„Szkoła przez te trzy miesiące pandemii była smutna, pusta, wręcz przerażająca. Nie ma szkoły bez dzieci!” – Edyta Haraburda

„Szkoła przez te trzy miesiące pandemii była smutna, pusta, wręcz przerażająca.  Nie ma szkoły bez dzieci!” - Edyta Haraburda

Zdalne nauczanie podobnie jak sama pandemia spadło na nas z dnia na dzień, jak grom z jasnego nieba, powodując ogromny zamęt i zaskoczenie. To duże wyzwanie dla każdej ze stron, zarówno rodziców, jak i kadry pedagogicznej. Jak wyglądało w realu przygotowanie i wdrożenie w życie tego systemu? Jaka była szkoła bez dzieci?Rozmowa z Edytą Haraburdą – Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 9.

Obcasypodlasia.pl: Jak wyglądało w rzeczywistości przygotowanie i wdrożenie w życie tego systemu w Pani szkole?

Edyta Haraburda: Zdalne nauczanie to przede wszystkim był bardzo trudny dla dyrektora egzamin z umiejętności i kompetencji, jaką jest zarządzanie kryzysowe. Forma zdalnej pracy pokazała, czy zespół, który razem tworzy szkołę (rodzice, nauczyciele, obsługa, administracja i uczniowie), potrafi ze sobą pracować w innych warunkach niż te, do których przywykli. Zdalne nauczanie w mojej szkole po raz kolejny pokazało, że SP9 tworzą wyjątkowi nauczyciele, którzy doskonale poradzili sobie ze zmianą oraz wykazali się ogromną elastycznością, pomysłowością i chęcią doskonalenia, bo, żeby „zdalne nauczanie”- wyglądało, tak jak mówi definicja „zdalnego nauczania”, my też musieliśmy nauczyć się, jak poruszać się i obsługiwać platformę Google Classroom, bo na tej platformie pracowaliśmy w SP9. Tutaj bardzo serdecznie pragnę podziękować szkole Infotech oraz Pani Dyrektor Katarzynie Kaczyńskiej i wicedyrektorowi Adamowi Kamińskiemu, którzy to nieodpłatnie przyjęli nasze grono pedagogiczne pod swoje skrzydła i najpierw porządnie nas przeszkolili, udzielili niezbędnych wskazówek odnośnie do funkcjonowania platformy, a następnie pomogli wdrażać platformę w zdalne życie szkoły. Początki zdalnego nauczania przypominają mi obrazek, na którym człowiek wchodzi schodek po schodku a na samym wierzchołku i (tak było u nas) – widzi szczyt. Pierwsze dni to zakładanie kont, ogromna pomoc rodziców, ich cierpliwość, współpraca, zrozumienie. Olbrzymi wkład pracy informatyka SP9 pana Artura Fiłonowicza oraz osoby, która nad wszystkim czuwała nawet w nocy – pani Jolanty Tarnowskiej – wicedyrektora SP9. Tak jak schodek po schodku, tak my dzień po dniu wprowadziliśmy w życie elementy zdalnego nauczania. Nauczycielom, którzy nie mieli w domach niezbędnego sprzętu, szkoła wypożyczyła sprzęt na czas zdalnego nauczania. Edukacja zdalna pokazała nam, jak ważne w nauczaniu są relacje nauczyciel-uczeń oraz te relacje między uczniami.

Obecnie w szkole wszyscy nauczyciele potrafią korzystać z technologii informacyjnej, informacyjno-komunikacyjnej, doskonale poruszają się na platformach. Są bogaci o nowe doświadczenie, metody pracy oraz nowe narzędzia pracy. Ocena edukacji zdalnej w szkole jest zależna od tego, czemu się przyglądamy, jaki aspekt oceniamy. Jeżeli patrzymy od strony dydaktyki, to wypadliśmy doskonale, z badania ankietowanego przeprowadzonego w SP9 na koniec zdalnego nauczania wynika, że wszyscy nauczyciele prowadzili lekcje na żywo w czasie rzeczywistym. Nie mieliśmy przypadków dzieci, które wypadły ze zdalnego nauczania. Gdy tylko takie sytuacje się zapowiadały, gdy dziecko trzy lub cztery razy nie logowało się na platformę, gdy kontakt z rodzicem był niemożliwy, prosiliśmy o pomoc dzielnicowych, pracowników socjalnych, sami odwiedziliśmy uczniów w domach.

Potem po schodach wchodziliśmy coraz szybciej. Na godzinach wychowawczych – prowadzonych online – główny nacisk kładliśmy na kompetencje przyszłości – dużo rozmawiając z dziećmi i młodzieżą o obecnej sytuacji, emocjach, lęku, strachu, spokoju, o tym, jak ważny staje się drugi człowiek i jego brak. Dwukrotnie zdalnie przeprowadzono zebranie z rodzicami. Uczniowie, którzy nie mieli laptopów, otrzymali pomoc z urzędu miasta. Pozostałe dzieci, których sprzęt w trakcie użytkowania się zawieszał lub psuł, również miały możliwość pożyczenia sprzętu ze szkoły, który został zakupiony w ramach projektu realizowanego przez szkołę w ubiegłym roku. Zdalne rady pedagogiczne odbywały się raz w tygodniu. Tutaj przekazywaliśmy informacje o tym, którzy uczniowie potrzebują wsparcia pedagoga, psychologa; rozmawialiśmy o dzieciach, które rzadko łączą się na zajęciach zdalnych i gdy kontakt z rodzicem był ograniczony, korzystaliśmy z pomocy dzielnicowych oraz wsparcia Centrum Zarządzania Kryzysowego lub Instytucji terapeutycznych. Dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, które też uczą się w SP9, otrzymały wsparcie, może było go mniej niż w realnym świecie, ale praca pani psycholog i pedagog oraz prowadzony przez nie blog – odniósł zamierzony cel.

Myślę, że egzamin z wdrożenia zdalnej edukacji w SP9 zdaliśmy wzorowo i nauczyciele i rodzice, no i przede wszystkim uczniowie. A my już 26 czerwca, gdy pokonaliśmy ostatni schodek i stanęliśmy na szczycie z dumą mogliśmy stwierdzić – TO NASZ SZCZYT. Zdobyliśmy go! Zrobiliśmy to.

Z jakimi problemami w tej kwestii zwracali się do szkoły rodzice najczęściej?

Tak jak każdy proces, tak i proces zdalnego nauczania wymagał od obu stron i cierpliwości i zaangażowania i chęci wzajemnego zrozumienia. W pierwszym tygodniu zdalnej nauki w marcu – feedback rodziców był dla nas niezwykle cenny: że jest za dużo wysyłanej treści, za dużo rzeczy dostają dzieci na raz, każdy z nauczycieli łączy się w innej aplikacji: Messenger, Skype, Zoom, Whatsapp, nauczyciele wysyłają karty prac w różne miejsca: na e-dziennik, przez komunikator. Przez pierwsze dwa tygodnie panował chaos. To była nowa sytuacja zarówno dla nas pedagogów, jak i dla rodziców. Jeszcze nigdy we współczesnym świecie pandemia nie sparaliżowała tylu systemów gospodarki, w tym systemu edukacji. Sugestie rodziców, ich konstruktywna krytyka pozwoliły nam również na weryfikację, że albo będziemy robić to zdalne nauczanie dobrze, albo wcale – dlatego też i nasze zaangażowanie i poświęcony czas na szkolenia na platformie Google Classroom. Tutaj bardzo pomocne okazały się wypracowane relacje z rodzicami i wieloletnia dbałość o nie i szacunek.

Jednak raport z badania samopoczucia w czasie zdalnego nauczania pokazał nam smutną prawdę, iż zabrakło cyfrowej higieny. Pandemia przykuła nas do ekranów. Około połowa uczniów 49,5% i nauczycieli 51% twierdzi, że w dni robocze korzystała z internetu co najmniej sześć godzin dziennie. A przecież zgodnie z wytycznymi WHO, dziecko, np. 7-letnie powinno spędzać przed monitorem trzydzieści minut dziennie. Wśród uczniów, rodziców i nauczycieli obserwujemy symptomy nadużywania cyfrowych sprzętów. Jak ma się do tego wszystkiego wieloletnia profilaktyka przeciwdziałania uzależnieniom od mediów cyfrowych? Kłóci się to bardzo z tym, co przez wiele lat przekazywaliśmy naszym uczniom.

Co stanowiło największe wyzwanie dla kadry nauczającej?

Z raportu „Edukacji zdalnej w czasach Covid-19” – który stworzyli specjaliści Wydziału Pedagogiki UW, dowiadujemy się, że 59% nauczycieli nie chce prowadzić zdalnej edukacji. Szkoła stoi relacjami. Podstawą do tego, by prowadzić dobrze edukację zdalnie, jest zadbanie o kontynuację relacji nauczyciel – uczeń i relacji między uczniami. Dobre relacje są konieczne, by prowadzić dydaktykę. Nie wyobrażam sobie, by moi nauczyciele ograniczali się tylko do nauczania, bo wtedy uczniowie tracą ważne w edukacji poczucie bezpieczeństwa, przynależności do wspólnoty klasowej, relacje z nauczycielem. Kadra w SP9 w 99% oraz dzieci i rodzice biegle posługiwały się IT i poruszali w wirtualnym świecie. Największym wyzwaniem były emocje. Nauczyciele też bali się i boją pandemii a w momencie, gdy łączyli się z klasą, oprócz merytoryki i nowych zdalnych metod nauczania stosowali i wprowadzali w innym systemie kompetencje przyszłości: uczyli się sami i uczyli dzieci, jak pokonać strach, jak nim nie zarazić dzieci, bo strach jest zaraźliwy. Myślę, że w czasach zdalnego nauczania każdy nauczyciel był trochę psychologiem, trochę terapeutą, trochę kumplem, trochę nauczycielem. Mieliśmy setki takich przypadków, gdzie po lekcji na kolejne godziny zostawał nauczyciel, by porozmawiać z uczniem jeden na jeden. Na pewno wyzwaniem były emocje i sposób ich wyrażania. Nauczyciele chcieli stworzyć nowe warsztaty pracy. Jestem przekonana, że zdalna edukacja wymagała od nich i większego nakładu pracy i zaangażowania i większej ilości czasu. Na niektórych przedmiotach zadania testowe czy kartkówki były w formie ustnej jeden na jeden, a to wymagało dodatkowego czasu.

Nie ma dziś lepszej inwestycji niż inwestycja w edukację. Ważne, żeby nauczycielowi się chciało, żeby nauczał dzieci i młodzieży wtedy nawet w przypadku zdalnej edukacji na dobrym sprzęcie, musi go być na to stać, a zarobki nauczyciela są upokarzające. Chyba w żadnym znanym mi europejskim kraju, który ma tak dobrą edukację, pensja nauczyciela nie jest tak żenująca jak w Polsce. Kursy i szkolenia z myślenia krytycznego, czy z Designe Thinking lub z marki Osobistej i inne fajne narzędzia – obecnie są to bardzo ważne szkolenia, które wiele wnoszą i uczą świetnie, ale nauczycieli nie stać na taki luksus. Dlatego, jeżeli chcemy, by nasze dzieci były nauczane przez naprawdę świadomych i nienudnych nauczycieli – to warto ich doceniać finansowo, bo proszę mi wierzyć za słowa uznania, czy piękne podziękowania nie kupi się tabletu graficznego, czy internetu bezprzewodowego. Jestem dumna z moich nauczycieli. Jestem im ogromnie wdzięczna, że chciało im się chcieć zmienić praktycznie wszystko w tak krótkim czasie, zmienić i pokazać sobie i innym, że MOŻNA, że się da. Dziękuję im za to z całego serca.

Same dzieci na początku traktowały zdalne nauczanie troszeczkę, jako bonusowe wakacje. Jednak z czasem zatęskniły do rówieśników, nauczycieli, normalności.

Dzieci zatęskniły bardzo szybko. Bo tak jak człowiek potrzebuje w swoim życiu najbardziej obecności drugiego człowieka, tak dziecko zachowuje się w podobny sposób, by być szczęśliwe, potrzebuje rówieśników. Na początku, gdy rozpoczęto proces zdalnego nauczania, pojawiły się sugestie, by odstąpić od zajęć wychowawczych świetlicowych, by skupić się na podstawie programowej i jej realizacji. To od ucznia zależało, by robić więcej zajęć relacyjnych, niż ograniczać się jedynie do dydaktycznych. Zarówno od nauczycieli, uczniów, jak i rodziców mieliśmy informację, że po zakończeniu lekcji zdalnej uczniowie chcieli po prostu dalej rozmawiać ze sobą, z nauczycielem. Pandemia pokazała nam wszystkim, że tak jak w książce Ewy Radanowicz „W szkole wcale nie chodzi o szkołę”, tak w zdalnej szkole, chodziło o tu i teraz. Bardzo ważna była nauka nawyków. Dzieci musiały wiedzieć, że powinny wstać i że np. od 9 do 13 są w szkole, mimo że są w domu. Nawyki i konsekwencje były sukcesywnie ćwiczone. Podstawowym fundamentem edukacji są relacje społeczne, poczucie bezpieczeństwa, czyli to, co zostało zaburzone przez sytuację epidemiologiczną, ale też i ekonomiczną. Dydaktyka jest najmniej w tym procesie istotna. Bo czy dziecko z zaburzeniem, lękiem, z depresją będzie miało chęć , by uczyć się o pantofelku czy o twierdzeniu Pitagorasa?

Chodzą słuchy o kontynuacji zdalnego nauczania od września, jeśli sytuacja się nie zmieni. Czy Pani zdaniem zarówno rodzice, dzieci, jak i nauczyciele będą do takiej sytuacji już bardziej przygotowani?

Nie da się wrócić do szkoły jak gdyby nigdy nic. Przeanalizowaliśmy badanie Fundacji „Dbam o mój Zasięg” oraz raport „Zdalna edukacja gdzie byliśmy, dokąd idziemy”, wielu z nas nauczycieli nie zdaje sobie sprawy, co tak naprawdę stało się z ich uczniami. Do czego, jak opisuje Dr. Maciej Dębski, doprowadził wzrost czasu ekranowego. Często spotykam się ze zdaniami nauczycieli, że zdalny materiał będzie trzeba powtórzyć – w całości i idąc tokiem myślenia, że lepiej zrobić, co trzeba, albo wcale, doskonale ich rozumiem. Nauczyciele, przynajmniej z SP9, są już przygotowani. Na pewno wakacje dla wielu z nich, tak jak rozmawialiśmy ze sobą na ostatniej radzie pedagogicznej, będą dla nich czasem doskonalenia w narzędzia i innowacyjne zdalne metody nauczania, ale też wypracowaniem nowych technik sieci relacji zdalnej. Obecnie ja jako dyrektor szkoły jestem w trakcie przygotowywania wielu procedur, które ułatwią mi funkcjonowanie szkoły w systemie zdalnym, gdyby pojawił się wirus. Moim zdaniem w takiej sytuacji, w jakiej znalazła się nie tylko polska edukacja – sytuacja, jaką jest pandemia, jest za dużą odpowiedzialnością zrzuconą na barki dyrektorów. Dyrektorzy szkół nigdy do tej pory nie mieli do czynienia z taką sytuacją. Brakuje mi osobiście konkretnych, sprecyzowanych procedur. Wolałabym nie brać na swoje barki tak dużej odpowiedzialności. Mamy Ministerstwo, Sanepid, Urząd, np. weźmy zachorowania wśród nauczycieli – czy uczniowie mają przychodzić do szkoły, a nauczyciele z domu na kwarantannie? Wydaje mi się, że jeżeli mamy od września wprowadzić nowe regulacje, to one powinny już być, powinniśmy je już znać(nowe rozporządzenie covidowe). Kolejna wiadoma to podstawa programowa – moim zdaniem powinna być nowa, opracowana na czas pandemii, bo realizowanie obowiązującej w formie zdalnego nauczania to kpina i z ucznia, i z nauczyciela. Powinna być alternatywna podstawa, zgodnie z którą później będą przeprowadzane egzaminy. Jestem zdania, że nie da się przygotować dziecka na kolejne miesiące i dni izolacji. Kiedy przez cały okres trwania programu edukacyjnego uczymy dzieci, jak ważne są relacje i drugi człowiek. A czy rodzice będą przygotowani, tego nie wiem. O to należy spytać rodziców, każdy rodzic w indywidualny sposób podchodzi do tego zagadnienia i w różny sposób przeżywa całą tę sytuację, przeżywa lub jest obojętny, wyluzowany, neutralny. Tyle postaw, ilu rodziców. Dziś już wiemy, że ustalenia i decyzje odnośnie powrotu do szkoły będą w połowie sierpnia.

Przed nami druga część wakacji, to czas w którym raczej nie myśli się o szkole. Jednak chcąc „dmuchać na zimne” warto wykorzystać ten czas na przygotowanie do ewentualnej kontynuacji zdalnego nauczania lub nauczania w zupełnie nowej rzeczywistości. Co Pani zdaniem mogą zrobić rodzice w tym momencie?

Na pewno większy nacisk powinniśmy przyłożyć na naturę i nawyki dzieci, że jeśli znów rozpoczniemy zdalne nauczanie, e-lekcje , żeby dziecko wiedziało, kiedy jest szkoła, kiedy jest przestrzeń domowa. Kiedy w tym samym pomieszczeniu gra rolę ucznia, a kiedy syna czy córki lub brata czy siostry. Sprawdzoną rzeczą na moim własnym dziecku były ćwiczenia z uważności. Wadą zdalnego nauczania jest to, że dzieci, które i tak spędzały sporo czasu przed ekranem, będą spędzały go jeszcze więcej i więcej. Warto wprowadzić domowe rytuały, które będą eliminowały obcowanie z TV czy laptopem. Zalecałbym wspólne gry domowe, spacery, opowiadanie swoich wspomnień z dzieciństwa, tworzenie projektów, wspólnych prac, pisanie książek, gotowaniem. Zachęcam do tego, by wspólnie zdobywać nowe zdolności np.: robienie na drutach, na szydełku, wspólne gotowanie, nauka języka obcego, tworzenie mapy marzeń – to rada dla rodzica w domu na pracę z dzieckiem.

Ważnym aspektem oprócz samej organizacji jest przygotowanie i wytłumaczenie dzieciom, że nowy rok szkolny nie będzie już taki sam jak poprzednie. Jak to zrobić? Jak przygotować je do nowej rzeczywistości? Bo nie wszystkie dzieci zdają sobie sprawę, że świat chyba już nie będzie taki sam.

My na pewno będziemy prowadzić więcej zajęć z pielęgnowania relacji, może wprowadzimy elementy storytellingu. Tak naprawdę nie da się przygotować dziecka na coś, co dla nas dorosłych jest niewiadome. Świat po pandemii to będzie zupełnie inny świat niż przed nią. Polska szkoła na pewno będzie inna, bo i nauczyciele i uczniowie i rodzice po tym doświadczeniu są inni.

Jaka jest szkoła bez dzieci?

Szkoła bez dzieci? Jaka jest. Nie ma szkoły bez dzieci!! Szkoła to nie budynek, w którym się naucza, tylko społeczność, którą tworzą nauczyciele i uczniowie. Ale mogę powiedzieć Pani, jaka była przez te trzy miesiące pandemii. Była smutna, pusta, wręcz przerażająca. Tak naprawdę brak dzieci uzmysłowił nam, że my tęsknimy za ich hałasem, gwarem, tysiącami pytań, upierdliwością, szumem, bałaganem, za szaleństwem. Myślę, że pandemia pokazała nam też bardzo ważną kwestię wartości jaką realizowały szkoły. Szkoły, w których wartości były niejasne i niezadbane, po prostu nie dały rady. My w swojej szkole mieliśmy wartość szacunku – względem siebie, dzieci i rodziców. Wartości też przestrzegano na każdym kroku. I ten szacunek, ta cudowna atmosfera SP9, pozwoliło nam na to, by być dla siebie i innych ogromnym wsparciem. Albo Odwaga, bo odwaga też widnieje w naszym systemie wartości. Wielokrotnie każdy z moich nauczycieli i ja, stojąc nieraz przed trudną decyzją, co teraz zrobić, jak się zachować, kiedy pomyślał o odwadze, to od razu rozwiązanie się znajdowało. No i Miłość do tego, co robimy i do tego drugiego człowieka, bo bez tego nic nie urośnie i nie wyjdzie. Zdalne systemy potrzebują zdalnej miłości. Tej też się nauczyliśmy.

Dziękuję za rozmowę.

Elżbieta Stankowiak

Fot. w treści z archiwum Edyty Haraburdy. Autor – Piotr Fijałkowski Photography.

Fot. wyróżniające – źródło Pixabay.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *