„Nigdy nie należy kapitulować zawczasu. Tyle kobiet osiągnęło sukces – pamiętajmy o tym” – Nina Rotach

„Nigdy nie należy kapitulować zawczasu. Tyle kobiet osiągnęło sukces – pamiętajmy o tym” - Nina Rotach

Kiedy do wszystkich panujących stereotypów, krążących na temat kariery w korporacji – „morderczej pracy bez szans na życie prywatne” dodamy do tego jeszcze przekonanie, że jedynie mężczyźni mają szansę się rozwijać i awansować, powstanie demoniczna wizja pracy – mogłoby się zdawać– najgorszej z możliwych, którą my kobiety powinnyśmy omijać szerokim łukiem. Czy demoniczna wizja pracy w korporacji faktycznie pokrywa się z rzeczywistością? O tych właśnie stereotypach i sytuacji kobiet w korporacyjnych realiach rozmawiam z Niną Rotach – autorką książki „Kobiety w korporacjach. Strategie rozwoju i kariery”.

Obcasypodlasia.pl: Odnoszę wrażenie, że od pewnego czasu demonizujemy pracę w „korpo”, a przecież tak właśnie pracuje wiele osób – w korporacjach. Kiedy do wszystkich panujących stereotypów „morderczej pracy bez szans na życie prywatne” dodamy do tego jeszcze przekonanie, że jedynie mężczyźni mają szansę się rozwijać i awansować powstanie demoniczna wizja pracy – mogłoby się zdawać– najgorszej z możliwych, którą my kobiety powinnyśmy omijać szerokim łukiem. I w 2018 roku pojawia się książka „Kobiety w korporacjach. Strategie rozwoju i kariery” Pani autorstwa, w której stara się Pani rozwiać wszelkie stereotypy i przekonać, że korporacje są dla kobiet przyjazne. Zacznijmy jednak od początku – skąd zrodził się pomysł na książkę?

Nina Rotach: Od paru lat przyglądam się dokładniej polskiej gospodarce i – podobnie jak Pani – stwierdzam ze zdziwieniem, że percepcja korporacji jest w Polsce negatywna i że wiele kobiet stroni od pracy w dużych firmach. Zwłaszcza na Podlasiu korporacje globalne są wielką niewiadomą, bo jest ich zaledwie parę. Znam centrale korporacji międzynarodowych „od wewnątrz”, którego to doświadczenia brakuje, siłą rzeczy autorom pozycji na polskim rynku czytelniczym. Postanowiłam więc przybliżyć ten temat polskim kobietom i rozwiać związane z nim negatywne mity, posługując się doświadczeniem, faktami i badaniami naukowymi.

Ma Pani wieloletnie doświadczenie w pracy w korporacjach w krajach Unii Europejskiej, Szwajcarii. Czy tam jest inaczej, nieco przychylniej patrzy się na pracę w dużych firmach? Czy panują stereotypy podobne do tych w naszym kraju?

Nina Rotach: W Europie Zachodniej nie spotkałam się z negatywnym stereotypem korporacji ‒ wręcz przeciwnie. Dowodem na to, że duże firmy uchodzą w Unii za niezwykle pożądanych pracodawców, są setki aplikacji wysyłanych tygodniowo do departamentów Zarządzania Zasobami Ludzkimi wielkich przedsiębiorstw. Z ankiety przeprowadzonej w roku 2018 w Szwajcarii wynika ponadto, że 94% ankietowanych jest dumnych ze szwajcarskich korporacji. Nie zmienia to faktu, że te firmy mogą być również krytykowane – np. ze względu na unikanie podatków lub ekscesy wynagrodzeń prezesów – ale nie słyszałam krytyki dotyczącej złego traktowania pracowników czy ich wykorzystywania. Jako anegdotę przytoczę wypowiedź szefa największej firmy IT w Polsce, Janusza Filipiaka, który rzekomo (money.pl) zauważył, że zachodnie koncerny mają zły wpływ na nasz rynek pracy, ponieważ za dużo płacą. Gdybyśmy tylko taką krytykę słyszeli….

Skąd się bierze ten zły image korporacji w Polsce? Może stad, że są to korporacje obce, nie nasze? A jak nie nasze, to niedobre… Możliwe, że nie do końca profesjonalne zarządzanie firmą przez polskich liderów jest jednym z powodów niekorzystnego obrazu korporacji w naszym kraju. Istnieją na ten temat rozliczne badania. Ankieta Tower Perrin pokazuje, że z polskiej kadry kierowniczej zadowolonych jest jedynie 39 proc. pracowników. Przedsiębiorstwo jest tak dobre, jak dobra jest kadra nim zarządzająca. Chociaż wzory zarządzania w Centrali firm (czyli za granicą, bo Polska nie ma własnych globalnych korporacji) są przenoszone do filii, to jednak w Polsce zarządzają nimi Polacy.

Co Pani sądzi o tym – moim zdaniem – największym stereotypie, który może zniechęcać kobiety do chęci rozwoju. Czy faktycznie trudniej jest osiągnąć sukces w korporacji właśnie nam – kobietom? Czy mężczyźni mają łatwiej?

Nina Rotach: Tak, uważam, że kobietom jest rzeczywiście trudniej osiągnąć sukces. Nasze codzienne obserwacje i statystyki to potwierdzają. Powody są różne – zewnętrzne i „wewnętrzne”.

Zewnętrzne – wynikające np. z czystego ekonomicznego prawa własności. To mężczyźni są twórcami dużych firm. W większości przypadków to mężczyźni są również właścicielami korporacji (akcjonariuszami). Gdy korporacje będą należały do kobiet, nic nie stanie na przeszkodzie, by to one nimi zarządzały. Na razie pozostaje nam perswazja, odwoływanie się do zdrowego rozsądku decydentów lub domaganie się równych szans na drodze politycznej (parytety).

Kolejny powód to trudność pogodzenia życia rodzinnego z pracą zawodową: brak rozwiązań prywatnych (np. pomoc partnera lub rodziców) czy instytucjonalnych (przedszkola). A za tym idzie mniejsze doświadczenie zawodowe kobiet poprzez różnice w czasie pracy i w długości zatrudnienia. Oba te czynniki działają na niekorzyść kobiet.

Wewnętrzne – jedną z możliwych przyczyn małej liczby kobiet na szczytach międzynarodowych przedsiębiorstw jest ich stosunkowo niewielka skłonność do współzawodnictwa. A współzawodnictwo jest w korporacjach na porządku dziennym, nawet jeśli pozornie tendencja do produktywnej kooperacji w zespołach rośnie. Kobiety unikają sytuacji otwartej konkurencji. Istnieje na ten temat duża ewidencja w badaniach. Wykazały one, że kobiety jako grupa (chodzi tu o tendencję) nie wybierają rywalizacji, nawet jeśli ich szanse wygrania są takie same lub nawet większe niż szanse mężczyzn. Nie czerpią one przyjemności z gry rywalizacyjnej. Mężczyźni szukają konkurencyjnych sytuacji nawet wtedy, gdy nie mają odpowiednich kwalifikacji i ich pewność siebie nie zawsze jest oparta na twardych faktach.

Kobiety często boją się ryzyka i odpowiedzialności oraz biorą porażki zbyt osobiście. Obserwuje tutaj dużą chęć bycia kochaną, lubiana. To zrozumiałe – ale musimy pamiętać, że jeśli jestem szefową i muszę podejmować decyzje, to nie będą się one wszystkim podobać i nie wszyscy będą nas lubić.

To tylko parę przykładów – powodów jest bardzo wiele i nie sposób wymienić ich wszystkich podczas naszego wywiadu.

Co Pani zdaniem jest najważniejsze w przełamywaniu tych, negatywnych stereotypów, a może faktów?

Nina Rotach: Jeśli chodzi o negatywny stereotyp korporacji, to polecam zainteresowanym kobietom i mężczyznom zasięgnięcia informacji z wiarygodnych źródeł. Niekoniecznie z mediów społecznościowych lub często ideologicznie nastawionej prasy. Sięgnijmy po sprawozdania i książki bardziej profesjonalnych osób – ekspertów, długoletnich managerów lub pracowników.

Odnośnie „przełamywania faktów”, to zacznijmy od naszej kobiecej prezencji w korporacjach. Odrzucenie „patriarchalizmu” korporacji i bojkotowanie jego reguł od zewnątrz nie wystarczy. Musimy tam pracować! Powinnyśmy być wewnątrz korporacji, żeby coś w niej zmienić i wywrzeć wpływ.

Napisała Pani swego rodzaju „przewodnik” dla kobiet chcących pracować, rozwijać się właśnie w korporacjach? Jednak niektóre wiadomości są w miarę uniwersalne, więc po książkę mogą sięgnąć też Panowie?

Nina Rotach: Oczywiście! Dostałam wiele informacji zwrotnych od mężczyzn, że znaleźli w książce coś dla siebie – od porad strategicznych do lepszego zrozumienia kobiet w korporacyjnym scenariuszu. Bardzo mnie to cieszy.

Jakie cechy zawodowe powinny Pani zdaniem wyróżniać kobiety mające szanse na sukces – nie tylko w korporacjach, ogólnie w biznesie?

Nina Rotach: Decyzyjność, myślenie strategiczne, umiejętność rozwiązywania problemów, zadaniowość, stabilność emocjonalna, umiejętność zarządzania pracownikami (zarządzanie sytuacyjne), odwaga, wytrwałość, otwartość na dialog i umiejętność negocjacji, asertywność i dobre wykształcenie ogólne (nie tylko zawodowe). Zakładam znajomość dwóch języków obcych (dla stanowisk korporacyjnych).

Kolejnym stereotypem, z którym sama osobiście spotykam się bardzo często, jest przekonanie o konieczności wyboru pomiędzy karierą a życiem prywatnym – rodzinnym. Przez wiele lat miała Pani okazję obserwować pracę kobiet, rozwój ich kariery na różnych etapach. Czy faktycznie jedno wyklucza drugie. Możemy być spełnione zawodowo, ale to musi skazać nas na bycie nieszczęśliwymi w życiu prywatnym. Ja mam swoje własne zdanie na ten temat. Jestem jednak bardzo ciekawa Pani wniosków popartych ogromnym doświadczeniem.

Nina Rotach: Konieczność wyboru? No chyba nie, bo znam wiele kobiet, które pogodziły życie zawodowe z posiadaniem rodziny. W swojej książce wymieniam aż osiem kobiet, które mają 2-7 dzieci!

Nie zapominajmy, że w większości korporacji panuje zadaniowy czas pracy: bez rozliczania, stemplowania i administracji z tym związanej, dostosowany do rytmu pracownika, jednak oznaczający również konieczność nadgodzin, jeśli zachodzi taka potrzeba. Bardzo rozpowszechnione jest tzw. Home Office, dzięki któremu kobiety mogą pracować według własnego rytmu i gdzie chcą. Osobiście nie pamiętam sytuacji, w której byłabym zagrożona wypaleniem zawodowym, czyli burn-out. Jest to w dużej mierze kwestia organizacji i asertywności. Muszę jednak przyznać, że stres jest niższy na bardzo wysokich szczeblach hierarchii, bo kobiety mają tam do dyspozycji środki finansowe umożliwiające zewnętrzną pomoc. Często ich mężowie, widząc, że żona robi znaczącą karierę, pozostają w domu na pewien okres. Najtrudniej jest chyba w średniej hierarchii, gdzie wysoka presja nie idzie jeszcze w parze z możliwością opłacenia pomocy domowej.

To są sprawy konkretne. Innym natomiast tematem jest mit psychologiczny: „Spełnienie zawodowe skazuje nas na bycie nieszczęśliwymi w życiu prywatnym”. Na pewno nie można tego tak radykalnie powiedzieć – zależy to od mentalności kraju, bezpośredniego otoczenia i od samej kobiety. Julian Tuwim nazwał sukces czymś, czego przyjaciele nigdy nie wybacza. Zawiść otoczenia jest pewnie czynnikiem, którego kobiety mogą się obawiać. Może trzeba się wtedy zastanowić, jakich mamy „przyjaciół”?

Jest jednak wiele kobiet mogących pogodzić karierę i życie rodzinne, które z rożnych względów decydują się na pozostanie w domu. Powody mogą być rożne: niechęć wyjścia ze strefy komfortu, lęk przed sukcesem, nacisk społeczny na matki pracujące itd.

Według Eurostatu, który bierze pod uwagę populację w wieku 20-64 lat, w Polsce pracuje jedynie okolu 55 proc. kobiet. Dla porównania: w krajach skandynawskich wskaźnik zatrudnienia wynosi grubo ponad 80 proc. dla obu płci – a w bogatej Szwajcarii 80 procent. Jeśli kobiety nie są widoczne i aktywne na rynku pracy, to trudno się dziwić, że mężczyźni szybko zapełniają tę lukę.

Pracowała Pani dla znanych i naprawdę dużych marek ogólnoświatowych. Co bez wątpienia świadczy o tym, że osiągnęła Pani sukces w swojej dziedzinie. Gdyby miała Pani podsumować pokrótce tę drogę. Co w Pani odczuciu było pomoce, a co z pewnością stanowiło przeszkodę?

Nina Rotach: Pewną przeszkodę stanowił fakt, że angielski nie był moim jerzykiem ojczystym, chociaż władałam nim płynnie. „Natives” mają dotąd przewagę w amerykańskich/brytyjskich korporacjach globalnych. Natomiast w korporacjach szwajcarskich zdecydowanym plusem była moja znajomość niemieckiego.

Paradoksalnie pomocne były lata edukacji spędzone w ustroju socjalistycznym. Wtedy w Polsce nikt nie sugerował kobietom, że nie muszą studiować czy pracować, bo i tak wyjdą za maź – jak to miało miejsce na Zachodzie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Wyjeżdżając z Polski, byłam pewna, że świat stoi otworem. Kierowniczka fabryki? Ależ oczywiście. Traktorzystka PGRu? Proszę bardzo. Żadnej dyskryminacji – przynajmniej w teorii. Nie miałam kompleksów dotyczących mojej przydatności do każdego wręcz zadania. W rodzinie i wśród znajomych otaczały mnie pracujące, wykwalifikowane kobiety, ceniące swoje życie zawodowe. Poczucie własnej wartości było więc solidne.

Nad czym bardziej powinny Pani zdaniem skupić się kobiety – na tym, aby pomimo utartych stereotypów podążać za swoimi marzeniami, celami? Czy po prostu na pracy, bo przecież według tych właśnie stereotypów względem Panów mamy małe szanse na karierę?

Nina Rotach: Zdecydowanie podążać za swoimi marzeniami! Nigdy nie należy kapitulować zawczasu. Tyle kobiet osiągnęło sukces – pamiętajmy o tym.

Rady dla naszych Czytelniczek, które marzą o rozwoju zawodowym i karierze?

Nina Rotach: Radze przeczytać moją książkę! Nie cale 180 stron zawiera esencję strategii dla kobiet w korporacjach.

A w skrócie dla Pań, które nie chcą lub nie mogą jej przeczytać:

– wybierać firmę z wysokim prestiżem w branży;

– dowiedzieć się, jaka jest pozycja tej firmy w kategorii promocji kobiet;

– branże „kobiece” nie zawsze promują kobiety. Zainteresujmy się branżą IT lub korporacjami przemysłowymi;

– nie bać się współzawodnictwa i odpowiedzialności;

– skupić się na zadaniu, nie na sobie (nie zawsze będzie tylko „miło”, trzeba się na to przygotować).

Dziękuję.

Fot. Z archiwum Niny Rotach

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *