„Pasja to coś, co płynie z serca, nie z rozumu” – Anna Kaźmierczyk „Ania od Aniołów”

„Pasja to coś, co płynie z serca, nie z rozumu” – Anna Kaźmierczyk „Ania od Aniołów”

Znajomi mówią o niej „Ania od Aniołów”. Jej pasją jest tworzenie – Aniołów i nie tylko. Z Anną Kaźmierczyk rozmawiam o Aniołach, lampach, rękodziele i….”babach z urzędu”.

Obcasypodlasia.pl: Dlaczego właśnie Anioły?

Anna Kaźmierczyk: Dobre pytanie, Anioły urzekły mnie swoją dostojnością, spokojem, poczuciem bezpieczeństwa…Tym przeświadczeniem, że patrząc na nie, zawsze mam wrażenie, że wszystko będzie dobrze, bo przecież każdy z nas ma swojego Anioła Stróża. Ja na pewno mam, codziennie do niego się modlę… i jestem pewna, że się o mnie troszczy.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z tworzeniem Aniołów?

Moja przygoda z tworzeniem Aniołów zaczęła się zupełnie przypadkowo, ponad rok temu. Siedziałam w domu i przeglądałam Pinteresta. Tam wśród mnóstwa różnych pomysłów rękodzieła, które uwielbiam oglądać i zgłębiać jak zostało zrobione, natknęłam się właśnie na takiego Anioła, zrobionego ręcznie. Nie wiedziałam jeszcze wtedy jaką metodą jest zrobiony, ale bardzo mnie to zainteresowało. Był niepowtarzalny, unikatowy, a efekt był wspaniały. Przeszukałam Internet i znalazłam potrzebne mi informacje. Okazało się, że to metoda utwardzania tkanin specjalnym klejem, gotowym do użycia – Powertex. Utwardzacz ten jest w formie płynu, który bez problemu oczyszcza się w ciepłej wodzie z mydłem. Nawet dzieci mogą używać tego kleju, bo jest on na bazie wody i nie szkodzi środowisku. Jak tylko odkryłam, za pomocą czego można stworzyć takie cudo, to od razu zamówiłam potrzebne materiały. Nie mogłam się doczekać, kiedy przyjdą i kiedy zacznę sama tworzyć Anioły. Wiedziałam, że mi się uda, że na pewno sobie poradzę. W tak zwanym międzyczasie oglądałam kilka filmików instruktażowych (niestety nie było ich zbyt dużo, może 5-6) jak należy wykonać taką postać. To była moja podstawa, do tego, żeby powstała już stworzona w mojej głowie postać Anioła. Pierwszego Anioła mam do dzisiaj w domu, stoi na półce w sypialni. Od tego czasu postać ta ulegała zmianom, nabierała innych kształtów, form, miała indywidualne dodatki, skrzydła nabrały delikatności. Tego wszystkiego i jeszcze więcej nauczyłam się sama i jestem z siebie bardzo dumna.

Jak powstają Twoje Anioły?

Moje Anioły powstają najpierw w mojej głowie. Muszę przemyśleć każdą postać, ponieważ jest to za każdym razem sprawa indywidualna. Do stworzenia figurki jest mi potrzebny oczywiście klej Powertex (dostępny tylko w sklepach internetowych), tkaniny (najlepiej bawełniane, naturalne, różnej gramatury), główka gipsowa – popiersie (kupowana gotowa w internecie, bo sama ich nie tworzę, aż tak zdolna nie jestem, ale kto wie…. jeszcze nie próbowałam), drut do zrobienia rąk i szkieletu skrzydeł oraz w przypadku Anioła stojącego podstawka, którą to dzielnie i bez żadnego marudzenia wykonuje mój mąż Wojtek, który jak widać, też ma swój udział w tworzeniu Anioła. Dodatkowo jest potrzebna taśma malarska, taka żółta, którą należy obkleić cały szkielet, szczególnie te części z drutu, ponieważ wtedy tkanina zamoczona w kleju lepiej przylega i się fajnie układa. Jak już mam gotowy szkielet, to wtedy przygotowuję klej i rękawiczki jednorazowe. Dodatkowo trzeba zabezpieczyć miejsce wokół siebie, tzn. przygotować się tak jakbyśmy coś malowali, czyli położyć coś na stół, podłogę, bo klej może gdzieś nam niechcący kapnąć. Następnie biorę kawałek tkaniny, tyle ile uważam, że będzie mi potrzebne do stworzenia Anioła. Wkładam ją do kleju i „ubieram” postać. I tutaj już puszczamy nasze wodze fantazji, bo każdy może zrobić to, co chce i „ubrać” Anioła w swoje wymyślone szaty…. Jak już postać jest gotowa, to odstawiam ją, żeby wyschła, tak dwa-trzy dni.

Czym się zajmujesz na co dzień?

Na co dzień jestem pracownikiem biurowym, tzw. „baba z urzędu”. Czemu tak mówię? Bo kiedyś koleżanka dzwoni do petenta, przedstawia się z imienia i nazwiska, mówi, że jest z urzędu i w jakiej dzwoni sprawie. Po czym słyszy w słuchawce, jak ta osoba, co odebrała telefon, woła tą właściwą i krzyczy – Panie Jerzy, jakaś baba z urzędu dzwoni! I tak już się przyjęło. A tak na poważnie, to pracuje przy Funduszach Europejskich i to już nawet sporo lat, chyba około 15. Zaczynałam jeszcze wdrażać tzw. fundusze przedakcesyjne (PHARE), czyli fundusze przyznane państwom kandydującym do Unii Europejskiej z przeznaczeniem na podejmowanie działań mających na celu przygotowanie się do wypełniania warunków członkostwa. Następnie zajmowałam się projektami głównie inwestycyjnymi, tzw. twardymi, to znaczy od wpłynięcia projektu do czasu podpisania umowy o dofinansowanie. Obecnie pracuje w dość małym, ale zgranym zespole, na którym zawsze mogę polegać, ale nadal we wdrażaniu Funduszy Europejskich. Lubię swoją pracę, chociaż czasami jest trudna i wymagająca.

Wracając do Aniołów – do kogo trafiają, dla kogo je robisz?

Myślę, że moje Anioły trafiają do osób, które chcą mieć urealnionego „swojego Anioła”, który będzie się nimi opiekował, da im pewne poczucie spokoju, przyjaźni i bezpieczeństwa oraz to, że będzie przy nich w codziennych sprawach. Ponadto myślę, że niektórzy mają moje Anioły tylko do dekoracji, ale to też jest potrzebne. Jeżeli sprawia im przyjemność samo patrzenie na nie, to ja jestem szczęściarą, że ktoś chce je oglądać i zachwyca się moją pracą, którą tworzę w zaciszu mojego domu.

Czy każdy tworzony jest personalnie z myślą o danej osobie?

Tak, dokładnie, za każdym razem jak tworzę Anioła, to z myślą o osobie, która zostanie nim obdarowana. Nie zawsze znam ją osobiście, ale dowiaduję się, co ta osoba lubi robić, czym się zajmuje. Wtedy jest mi łatwiej, bo w głowie rysuje mi się jej obraz i tworzę właśnie dla niej. Lubię obserwować ludzi, ich zachowanie w danej sytuacji, ich gesty, to, w jaki sposób wypowiadają dane słowa, jak odnoszą się do innych ludzi, zwierząt, przyrody i otaczającego świata. To wszystko jakby ich definiuje, nadaje im cechy i te dobre i te złe, ale przede wszystkim mogę dostrzec dzięki temu w nich duchowość, którą staram się ująć potem w mojej pracy. Nawet jak wręczam Anioła, to zawsze z bilecikiem, na którym jest napis „Ręcznie robione z myślą o Tobie!” – w tym zawiera się wszystko, co chciałabym przekazać tej drugiej osobie.

Czy zdarza Ci się tworzyć coś jeszcze oprócz Aniołów?

Ostatnio przeważnie tworzę Anioły, ale lubię różnego rodzaju inne rękodzieło. Inspiracji szukam wszędzie Internet, Pinterest, ale też w tym, co mnie otacza. Ponadto lubię jeździć z moją córką na jarmarki i tam podglądać prace innych artystów tworzących rękodzieło, bo to jest moją inspiracją. Czasami robię ozdoby choinkowe (bombki, choinki ze sznurka, piórek), tulipany z materiału itp. Robiłam też swego czasu lampki z liny jutowej. Pomysł powstał w Jastarni, kiedy byłam z rodziną na wakacjach. Przy głównej ulicy miasta, w bramie swojego podwórka siedziała Pani, która wystawiała różne rzeczy robione ręcznie na żywo na szydełku. Stała tam też taka lampa zrobiona ze sznurka. Bardzo mi się spodobała i chciałam mieć podobną w domu, ale zrobioną przeze mnie. Podeszłam do niej i grzecznie zapytałam – Jak Pani to zrobiła? Odpowiedź była krótka, jednoznaczna – Nie powiem! Bez komentarza. Jednak ja się nie poddałam, mąż znalazł mi odpowiednią elastyczną i mocną rurkę, która się poddawała plastycznie i można było tworzyć z niej różne kształty, a przede wszystkim, przez którą przechodził kabel. Po wielu dniach poszukiwania w sieci zakupiłam jeszcze linę jutową, którą obkleiłam tę rurkę i tak powstała identyczna lampka, jak ta z Jastarni, a może nawet jeszcze ładniejsza, bo moja – własnoręcznie zrobiona! Obecnie stoi na mojej szafce nocnej i zdobi naszą sypialnię. Za każdym razem jak na nią spoglądam, jestem zadowolona z końcowego efektu i dumna z siebie! Jak widać, lubię tworzyć nowe rzeczy, sprawdzać, czy, ja też potrafię zrobić to tak, jak tworzą to inni. Daje mi to poczucie satysfakcji, spełnienia i szczęścia, że jednak Bóg dał mi taki talent, że mogę tworzyć takie przedmioty, którymi obdarowuję innych.

Czy to Twoja pasja?

Tak! Dzisiaj z pełną świadomością mogę powiedzieć, że to moja pasja, która przynosi mi radość, energię i poczucie spełnienia. Pasja to coś, co płynie z serca, nie z rozumu. Robię to, co lubię i wtedy czuję się spełniona. Daje mi to siłę i energię, radość, pobudza do pozytywnych uczuć i emocji oraz ładuje moje akumulatory. Jednocześnie tworzenie Aniołów napędza mnie do działania, bo jak już sobie wymyślę, jak ma wyglądać dana postać, to nie mogę się doczekać, żeby ją stworzyć, nadać jej realne kształty. I nieważne czy byłam zmęczona po całym dniu, ważne, że mogę tworzyć coś nowego i to mnie wtedy uskrzydla.

Co Tobie osobiście daje tworzenie?

Tworzenie daje mi możliwość wyrażania siebie, swoich emocji. To, że mogę wykorzystać swoje zdolności manualne oraz wyobraźnię i kreatywność. Domyślam się, że nie każdy jest zdolny do stworzenia czegoś z niczego. Nie każdy wie, jak proste materiały można połączyć ze sobą, tworząc coś unikatowego i niepowtarzalnego. Mam jak widać do tego zdolności i to jest moja siła, która inspiruje mnie również w codziennym życiu.

Dziękuję.

Elżbieta Stankowiak

Fot. wyróżniające – autor Lawreszuk.eu

Fot. w treści – z archiwum Anny Kaźmierczyk

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *