W ramach akcji #WSPARCIENAOBCASACH o swojej marce Tullale opowiada Katarzyna Jakimiuk

W ramach akcji #WSPARCIENAOBCASACH o swojej marce Tullale opowiada Katarzyna Jakimiuk

Marka Tullale specjalizuje się w szyciu spersonalizowanych lalek. O jej powstaniu, działalności i dalszych planach opowiada Katarzyna Jakimiuk – założycielka marki.

Obcasypodlasia.pl: Czym zajmowałaś się, zanim powstała Twoja marka?

Katarzyna Jakimiuk: Z wykształcenia jestem rusycystką, jednak nigdy nie pracowałam w swoim zawodzie. Po ukończeniu studiów rozpoczęłam pracę w korporacji, a moja kariera trwała tam do momentu ciąży. Nigdy więcej tam nie wróciłam.

Jak powstała Twoja marka?

Pomysł na markę zrodził się tak, jak zapewne u większości szyjących kobiet, mam – tuż po przyjściu na świat mojego pierwszego syna. Już w trakcie urlopu macierzyńskiego za namową mojej siostry (której za to ogromnie dziękuję) wyjęłam zakurzoną maszynę i zaczęłam działać. Szycie samo w sobie nigdy nie było mi obce, ponieważ moja mama szyje odkąd pamiętam. Początki bywały różne. Nie wszystko wychodziło dobrze. Wszystko, co szyłam, trafiało do rodziny, a ja dzięki temu ćwiczyłam swój warsztat. Lalki również powstały przypadkiem – ale już nie przypadkiem stały się moim oczkiem w głowie. Być może dzięki temu spełniam swoje dziecięce marzenia i udowadniam, że młoda mama może sobie super poradzić z własnym biznesem.

Marka Tullale to?

Marka Tullale to głównie spersonalizowane lalki. To mój podstawowy i najważniejszy produkt. Cały czas go doskonalę i tworzę nowe modele. Jednak nie jest to jedyny projekt. Niedawno pojawiły się również poduszki dekoracyjne, a w planach są kocyki i inne akcesoria wystroju dziecięcej przestrzeni. Znaleźć mnie można na Facebooku i Instagramie. Na ten moment działam wyłącznie w świecie online.

Jak wyglądał proces jej budowania?

Marka powstała dość spontanicznie. Kilka przemyśleń, kilka planów. Tak naprawdę buduję ją cały czas. Stworzenie marki w dzisiejszych czasach jest wbrew pozorom trudne. Jest duża konkurencja, a internet jest już mocno przesiąknięty produktami z mojej branży. Dużo problemów miałam z samą nazwą marki: wszystkie, które przychodziły mi do głowy, były już zarezerwowane, bardzo długo szukałam też motywów, które by ją charakteryzowały. Myślę, że proces budowania nie kończy się nigdy. Wprowadzam zmiany cały czas, cały czas eksperymentuję tak, by była ona rozpoznawalna.

Czym jest dla Ciebie Twoja praca?

Moja praca jest przede wszystkim moją pasją i pomysłem na życie. Moja pracownia to miejsce, gdzie odpoczywam, uwalniam swoją kreatywność. Lubię sama decydować o swoim harmonogramie pracy i być niezależną od innych. To sobie w tym cenię. Jak mawiał Konfucjusz „Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu”. I to się u mnie sprawdza. Po urlopie macierzyńskim planowałam powrót do pracy, jednak okazało się to trudne. Z perspektywy czasu cieszę się, że tak się stało. Dzięki temu jestem na właściwym miejscu.

Co stanowiło dla Ciebie największą trudność, a co „dodawało skrzydeł” w powstaniu Twojej marki?

Największą trudnością okazało się samo zaistnienie w świecie internetu i social mediach. Na ten moment są to moje główne kanały sprzedaży. Jak wspomniałam wcześniej, internet jest przepełniony, można znaleźć w nim dosłownie wszystko bardzo często w mocno zaniżonych cenach. Potrzebowałam na to trochę czasu, jednak dzięki systematyczności buduję zaangażowaną społeczność na swoich profilach. Pewne bariery stwarzają też koszta: zakup sprzętu, tkanin to są dość spore wydatki. Nie ukrywam, że również przytłoczyła mnie ilość papierologii, jaką trzeba było zorganizować. Ogromną pomoc w tym czasie otrzymałam oczywiście od swojego męża. To właśnie on „dodawał mi skrzydeł”, kiedy już miałam ochotę się poddać. Muszę też dodać, że mam ogromne wsparcie ze strony swojej rodziny i bliskich, którzy wierzą w to, co robię – a to jest najbardziej mobilizujące do działania.

Jak sobie radzisz w czasach pandemii z działalnością marki?

Na początku pandemii zaobserwowałam znaczny spadek zamówień, tak naprawdę marzec i kwiecień były całkowicie martwe. Stanęłam w miejscu. Miałam chwile zwątpienia, ale po wielu przemyśleniach postanowiłam ten czas poświecić na reklamę i rozwijanie swoich umiejętności. W social mediach pojawiło się mnóstwo akcji wspierających lokalnych przedsiębiorców ( np. taka, jak Twoja), w których brałam udział. Widziałam, że mimo braku zamówień jest ruch na stronie i miałam nadzieję, że zaowocuje on w przyszłości. Powoli wychodzę na prostą. Przed nami Dzień Dziecka a dla mojej niewielkiej manufaktury to złoty czas. Nie ma co narzekać – trzeba wykorzystywać te zasoby, które posiadamy.

Jakie masz plany na przyszłość związane z rozwojem/działalnością marki?

Moja marka jest dość młoda, a jej rozwój przypadł na trudny czas, pokrzyżował mi wiele planów, jednak jestem pełna determinacji na dalszy rozwój. Moim punktem nr jeden na liście planów jest sklep internetowy, który ułatwiłby mi zdecydowanie pracę a moim klientom zakupy. Ogromnie pragnę też mieć swoją małą przestrzeń stacjonarnie, zapraszać klientów, móc z nimi porozmawiać. Jednak to wszystko w swoim czasie. W tym miejscu chciałabym też wspomnieć o nowym projekcie, który współtworzę z innymi rękodzielniczkami z naszego miasta. WyTwórcze – miejsce gdzie działa 7 wspaniałych i kreatywnych kobiet. Każda z nas jest inna, każda tworzy coś zupełnie innego, ale postanowiłyśmy połączyć siły. Na razie w świecie online, ale mamy też nadzieję na przestrzeń stacjonarną gdzie będziemy mogły się z Wami dzielić tym, co tworzymy każdego dnia.

Dziękuję.

Fot. Z archiwum Katarzyny Jakimiuk.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *