Wielka Pardubicka – czyli codzienny wyścig szczurów

Wielka Pardubicka – czyli codzienny wyścig szczurów

Coraz częściej zgłaszają się do mnie klienci bez problemów. Wydawałoby się żyć nie umierać. Mnie jednak zastanawia fakt, że ludzie, którzy są szczęśliwi, którym się układa, a nawet osiągnęli sukces, nieustająco szukają dziury w całym.

Nasze społeczeństwo ma chyba wpojoną z mlekiem matki potrzebę dążenia do… czegoś. Ciągle za czymś gonimy. Musimy gonić! Jak nie gonisz, to jesteś frajer bez potencjału, aspiracji, ambicji, przyszłości! To znaczy, że spocząłeś na laurach, przestałeś się rozwijać! Zwijasz się.

Żyjemy w ciągłym napięciu. Niczym struna przeciągamy i naciągamy siebie do granic możliwości.

Kiedy się rozluźniamy, zaczynamy myśleć, że coś z nami nie tak! Najpewniej o czymś zapomnieliśmy, zgubiliśmy czeklistę, coś wyleciało nam z głowy…

Kobiety mają tendencję do przepracowywania się i konieczność robienia „czegoś’ przez cały dzień.

Poleżenie i poczytanie książki, aromatyczna kąpiel, czy leniwy spacer to dla nas niemal ujma.

Szczycimy się tym, że jesteśmy zarobieni, przepracowani, niedospani. Wielokrotnie podczas spotkań biznesowych oglądam z zaciekawieniem licytacje dotyczącą tego, kto, ile godzin śpi. Cztery, pięć wydaje się czymś bardzo na miejscu, kiedy mówię, że muszę spać co najmniej osiem, widzę spojrzenia pełne politowania i słyszę komentarze – Ty to masz dobrze – w domyśle – nie to, co ja.

Nikt już nie ma czasu na planowanie odpoczynku, czy wakacje. Najgorsze jest to, że ludzie się tym szczycą! Niektórzy nawet nie mają przestrzeni, by wystawiać faktury za wykonane usługi!

Dokąd to prowadzi?

Miał dopiero 35 lat i dostał zawału.

Tak dobrze zarabia, a został/ła zupełnie sam/a, partner miał już dość ciągłej samotności.

Wyjechał z rodziną na wakacje i umarł, wylew. Taki młody człowiek.

Udar zupełnie wykluczył go z życia zawodowego, a tak świetnie sobie radził.

Niedobrze mi, kiedy coś takiego słyszę.

Pędzimy jak dzikie konie w wyścigu o co?

Licytujemy się godzinami pracy, brakiem snu, ilością kontraktów. Czujemy dumę z tego, że mamy gorzej niż inni, że bardziej harujemy.

Codziennie wkładamy zbroję, klapki na oczy, szykujemy się do wyścigu i pędzimy! Wieczorem padamy na twarz w poczuciu, że nie zdążyliśmy zrobić wszystkiego.

Po co to wszystko?

Żeby udowodnić sobie i innym, jacy jesteśmy fantastyczni. By pokazać swoją siłę, mieć kontrolę nad swoim życiem.

A co by się stało, gdybyś zwolnił? Zatrzymał się, posłuchał siebie? Gdybyś zdjął pancerz?

Wiem, to niedopuszczalne. Jeszcze by się okazało, że pędzisz w niewłaściwym kierunku, że koszty, które poniosłeś są niewyobrażalne, a może nawet, że panicznie boisz się zostać przez chwilę sam, bo wiesz, że to Cię rozwali, być może popłyną łzy, bo w tym wszystkim zapomniałeś i zaniedbałeś siebie. Jedyną istotę, z którą na pewno spędzisz resztę swojego życia.

Ja nie wiem, co jest lepsze. Łapię się jednak na tym, że czasami boję się długich, samotnych weekendów, bo wtedy mogę usłyszeć głos małej Basi, który, coś mi się wydaje, może dotknąć mnie do żywego i nakazać przemyślenie niektórych spraw.

Ale wiecie co, jestem ciekawa, co ma mi do powiedzenia, bo to moje życie i nie chcę przebiec przez nie, nie wiedząc, co było naprawdę ważne.

Jeśli to i Twój czas na przemyślenia, a może i CzasNaEfekty i znalezienie balansu w życiu, to zapraszam Cię na coaching.

Jeśli rozważasz pracę ze mną, to zapraszam Cię na sesję wstępną. Zobaczymy, za czym gonisz i za czym tęsknisz.

Autor: Barbara Lech

Dyrektor Izby Coachingu oddziału na Śląsku.

www.barbaralech.pl

Fot. wyróżniające – źródło Pixabay

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *