„Położna towarzyszy kobiecie w różnych fazach jej życia od młodości po kres, również w chorobie” – Agnieszka Wojno

„Położna towarzyszy kobiecie w różnych fazach jej życia od młodości po kres, również w chorobie” - Agnieszka Wojno

Kiedy słyszymy słowo położna, zazwyczaj w głowie mamy obraz uśmiechniętej osoby, która towarzyszy nam w jednym z najpiękniejszych momentów życia kobiety -narodzinach dziecka.

Jednak położna, to też osoba, która towarzyszy kobiecie w jednym z najcięższych momentów jej życia – chorobie nowotworowej.

Zapraszam na rozmowę z Agnieszką Wojno – położną koordynującą w Uniwersyteckim Centrum Onkologii.

Obcasypodlasia.pl: Z wykształcenia jest Pani położną. Ten zawód kojarzy się bardziej z noworodkami, niż z onkologią. Zacznijmy jednak od początku – dlaczego właśnie położnictwo?

Agnieszka Wojno: Położnictwo, to wybór bardziej rodziny, mamy niż mój. Moja ciocia była położną. Mama widziała jaką satysfakcję daje jej ta praca. Namówiła. Oczywiście, że zawód położnej kojarzy z osobą, która otacza opieką rodzącą, matkę i jej dziecko, a w rzeczywistości nie tylko. Położna towarzyszy kobiecie w różnych fazach jej życia od młodości po kres, również w chorobie. Ja pracuję na oddziale, gdzie jesteśmy z kobietą w najtrudniejszym okresie jej życia. Podczas choroby nowotworowej, która czasem prowadzi do śmierci.

Jak to się stało, że pracuje Pani właśnie na oddziale onkologicznym, a nie położniczym?

Praca położnej na oddziale położniczo- noworodkowym jest pracą dającą dużo satysfakcji, radości. Pracowałam na takim oddziale, ale zawsze ciągnęło mnie do pracy z kobietami chorymi onkologicznie. O tym zawsze myślałam i do tego dążyłam. A to, że pracuję właśnie tu to przypadek, ciąg zdarzeń, poznane osoby, które zobaczyły we mnie pewne predyspozycje i to wspierały, to życie, które prowadzi nas tu, gdzie jesteśmy.

Miejsce, w którym Pani pracuje, nie należy do najłatwiejszych. Jak Pani sobie radzi z tym, co na co dzień dzieje się w Pani pracy?

Kontakt z osobą chorą onkologicznie nauczył mnie nie myśleć o dalekiej przyszłości, być z pacjentką tu i teraz, pomagać doraźnie. Diagnoza choroby nowotworowej jest jednym z najtrudniejszych etapów w życiu człowieka. Szok, jakiego doznaje kobieta, słysząc słowo RAK powoduje, że cały świat zwala jej się na głowę, burzy to jej plany, marzenia, wywraca do góry nogami całe jej życie. Trzeba wiele empatii i zrozumienia w byciu z człowiekiem na tym okresie życia. Rozmowa o etapach leczenia, o przygotowaniu do operacji, o przygotowaniu do chemioterapii jest niebywale trudna. Najtrudniej jest gdy po tej drugiej stronie stoi bliska osoba, ktoś z rodziny, koleżanka z pracy. Czy sobie z tym radzę? Często nie, ale jak sobie człowiek popłacze to mu lżej.

Ukończyła Pani również studia magisterskie z dziedziny pedagogiki i psychologii.

Zawsze interesował mnie człowiek i jego psychika. Jak zrozumieć drugą osobę, jej wybory, jak mówić, żeby być zrozumianym. Studia na Uniwersytecie w Białymstoku na Wydziale Pedagogiki i Psychologii bardzo mi w tym pomogły, pokazały mechanizmy, które kierują naszymi wyborami. Pomogły zrozumieć swoje własne potrzeby. To bardzo pomocne studia w życiu człowieka.

Czy w Pani karierze był moment, kiedy chciała Pani zmienić charakter i otoczenie pracy?

Czasem bywają takie momenty. Moja praca to nie tylko opieka nad chorym człowiekiem, ale ogrom biurokracji, różnych kontroli, z którymi ciężko sobie poradzić. To również, a może przede wszystkim nadal złe wynagrodzenie, które jest przyczyną, że młode pokolenie polek tak rzadko wybiera ten zawód. W takich chwilach zwątpienia bardzo wspiera mnie zespół, w którym pracuję. Pracuję w wyjątkowym zespole położnych, lekarzy, pań salowych, który zawsze ma dla siebie dobre słowo, który lubi się spotykać po pracy, uśmiechać się do siebie. Jesteśmy dla siebie dobrzy, mili i szczerzy. To się udziela również pacjentkom, one wyczuwają tą dobrą atmosferę między nami, chętnie do nas wracają nawet po leczeniu. 5 lat temu przy naszym oddziale powstało Stowarzyszenie Eurydyki, utworzone przez pacjentki po chorobie onkologicznej, które wspiera osoby zaczynające tą trudną drogę. Ci wszyscy ludzie wokół mnie dają mi niezłego kopa, kiedy mam chwile zwątpienia.

W swoich działaniach duży nacisk kładzie Pani również na akcje zwiększające świadomość tego, jak ważna jest profilaktyka. Czy Pani zdaniem wciąż bagatelizujemy temat?

Uniwersyteckie Centrum Onkologii przy współpracy ze Stowarzyszeniem Eurydyki oraz ludźmi, którym to leży na sercu organizuje różne akcje przypominające o badaniach profilaktycznych, ponieważ widzimy jak bardzo profilaktyka jest u nas zaniedbywana. Ani nasi włodarze ani nasi pacjenci nie pamiętają o profilaktyce, dopóki nie zetkną się osobiście z chorobą. O zaniedbaniach w tej dziedzinie osób rządzących, o lekkomyślności samych kobiet mogłabym długo opowiadać, to temat, którego nie da się wyczerpać. Jedynie co mi pozostaje to namawiać swoich przełożonych do organizowania takich eventów, do namawiania kobiet do badań profilaktycznych.

Pani praca jest dla Pani?

Oprócz rodziny drugą ważną rzeczą w moim życiu. Tu spędzam większość swego czasu, tu się realizuję. Nie zmieniłabym nic w swoim życiu bo doprowadziło mnie ono, tu gdzie jestem.

Jak lubi Pani spędzać wolny czas?

Uwielbiam wolny czas. Do urlopu podchodzę zadaniowo. Planuję, co będę robić każdego dnia. Jest to czas, w którym musi być miejsce na odrobinę samotności, czasu z rodziną czy nadrobienie domowych zaległości. W tym roku zwiedziłam Berlin, Brukselę, Luksemburg i Amsterdam. Byłam z rodziną na Pikniku Country w Mrągowie oraz umyłam okna u mamy w domu. Na ten czas zapomniałam o pracy i wróciłam do niej pełna energii.

Największe marzenie?

Największe marzenie to żeby dzieci się kochały, były zdrowe i szczęśliwe. A dla siebie od lat marzę o wyjeździe do Petersburga. Iść ulicami, którymi chodził Puszkin. Zobaczyć „białe noce”.

Dziękuję.

Fot. Z archiwum Agnieszki Wojno

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *