mogła mieć dzieci? Co czułabym słysząc je po raz kolejny?

Karolina – w sieci znana jako Kinka – na swoim blogu pisze wprost o takich sytuacjach wspierając nie tylko kobiety, które walczą z nowotworem, ale też te, które przez diagnozę lub z wielu innych powodów mają problemy z zajściem w ciążę.

Pamiętam doskonale, kiedy bliska mi osoba zapytała: „A Ty nie żałujesz, że wcześniej nie zdecydowałaś się na dziecko, bo teraz to już może nie będziesz mogła go mieć wcale?”. Było to po pierwsze totalnie nietaktowne, bo nikogo nie powinno interesować to, kiedy i dlaczego nie zdecydowałam się na dziecko, a po drugie… sprawiło mnóstwo bólu, bo ta osoba dobrze wiedziała, że poprzednią ciążę straciłam i leczę się na nowotwór złośliwy. Ale od początku… Ciążę straciłam równolegle z diagnozą o raku tarczycy. Nie będę opisywała tego, co wtedy czułam, bo tego opisać zwyczajnie się nie da. Podwójny cios i ciężko stwierdzić, który bardziej bolesny. Mało kto wiedział, że tak mi się życie poukładało, bo potrzebowaliśmy czasu, żeby samemu, w rodzinie, to wszystko poskładać, otrząsnąć się i podjąć leczenie. Mieliśmy synka, 3,5 letniego, który był i jest naszym oczkiem w głowie. Mieliśmy świadomość, że być może będzie jedynakiem, ale wcale nam to nie przeszkadzało – bo liczyło się zdrowie i to, że jesteśmy razem, że go mamy. Niestety, coraz częściej pojawiały się pytania, dlaczego nie decydujemy się na kolejne dziecko, że różnica wieku będzie duża, że tylko praca, że wychowamy dziecko na samoluba, że życzą nam drugiego dziecka. I pomyślicie, czemu im nie powiedziałam, że zwyczajnie nie możemy mieć drugiego? Bo nie miałam ochoty ani siły o tym opowiadać, nie miałam mocy żeby do tego wracać – i zarówno ja, jak i każdy inny ma do tego prawo. Prawo do intymności. Pytania w większości skończyły się w momencie, kiedy opisałam na blogu swoją historię. Kiedy opisałam jak czuje się ktoś, kto bardzo chce być mamą, a nie może – a bliscy ciągle go atakują, dogadują i kompletnie nie chcą zrozumieć. Bo ktoś, kto nie może mieć dziecka, nie zajdzie w ciążę od tekstów: „Pokazać Wam jak to się robi?”, „Strzelasz ślepakami?”, „To tylko blokada w głowie”, „Dziecko to największe szczęście”, „Twoja siostra ma już dwoje, a Ty nadal nic”. To nie pomoże, poza frustracją, bólem, odseparowaniem się od rodziny i totalną niemocą… Teraz kiedy szczęśliwie jestem w ciąży powtarzam każdemu: „Nie da się namówić na dziecko kogoś, kto go nie może mieć, albo nie chce mieć.” I życzę zrozumienia oraz empatii, bo zamiast krzywdzić nieświadomie, można wspierać.

Emilia, choć, jak sama mówi, o dziecko starała się zaledwie 1,5 roku, to zdążyła doświadczyć różnych – mało przyjemnych – sytuacji z tym związanych.

Odkąd podjęliśmy z mężem decyzję o posiadaniu potomstwa do faktycznej realizacji naszego marzenia minęło 1,5 roku. I mimo, że okres ten nie jest być może jakoś długi w stosunku do tego co wielokrotnie słyszę w historiach znajomych, to i tak zdążyliśmy doświadczyć różnych sytuacji z tym związanych. Po około 8 miesiącach starań zrobiliśmy dokładne badania, z których wynikało, że wszystko z naszym zdrowiem jest w porządku. Na początku nie wspominaliśmy o tym. O dziecko zaczęliśmy starać się 3 lata po ślubie, więc pytania o potomstwo ze strony znajomych i rodziny pojawiały się już od dłuższego czasu. Kiedy jednak zaczęliśmy się starać i przez kilka miesięcy nic z tego nie wychodziło, a pytania nie ustawały zdecydowaliśmy się o tym poinformować znajomych i rodzinę. Jestem osobą, która uważa, że o takich tematach trzeba rozmawiać a nie robić z nich tabu, więc myślę, że później dużo osób wiedziało o tym, że się staramy. Pamiętam jak na spotkaniu z Klientem, w pewnym momencie temat zszedł na małżeństwa i jakoś podało pytanie ile lat jestem po ślubie. Wtedy akurat byłam 3 lata po ślubie, na co Klient rzekł, że będzie się w takim razie za mnie modlił. Przyznam szczerze, że trochę zdębiałam i zszokowana zapytałam go dlaczego chce się za mnie modlić. Na co on stwierdził, że skoro jesteśmy tyle lat po ślubie to pewnie nie możemy mieć dzieci. Dodatkowo rok po ślubie, kiedy tak jak wspomniałam, nie myśleliśmy zupełnie o powiększeniu rodziny zaczęły się systematyczne życzenia przy każdych urodzinach, świętach o szybkie powiększenie rodziny. Pojawiały się te insynuacje niektórych kolegów męża, że wziął sobie za żonę „karierowiczkę”, więc na powiększenie rodziny teraz poczeka.

Ewelina wraz z mężem o dziecko starają się ponad 3 lata.

Staramy się o dziecko 3,5 roku. Trzy lata temu nie wiedziałam jak potoczą się moje plany zawodowe, myślałam o założeniu działalności gospodarczej, lecz z drugiej strony nie chciałam zakładać działalności gospodarczej z uwagi na to, iż planowałam mieć dziecko, chciałam szybko zajść w ciążę. Przy własnej działalności gospodarczej w Polsce niestety nie ma żadnej mowy o urlopie macierzyńskim, chcesz zarabiać musisz pracować tym bardziej, że chodzi o jednoosobową działalność gospodarczą. Nie znalazłam satysfakcjonującej mnie pracy na umowę o pracę, wiec postanowiłam zaryzykować. Przy założeniu działalności gospodarczej rozmawiałam ze znajomymi, którzy mają taką działalność, wiec temat dotyczący ewentualnej ciąży też był omawiany. Jeśli chodzi o rodzinę to najbliższa rodzina też widziała, że staramy się o dziecko. Nigdy nie uważałam tego tematu za temat tabu. Z mamą, czy teściową bez problemu o tym rozmawiałam. Do czasu. Po doznanych porażkach nie mam ochoty podejmować tematu, mimo, że podsuwają mi kontakty do lekarzy, opowiadają o znajomych, którzy również starali się zajść w ciąże i się udało. Wiem, że chcą dobrze ale to mnie męczy. Teraz ucinam takie rozmowy. W naszym przypadku najczęściej zdarzają się życzenia dotyczące ciąży. Pytania typu: „Jeszcze nie jesteś w ciąży?”, „Kariera jest ważniejsza niż dziecko?”, „ Kiedy w końcu zajdziesz w ciążę?”. Ludzie nie zdają sobie sprawy jak takie pytania i stwierdzenia są bolesne dla osób, które starają się zajść w ciąże i nie mogą. Choruję na endometriozę, jest to straszna choroba, która utrudnia zajście w ciążę, może też prowadzić do niepłodności. Leczyliśmy się w czterech klinikach specjalizujących się w leczeniu niepłodności. Podchodziliśmy do procedury in vitro kilka razy. Przechodziliśmy z mężem radość, gdy test ciążowy wskazywał na ciążę, a za parę tygodni był wielki smutek, płacz rozpacz, bo płód przestał się rozwijać. Nikt z lekarzy nie ustalił przyczyn poronień, braku rozwoju płodu na danym etapie ciąży. Endometrioza utrudnia zajście w ciążę, ale nie jest przyczyną zatrzymania rozwoju płodu na danym etapie. Ludzie nie mają pojęcia z jakimi problemami boryka się para starająca się o dziecko. Ostatnio byliśmy na weselu, na którym dziewczyna, która dopiero co mnie poznała zadała pytanie – Czy mamy dzieci? Na moją odpowiedz, że nie, zapytała: Nie możecie czy nie chcecie? Byłam wściekła i odpowiedziałam krótko: Parę razy poroniłam. Po tej odpowiedzi zamilkła i już nie podejmowała ze mną tematu. Ludzie zanim zaczną taki temat powinni trzy razy dobrze się zastanowić. W dzisiejszych czasach gdzie niestety problem z płodnością jest bardzo duży, ludzie nie powinni z góry oceniać par, które nie mają dzieci, bowiem na zewnątrz może wszystko wyglądać idealnie, ale nikt nie wie co się tak naprawdę dzieje. Ponadto w Polsce przyjęty wzorzec rodziny to małżeństwo z dziećmi, najlepiej z dwójką. Małżeństwo jest już rodziną i by nią być nie musi posiadać dzieci. Kiedy słyszę takie pytania targają mną różne uczucia: złość, wściekłość, bezradność. Często mam ochotę się rozpłakać. Przeważnie nie chcę już rozmawiać z taką osobą, która mnie kompletnie nie rozumie. Unikam części rodziny, która zadaje wiecznie te męczące pytania. Czuję presję otoczenia. Szczególnie jak teściowa zaczyna temat dzieci. Wiem, że nie robi tego specjalnie, ale wkurza mnie to, że mnie nie rozumie. Szczególnie, że po ostatniej stracie powiedziałam dość, nie chcę tego tematu, na tym etapie życia nie chcę już się starać o dziecko. Za dużo mnie to wszystko kosztowało i nie mówię tu o pieniądzach. Moim zdaniem ludzie, którzy mogą mieć dzieci i nigdy nie mieli problemów z zajściem w ciążę, którym przyszło to z łatwością nigdy nie zrozumieją pary bez dziecka, szczególnie tej która się bardzo o to dziecka stara. W chwili obecnej postanowiliśmy z mężem, że starania o dziecko nie przysłonią nam życia, że nie będzie to nasz życiowy cel. Przez te 3,5 roku naprawdę wiele straciłam, przecierpiałam. Starałam się utrzymywać zdrową dietę, unikałam cukru, nie piłam kawy i czarnej herbaty (choć te napoje uwielbiam), ćwiczyłam, przestałam chodzić na basen (z uwagi na bakterie, których skutkiem były infekcje, a które to mogły zagrozić ciąży). Mniej życia towarzyskiego – więcej spokoju. Ciągłe wizyty lekarskie, zastrzyki, leki. Pobyty w szpitalach (co najmniej 2 razy w roku), zwolnienia lekarskie, ból fizyczny i psychiczny. Na chwilę obecną mówię stop i nie zamierzam rozmawiać z ludźmi, którzy na siłę próbują wmówić nam jak powinniśmy żyć.

O to jakie emocje towarzyszą parom borykającym się z takimi problemami zapytałam ekspert współpracującą z naszym portalem – Justynę Kruszewską – psychoterapeutę.

Czym dla par jest sytuacja, kiedy nie mogą zajść w ciążę, pomimo usilnych starań. 

– Wieloletnie, intensywne działania pary nastawione na zajście w ciąże, regularnie kończące się niepowodzeniem są dla nich emocjonalnym dramatem. Każde z nich, kobieta i mężczyzna przeżywają to na swój sposób, każde inaczej. To co ich jednak z pewnością łączy to przeżywanie takich emocji jak frustracja, zawód, ból, smutek, rozczarowanie, niecierpliwość, poczucie niesprawiedliwości, rozdrażnienie, złość, bezradność, lęk. Inne emocje pojawiają się na początku starań, inne w trakcie ich trwania. Inaczej te niepowodzenia przeżywa para która nie może zajść w ciążę przez rok a inaczej taka która walczy już od 6, czy więcej lat. Początkową frustrację, rozczarowanie, ból i złość z czasem zastępuje coraz większa bezradność, wewnętrzna rozpacz, smutek, tęsknota i pustka. Czasami przychodzi akceptacja i pogodzenie się, że może się nigdy nie udać, czasami nie przychodzi długo albo nigdy. No bo jak pogodzić się z brakiem czegoś, czego pragnie się najbardziej na świecie? Trudno zrozumieć to komuś kto w takiej sytuacji się nie znalazł. Sytuacja niemożności zajścia w ciążę to bycie w procesie ciągłej żałoby, comiesięczna menstruacja jest oznaką kolejnego miesiąca straty, kolejnej utraconej nadziei, kolejnej szansy, która przepadła. Każdy okres to żegnanie się z ciążą wciąż na nowo i na nowo. Ból jest nie do opisania. Momentami ma się wrażenie, że bezradność i niemoc odbierają zmysły – bo jak to możliwe, że czegoś tak bardzo się pragnie i nie może się tego dostać? Jak znosi to związek? To pewnie zależy od ludzi jacy go tworzą. Niewątpliwie jest to czas wielkiej próby ich miłości. Muszą udźwignąć wiele emocji, bólu, wysiłku wdrażania zmian, wykonywania określonych wskazówek i zaleceń lekarskich, procedur i badań, monitorowania siebie, cyklu, sposobu odżywania się, mierzenia temperatury, prowadzenia notatek, łykania garści leków i suplementów, wylewania łez, nieustannych rozmów, przeżywania rozczarowań… Niekiedy cementuje to związek, niekiedy pewnie zdarza się i tak, że presja staje się nie do wytrzymania i związek przechodzi kryzys. Podsumowując: sytuacja przedłużającego się okresu niemożności zajścia w ciąże dla pary jest niezwykle trudnym i bolesnym czasem, w którym potrzebują oni niezwykle dużo delikatności, wsparcia i pomocy. Z pewnością nie potrzebują w tym czasie wywierania na nich presji, popychania do czegokolwiek, wypytywania o szczegóły. Jest to ich czas i to trudny czas. Można zapytać ich ewentualnie, czy potrzebują wsparcia lub pomocy, generalnie jednak warto pamiętać, że jest to raczej ich intymny i delikatny, zarezerwowany głównie dla nich kawałek świata. Nie ingerujmy nie zapraszani.

Jakie emocje budzą w nich wspomniane w tekście pytania?

Wspomniane w tekście pytania mogą budzić różne emocje. W zależności od tego kto je zadaje, w jaki sposób to robi, na jakim etapie starań jest para, w jakiej są emocjonalnej kondycji. Ważny jest kontekst, moment pytania pary o posiadanie dziecka. Wiadomo, że nie każdy albo nawet mało kto zadaje je ze złą intencją. Najczęściej poprzez nieświadomość bólu jakiego doświadcza para pytania te wywołują jednak duży dyskomfort. Ważna jest delikatność, wybadanie gruntu. Bez tego bezceremonialne zapytanie o nieposiadanie dziecka dotknie tego miejsca, w którym jest jednocześnie ogromne pragnienie i wielka pustka –a to bardzo boli. Na początku starań kiedy jeszcze jest dużo nadziei i radosnego oczekiwania na upragnione dwie kreski te pytania ranią i dotykają nieco mniej. Jednak kiedy minęło już kilka lat i nadal nie ma efektu – cierpliwość, ilość siły, wiary i nadziei maleje, a na to miejsce pojawia się coraz więcej bezradności, złości, smutku. Kto nie przechodzi tego dramatu a chce wiedzieć co się dzieje, musi liczyć się z tym, że może obudzić sporo niechęci i zderzyć się z wewnętrznym murem, który para postawiła, aby ochronić się i skupić na staraniach i przetrwaniu tego trudnego dla nich czasu.

Powyższy tekst nie ma na celu obrażenia ludzi zadających te wszystkie pytania. Część z nich zapewne – w ich własnym mniemaniu – robi to w dobrej wierze. Ten artykuł to jednak swego rodzaju prośba, aby przed kolejnym takim pytaniem pohamowali swoją ciekawość, bo nie wiedzą, czy kobieta, której je właśnie zadają kilka dni wcześniej wraz z dzieckiem nie straciła swojej ostatniej nadziei na bycie mamą…

Dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w pomoc przy tworzeniu tego artykułu. Szczególnie jego Bohaterkom, które otworzyły przede mną drzwi do jednej z najbardziej delikatnych i intymnych sfer ich życia.

Autor: Elżbieta Stankowiak

Źródło fot. Pixabay

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *