„Tu Dorota Sokołowska” o miłości do świata, która daje szczęście

„Tu Dorota Sokołowska” o miłości do świata, która daje szczęście

Jej głos zna wielu z nas. Zazwyczaj to ona opowiada o innych. Sobą i swoim życiem dzieli się na blogu – TuDorotaSokolowska.pl. Dziś o książkach, ogrodzie, ludziach i miłości do świata, która daje szczęście, opowie na łamach mojego portalu – Dorota Sokołowska.

Obcasypodlasia.pl: Gdybym miała przygotować pytania z każdego zakresu Pani działalności, powstałaby z tego książka. Zacznijmy zatem może od najważniejszego – jaka jest Dorota Sokołowska?

Dorota Sokołowska: Jaka jestem? Myślę, że jak każda z nas, dziewczyn na obcasach- jestem kolorowa: szalona w tym, gdy jadę rowerem do swojego ogrodu, skupiona, kiedy piszę kolejne reportaże o ludziach, którzy mnie inspirują. Pogodna, gdy mówię w radiu do słuchaczy, cierpliwa do zadań w pracy, jakie przed sobą stawiam. Wdzięczna, gdy patrzę na swoje dzieci i przyjaciół, czuła wobec ukochanych. Mimo sporych przygód w życiu, które zrzucały mnie na samo dno rozpaczy – czuję się szczęśliwa, jasna w środku i pełna nadziei. Myślę, że jestem też szczodra w rozdawaniu uważności innym ludziom. Tak, bardzo lubię ludzi, zaprzyjaźniam się z nimi szybko i głęboko (śmiech). Jestem zwyczajna- Dorota Sokołowska to ktoś realny, mimo że wiele osób zna tylko mój głos.

Co jest Pani pasją?

Dorota Sokołowska: Moja pasja to także rozmowy z ludźmi, ciekawi mnie każdy spotkany człowiek. Lubię sobie wyobrażać, kim jest ktoś, z kim przeprowadzam rozmowę w radiu lub gdy zbieram materiał do książek. Chętnie oglądam z nim albumy do zdjęć, przyglądam się, jak urządził swój dom, poznaję najbliższych, patrzę, jaki jest prywatnie. Jestem zawsze wdzięczna za wpuszczenie mnie do swojego świata. Szybko przekraczam bariery i stajemy się przyjaciółmi. Mam sporo znajomych, nie tylko w świecie kultury i doprawdy jestem zaszczycona, poznając kolejne osoby. Z bardziej oczywistych pasji- lubię podróżować, gdy towarzyszą mi najukochańsi, jestem zawsze bardzo dobrym kompanem, bo z każdego miejsca, do którego trafiam, robię dom- ozdabiam kwiatami stół nawet w najobskurniejszym pokoiku i gotuję trzydaniowe obiady, nawet kiedy obok jest wykwintna restauracja (śmiech).

Co Pani lubi, co sprawia Pani przyjemność?

Dorota Sokołowska: Mówić metaforycznie? (śmiech) Lubię sens, który jest w literaturze, to ona stawia mnie na nogi, kiedy jestem zmęczona lub smutna, albo przeciwnie – wspomaga moją radość. Kocham czytać książki i w domu jest ich mnóstwo, moja biblioteka jest w kilku pokojach, ale najciekawsze książki mam zawsze przy łóżku i zazwyczaj czytam kilka pozycji naraz, w zależności od nastroju właśnie. Nauczyłam się czytać szybko, bo codziennie w Polskim Radiu Białystok, o 12.20 polecam ciekawe lektury, ale te książki, które są dla mnie ważne, dawkuję sobie po trochu, żeby zapamiętać jak najwięcej. Lubię też przyglądać się naturze: mam malutki ogród z drzewami brzoskwiniowymi, kilkoma rodzajami egzotycznych kwiatów i zwyczajnych, pamiętanych z dzieciństwa roślin. Uprawiam je z zachwytem, a one odwdzięczają mi się cudownymi plonami, w tym roku zebrałam kilka koszy brzoskwiń, choć martwiłam się o drzewko, znowu zaatakowane przez chorobę. Ale przezwyciężyło ją, wspierane moimi motywującymi przemowami do konarów. Tak, rozmawiam z roślinami, bo jestem częścią ich świata. Przyjemność sprawia mi także przyglądanie się ich cudownemu cyklowi – zwłaszcza kiedy sadzę lub sieję, a potem to wyrasta i …daje się zjeść. Poważnie mówiąc- obserwacja świata natury uspokaja moje skołatane serce, porywane przez współczesne czasy- by mieć wszystko, szybko i na zawsze. Nie muszę. Wystarcza mi śpiew ptaków wiosną i letni zapach lawendy, gdy leżę w trawie, patrząc w chmury.

Jak zaczęła się Pani przygoda z radiem? To ono wiedzie prym w Pani życiu?

Dorota Sokołowska: Radio to absolutny przypadek. Miałam być, jak większość osób w mojej rodzinie nauczycielką (pozdrawiam brać pedagogiczną, jesteście wspaniałymi wychowawcami!), ale w młodości fascynował mnie teatr i byłam wziętą recytatorką. Ćwiczyłam głos, modulację i po prostu, ktoś kiedyś mnie usłyszał i zaprosił przed mikrofon. Pracowałam na początku w Radiu Akadera, potem „podkupiło” mnie Radio Białystok. I tak od lat jestem na antenie radia przy Świerkowej, mówię czasem mało skromnie, za co przepraszam, że pokochaliśmy się z radiem miłością wzajemną. Wiele osób mówi mi, że mam ładny głos, ale pokazuję wtedy palcem niebo i dodaję, że nie moja to zasługa. Ja tylko mam obowiązek robić tym głosem coś miłego dla ludzi, bo On mnie potem rozliczy! (śmiech)

O kim lub o czym i dla kogo są Pani audycje?

Dorota Sokołowska: Jestem prezenterką, czyli prowadzę programy, przez wszystkie lata bywałam (z przerwami) porannym Głosem, który informuje zaspanego obywatela, jaki jest dzień, i dlaczego już tak późno (śmiech). Ale równie ważna działka w radiu – to redakcja, obsługa i prowadzenie pasma kulturalnego (niedziela, od 9-tej rano przez trzy godziny). Znaczy to ni mniej ni więcej, że pracuję od poniedziałku do piątku i w weekendy, z obowiązkowymi przerwami rzecz jasna. Ale to właśnie w weekendy dzieją się rzeczy kulturalne, więc bardzo często w piątek nagrywam, w sobotę jeszcze raz nagrywam, potem montuję, a w niedzielę…prowadzę program, przedstawiając wydarzenia. Zatem nie wiem czym jest zachwyt nad tekstem „piątek, piąteczek, piątunio”. Jestem też dokumentalistką. Lubię robić reportaże i audycje dokumentalne, przyglądać się historii, szukać pomysłów na pokazywanie starego Białegostoku i ważnych ludzi, którzy tworzyli miasto. Powiedziałam lubię? Wycofuję słowo. Ja to kocham, uwielbiam!

Jak powstają i skąd czerpie Pani do nich inspiracje?

Dorota Sokołowska: Inspiracje przynosi mi życie, czasem idzie to szkatułkowo. Oto jest spotkanie autorskie, promujące jakiś wydany album. Zazwyczaj na nim jestem i nagle okazuje się, że spotykam kogoś, kto ma niesamowitą historię do opowiedzenia, niby w temacie albumu, ale otwierającą nowy rozdział. Bo przecież na spotkania przychodzą różni ludzie, na przykład tacy, którzy zakładali ogród w Pałacu Branickich w latach pięćdziesiątych, albo kolekcjonerzy neonów lub właściciele niesamowitych skarbów, które chciałoby mieć każde muzeum. To zawsze jest pyszna opowieść –natychmiast umawiam się więc na kolejne nagranie. Jestem niepoprawną romantyczką, która chciałaby zdążyć nagrać opowieści wszystkich ludzi, którzy pięknie mówią i wiedzą o sprawie dużo. Nagrywając ich, montuję sobie w wyobraźni audycję, wymyślam dodatkowe dźwięki i muzykę, i od razu wiem, że coś będzie pięknym dokumentem. I zazwyczaj tak jest.

Nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba też mówić do ludzi…” takie słowa znalazłam na Pani blogu. Umiejętność rozmawiania z ludźmi, dostrzegania więcej niż widzą inni. To Pani zdaniem sprawia, że tworzony materiał nie jest jedynie zwykłą rozmową?

Dorota Sokołowska: Zapomnieliśmy już o tym, że rozmowa jest czymś najważniejszym w życiu, prawda? Pyta mnie pani o moje motto z bloga, przywołałam je, żeby pokazać coś najprostszego: oto najdoskonalsza forma kontaktu- ktoś coś do nas mówi, a my słuchamy go, nie po to, żeby zareagować, ale zwyczajnie wysłuchać. Jakie to jest trudne! Zwłaszcza w czasach Instagrama, Facebooka, gdzie jest zasada: akcja- reakcja. Czasami chcemy, żeby ktoś tylko posiedział przy nas, kiedy jest nam ciężko, posłuchał, dotknął dłoni. Nic nie mówił. Albo przeciwnie, mówił, ale nie o sobie, tylko o nas, z czułością i empatią. Uczę się powściągania mego „ja”, chowania go w cieniu i ćwiczę w doskonałości słuchania. Świat byłby piękniejszy, gdybyśmy mówili do rzeczy i do ludzi, a nie w kółko o sobie.

Skąd pomysł na prowadzenie bloga? Zajrzałam tam na chwilę, aby przygotować się do wywiadu i przyznam szczerze, że ugrzęzłam na dobre – nie mogłam się oderwać od Pani tekstów – mają w sobie coś takiego -ludzkiego. W piękny sposób pisze Pani o codzienności, którą mija każdy z nas.

Dorota Sokołowska: Bloga prowadzę od trzynastu lat, najpierw pisałam na stronie radia, teraz mam własny adres TuDorotaSokolowska.pl. Rzeczywiście piszę tam o swojej codzienności, o swoich dzieciach, o domu i ogrodzie, kotach, o miłościach mego życia i literaturze. Latem publikuję zawsze mniej, bo szkoda mi cudowności ranka, popołudnia i wieczoru; zamiast pisać, chłonę świat i stukam w klawiaturę tylko w środku głowy. Jesienią przychodzi właściwy czas na porządkowanie i teksty, staram się, żeby to było coś wartościowego, ważnego, z doświadczenia: więc piszę o samotności lub zmaganiach z pustką po śmierci bliskich, o domu, z którego wyjeżdżają i wracają dzieci. O mojej działce, którą uprawia mi z nieba mama i o historiach, które mi się przydarzają. Polecam, zapraszam i dziękuję tym, którzy regularnie mnie odwiedzają, widzę to (o słodka nowoczesności!) w specjalnym systemie, który publikuje mi statystyki czytelników. Jest ich naprawdę sporo. W świecie chaosu i natłoku informacji staram się nie zawracać im niepotrzebnie głowy!

Na swoim koncie ma Pani również kilka książek. Opowie nam Pani o nich?

Dorota Sokołowska: Dlaczego zdecydowałam się napisać kilka książek? Zawsze to było coś ważnego, przełomowego w moim życiu, kiedy decydowałam się na pisanie. „Dźwiękoczułość” – zajęła mi głowę po bolesnym rozstaniu z miłością mego życia, żeby nie umrzeć, pisałam reportaże o innych. „Bóg jest portem” – to książka, która pomagała mi wstać po ciężkiej, śmiertelnej zazwyczaj chorobie, z której Bóg mnie wyciągnął, mówiąc, że jeszcze nie czas. „Sekrety Łomży” powstawały po to, by opowiedzieć o moim bezpowrotnie utraconym domu po śmierci rodziców i pustce, jaka zawsze robi odejście mamy. Przemyciłam tam zresztą opowieść o miłości moich rodziców, byli ze sobą prawie pięćdziesiąt lat. Za mną, jak Pani słyszy, sporo bolesnych doświadczeń. Na razie nie będę pisać książki, bo czuję się szczęśliwa i niech tak zostanie (śmiech). To oczywiście żart, następna książka już powstaje.

Czym według Pani jest szczęście?

Dorota Sokołowska: Czym jest szczęście? Szczęście to miłość. Kiedy jesteś pełen miłości do świata, który cię otacza- jesteś szczęśliwy. Szczęście – to także dzieci. Moja wspaniała dwójka –Natalia i Mateusz są darem od Boga, moim sensem i pomocą, kiedy prowadzą mnie przez meandry cyfrowego świata. Ale to także przyjaciele i wszystko, o czym dziś rozmawiałyśmy. Jestem wypełniona miłością i wdzięcznością, że jestem. Pozdrawiam wszystkich, których znam i tych, którzy dopiero mnie poznają, wizualizuję sobie nasze spotkanie kiedyś, w sklepie, na ulicy, w kinie (śmiech). Zresztą, jedno z ostatnich najserdeczniejszych, zdarzyło się w kościele. Kiedyś po mszy świętej bardzo wczesnym porankiem podeszła do mnie pani i powiedziała „bardzo lubię pani słuchać, zawsze uśmiecham się, jak pani jest”. Jak tu nie być szczęśliwym? Moja słuchaczka za szybko wyszła, inaczej pewnie umówiłybyśmy się na kawę w centrum!

Dziękuję.

Elżbieta Stankowiak

Fot. Z archiwum Doroty Sokołowskiej

Zobacz także: Artykuły i wywiady

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *