Wybierają życie.

Wybierają życie.

Przemierzają setki kilometrów, morzem lub lądem. Wszystko po to, aby pokazać chorym na raka, że nie można się poddawać i przede wszystkim trzeba cieszyć się każdą chwilą. Kiedy w 2015 roku ich pierwsza akcja nie powiodła się ponieważ jacht, którym płynęły na środku Bałtyku zaczął nabierać wody, nie poddały się i wróciły po niespełna trzech miesiącach, aby dokończyć dzieła. O fundacji OnkoRejs opowiada jej prezes – Magdalena Lesiewicz.

OP. Jak powstała Fundacja OnkoRejs?

ML. Na początku był pomysł rejsu. Rozmawiałam ze znajomym, który rozpoczął pracę w Centrum Wychowania Morskiego ZHP. Zaczął opowiadać o żeglowaniu dla osób niewidomych. Pomyślałam czemu nie dla onkologicznych? Znalazłam 11 dziewczyn i zaczęłyśmy działać, by popłynąć w rejs. Wypłynęłyśmy w maju 2015 roku, jacht zaczął nabierać i po 30 godzinach nasze wyzwanie zakończyło się akcją ratowniczą i ewakuacją na środku Bałtyku. Był szok i niedowierzanie, że projektu, o który walczyłyśmy tyle czasu, nie udało się zakończyć. Szybko pomyślałam jednak, ze w chorobie nowotworowej też czasami nie od razu udaje się osiągnąć zdrowie, przychodzą nawroty, depresje ale najważniejsze by się nie poddać. I my się nie poddałyśmy we wrześniu dokończyłyśmy nasz rejs, osiągnęłyśmy cel i dotarłyśmy do Visby.

Przez cały ten czas odzywało się do mnie wiele osób w trakcie lub po chorobie, że też chcieliby pokonać swoje słabości i pokazać sobie i innych, w tak spektakularny sposób, że dają radę, że mimo trudu, zimna, zmęczenia są w stanie to zrobić. Pomyślałam, że nie można tego zaprzepaścić jeżeli dodaje to nadziei i radości chorym i ich bliskim i postanowiłam założyć fundację. Fundacja Onkorejs – Wybieram Życie powstała w styczniu i udało jej się zrealizować już kilka inicjatyw i pomóc wielu ludziom.

OP. Jakie są jej cele ?

ML. Z roku na rok rośnie zachorowalność na raka ale wzrasta też odsetek osób, które są z niej wyleczone. Dlatego tak ważna jest profilaktyka i wczesne wykrycie choroby. Historiami osób, które uczestniczą w naszych projektach pokazujemy, że ta choroba może dotknąć każdego. Nie ważne ile masz lat, jak wyglądasz, gdzie mieszkasz choroba może dotknąć również Ciebie. Popatrz na nas. My też się nie spodziewaliśmy. Badaj się, bo tylko tak możesz uratować życie.

Poprzez zetknięcie się z osobami, które nie zamykają się w domu, a czerpią z życia pełnymi garściami pokazujemy też tym osobom, które usłyszały diagnozę rak, że jest szansa, że mogą żyć i mogą się cieszyć tym życiem pomimo choroby.

Najważniejsze jest jednak to jak wiele daje osobom biorącym udział w naszych projektach przepłynięcie Bałtyku czy marsz podczas OnkoRejsu Granicami Polski. Po pokonaniu własnych granic i osiągnięciu celu czują, ze poradzą sobie ze wszystkim. Wierzą w siebie i łatwiej im powrócić do codziennego życia.

OP. Czy członkowie Waszej Fundacji to tylko osoby, które przeszły bądź są w trakcie choroby onkologicznej?

ML. Nie tylko. Fundację wspierają też ludzie zdrowi. Przeważnie są to osoby bliskie chorym. Rodzina, przyjaciele. Wszyscy Ci, którzy chcą wspierać chorych. Często oni też mają za sobą ciężkie przeżycia. Strach o kogoś bliskiego gdy zachoruje jest przeważnie wielką traumą, a śmierć niewiarygodnym bólem. Praca na rzecz innych potrafi ukoić trochę te emocje, sprawić, by strata bliskiej osoby, którą zabrała choroba, nie poszła na marne.

OP. Skąd pomysł na rejs?

ML. Zawsze bałam się wody. Pływałam w kapoku, trzymając się kurczowo, nawet na rowerku wodnym. Po rozmowie z kolegą, o której piszę w odpowiedzi na pytanie pierwsze, pomyślałam muszę to pokonać. Pokonałam raka, to woda będzie mnie przerażać? Chciałam pokazać sobie i innym, że dam radę, że to, iż biorę leki, że czasami bolą mnie od nich kości, że co pół roku przeżywam koszmarny stres, pod gabinetem onkologa, nie oznacza, że nie mogę realizować wielkich wyzwań. Znalazłam dziewczyny, które też chciały pokonać własne słabości i popłynęłyśmy.

OP. W tym roku nieco zmieniłyście koncepcję i dodatkowo oprócz rejsu „żeglowałyście po lądzie”. Skąd taki pomysł i na czym polegała akcja?

ML. Odzywają się do nas również osoby, które na razie nie mają odwagi przełamać własnego, olbrzymiego strachu przed morzem. I dla nich przede wszystkim zorganizowaliśmy marsz. To też było wyzwanie. Ja np. szłam na trasie bieszczadzkiej. 140 km w ciągu 7 dni w górach. Pierwszego dnia 28 km, przez cały czas pod górę. Było bardzo ciężko. Ledwo szłam… Ale doszłam i czuję teraz wielką satysfakcję.

Mamy już datę OnkoRejsu Granicami Polski w 2017. Będziemy szli od 25 czerwca do 1 lipca. W marszu mogą wziąć osoby chore, te które zakończyły już leczenie oraz osoby zdrowe, które wspierają chorych. Przyszłoroczny rejs po morzu planujemy natomiast we wrześniu. Przygotowania do przyszłorocznych projektów już trwają.

OP. Organizujecie też inne inicjatywy?

ML. W przyszłym roku chcemy zorganizować OnkoRodzinkę – rejs dla dzieci onkologicznych i ich rodziców. Staramy się też działać w strefie publicznej. Prowadziliśmy rozmowy z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych na temat wprowadzenia turnusów rehabilitacyjnych w ramach prewencji rentowej dla wszystkich osób onkologicznych i udało nam się uzyskać obietnicę, ze zostaną one wprowadzone w przyszłym roku. Obecnie próbujemy wpłynąć na Ministerstwo Zdrowia, by ceny leków na raka, które wzrosły po 1 lipca br. powróciły do cen sprzed podwyżki. Mam nadzieję, że nam się uda.

OP. Co może Pani powiedzieć kobietom, która sądzą, że na badania profilaktyczne mają jeszcze czas?

ML. Też myślałam, że mam czas. Przeważnie robiłam coroczną kontrolę organizmu (usg brzucha, usg piersi, usg ginekologiczne, cytologię, prześwietlenie  i podstawowe badania krwi) ale przez ostatnie 2 lata przed chorobą ciągle coś się działo. Praca mnie pochłaniała. Odkładałam badania z dnia na dzień. Jednak Bóg chyba nade mną czuwał. Sama znalazłam guza w piersi. Był na tyle duży, że była groźba mastektomii. Po operacji miałam chemię, radioterapię, brachyterapię a teraz jeszcze przez kilka lat czeka mnie hormonoterapia. Gdybym wykryła wcześniej chorobę leczenie może byłoby mniej intensywne. Ale człowiek jest dziwnym stworzeniem. Słyszy o chorobach ale myśli mnie to na pewno nie dotknie, a gdy tak się dzieje jest zdumiony – jak to ja? Tak Ty. Każdy może zachorować i każdy musi się badać!

zdjęcie mojeFot. z archiwum Magdaleny Lesiewicz

Bardzo dziękuję za rozmowę i zapraszam na nasze strony: www.facebook.com/onkorejs oraz www.onkorejs.pl.

Dziękujemy
ObcasyPodlasia.pl

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.