Kobieta po rozwodzie

Kobieta po rozwodzie

Rozwód postrzegany jest jako jedno z najtrudniejszych doświadczeń życiowych. Każda z nas bardzo indywidualnie tego doświadcza. W przypadku, gdy jest to nasza decyzja i same składamy pozew rozwodowy, sytuacja jest zupełnie inna niż w przypadku, gdy to nasz mąż zaskakuje nas informacją: „Chcę rozwodu”.

Wiele moich klientek słysząc te słowa, mimo, że w ich związku od dawna źle się dzieje, są bardzo zaskoczone. Słyszę: „Ok, jest źle, ale ROZWÓD? Dlaczego? Dlaczego on mi to robi? Dlaczego mnie to spotkało? Nie ma mowy, nie dam mu rozwodu.”

Już na tym etapie kobiety przyjmują różne postawy: ofiary, wojowniczki pragnącej zemsty lub honorowej kobiety, która „Niczego od niego nie chce”. Wynika to przede wszystkim z silnych emocji, jakie towarzyszą rozstaniu, z naszego wychowania i oczekiwań osób z naszego najbliższego otoczenia.

Gdy pytam: „A czego Pani chce dla siebie po rozwodzie? Czy myślała Pani o tym jak chciałaby Pani, aby wyglądało Pani życie po rozwodzie? Gdzie Pani zamieszka? Jak będzie Pani funkcjonowała? Do tej pory np.: mąż woził dzieci do szkoły i płacił rachunki, teraz trzeba będzie, to wszystko zaplanować i ułożyć od początku.” Widzę wówczas ogromne zdziwienie na ich twarzach i słyszę „Nie myślałam o tym” lub „Nie wiem”. Dlatego prowadząc Panie przez cały proces zmiany, którego doświadczają w czasie rozwodu „zarażam” je innym myśleniem, niż to, które w naturalny sposób próbują uprawiać. Zwracam im uwagę, bez względu na to, w jakiej sytuacji w ich ocenie się znajdują, na fakt że one same są najistotniejsze, że są wartością same w sobie i że to właśnie na nich się skupimy, na ich potrzebach i oczekiwaniach.

Obserwując kobiety przed rozwodem, w trakcie i po (i nie dotyczy to tylko kobiet, mężczyźni też tak mają) widzę również, że ich cała energia, emocje i myśli skoncentrowane są na rozprawie rozwodowej, tej na sali sądowej i tej, która rozgrywa się w życiu, przed rodziną, znajomymi, tak jakby po wszystkim świat miał już nie istnieć. Przygotowują się do tego wydarzenia jak do starcia na placu boju. Włączają do konfliktu inne osoby, szukając sprzymierzeńców, a w akcie desperacji, własnej głupoty i niedojrzałości manipulują dziećmi. Koncentrując się na tym kto bardziej zawinił, na tym, aby pokazać całemu światu, udowodnić, że my jesteśmy OK, a to nasz partner jest całym złem. Czy rzeczywiście opinia innych jest tu istotna i warto tracić na nią całą energię?

Z bezsilności stajemy często na stanowisku „I tak nie dam Ci rozwodu. Powiem w sądzie, że się nie zgadzam.” Tylko, że to tak nie działa. Jeżeli jedno z małżonków postanowi odejść, to tak się stanie, nawet jeśli nie będziemy wyrażać na to zgody (są oczywiści wyjątkowe sytuacje, gdy sąd może nie orzec o rozwodzie, ale o tym już pisałam w jednym z poprzednich artykułów). Rozprawa sądowa, wbrew pozorom, to nie jest najważniejszy temat. Najistotniejszym aspektem konfliktu małżeńskiego jest fakt zdania sobie sprawy z tego, że doszło do rozpadu związku i nawet jeśli formalnie decyzją sądu nie otrzymamy potwierdzenia tego faktu, to do rozstania i tak dojdzie, ponieważ ono już nastąpiło, w zupełnie innym wymiarze, wraz z utratą więzi fizycznej, emocjonalnej i psychicznej.

Przychodząc na pierwszą konsultację Panie chcą poznać swoją sytuację prawną oraz możliwości rozwiązań formalnych Są przepełnione lękiem o przyszłość, o to czy sobie poradzą.

Wyjaśniam wówczas, że łatwo nie będzie, będzie inaczej, ale czy lepiej zależy już tylko od Ciebie. Często okazuje się po czasie, że zaczynamy doceniać zmiany w naszym nowym życiu, ale jest podstawowy warunek: już na etapie planowania rozstania z mężem trzeba przemyśleć, czego chcemy dla siebie po rozwodzie. Nie wchodź w rolę ofiary. Zaakceptuj rozstanie i zaplanuj swoje NOWE – LEPSZE życie.

Niech to nie będzie zmiana dla samej zmiany. Przepracuj to, co było, wyciągnij wnioski, bez zbędnego „biczowania się” i zastanów się, na czym Ci teraz zależy, co chcesz robić. Bądź w zgodzie ze sobą, bądź przy tym szczera i autentyczna.

Rok temu spotkałam się z kobietą, która od lat doświadczała przemocy emocjonalnej i fizycznej w swoim małżeństwie. Mieszkała w małej wsi z dwiema małymi córeczkami i mężem z „problemem alkoholowym”. Czułe słowa wypowiadane do niej przez jej męża to: „waruj”, „won pod łóżko suko”, „zaraz zetnę Ci łeb tumanie.”, „ kim ty jesteś, nic nie znaczysz, mogę Cię używać jak chcę.” Przystąpiła do terapii osób współuzależnionych. Mąż nie, ponieważ mimo jednoznacznej diagnozy lekarza, nie widział u siebie problemu. Gdy ją bił, tłumiła płacz, nie wołała o pomoc, bo dzieci były obok w pokoju. Opowiadała: „Mąż powiedział sąsiadom, że źle gotuję, że nie sprzątam, że wychodzę z domu po nocach się pier …”. Mieszkali w domu jego siostry, która wyjechała. Bez środków do życia, wsparcia rodziny, nie widziała dla siebie ratunku. Nie prosiła o interwencję policji, ponieważ mimo wszystkiego, czego doświadczała stwierdziła: „Przecież nie mogę mu tego zrobić, to wstyd”. W jej ocenie nie mogła się też wyprowadzić z domu, bo wierzyła w mit, że „Żona która opuszcza męża jest winna”. Pracy nawet nie szukała, bo mąż nigdy się na to nie godził co więcej mówiła o sobie : „Przecież ja niczego nie potrafię, nikt mnie nie zatrudni”. Poszukałyśmy jednak rozwiązania. Okazało się, że Pani ma wyuczony zawód i doświadczenie zawodowe. Wyprowadziła się z dziećmi do Białegostoku, maż nawet jej nie szukał. Dziś pracuje w przedszkolu, do którego chodzą jej córeczki, wynajmuje 38 – metrowe mieszkanie, żyje bardzo skromie, ale jest szczęśliwa i uśmiecha się. Rozmawiałyśmy kilka dni temu i powiedziała mi, że przychodząc do mnie, bardzo się bała nawet rozmawiać o swoim problemie i uwikłana w toksyczną relację nie umiała sama obiektywnie ocenić sytuacji. Bała się , że sobie sama nie poradzi i wtedy usłyszała ode mnie „Radzi sobie Pani teraz doświadczając przemocy fizycznej, psychicznej i finansowej. Mimo to córeczki są zadbane, nakarmione, dba Pani o dom i SŁUŻY mężowi, więc dlaczego jest Pani w przekonaniu, że gdy skończy się przemoc, to będzie gorzej i nie poradzi Pani sobie?” Odważyła się i zmieniła swoje życie.

Jeżeli i Ty nie jesteś szczęśliwa w swoim życiu, rozważasz rozstanie, nie czujesz docenienia, zrozumienia, nie masz poczucia bezpieczeństwa, brakuje Ci szczerości i wsparcia zastanów się, dlaczego się na to godzisz, dlaczego niczego nie zmienisz zakładając, że będzie gorzej. Załóż, że to czego właśnie doświadczasz, jest dla Ciebie dobre, że jest w tym jakiś ukryty sens, którego dziś nie widzisz, nie rozumiesz, ale życie pisze Ci scenariusz, dając tym samym prezent. A może rozwiązanie jest oczywiste: teraz jest Ci źle, cierpisz w związku właśnie po to, by zauważyć, że Ci to szkodzi, że to nie jest dla Ciebie dobre? Nie patrz na rozstanie z mężem przez pryzmat strachu, lęku, wątpliwości. Skąd wiesz, że to kara? Nie wiesz tego. A może właśnie dostajesz ogromną szansę, by zmienić swoje życie na lepsze? Zapytasz: „Ale dlaczego to tak boli?” Odpowiem: ponieważ ból jest najlepszym motywatorem do zmiany.

I Pamiętaj: Nie jesteś sama! Jesteśmy obok, dla Ciebie! Poproś o pomoc!

Autor: Ewa Wierzbicka – Nosal Właścicielka Centrum Rozwodowe Kobieta i Rozwó(j)d Białystok oraz Centrum Mediacji, koordynator rozwodowy, dyplomowany mediator.

Źródło fot. Pixabay

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *