Z cyklu kobieta sukcesu – Magdalena Gołaszewska.

Z cyklu kobieta sukcesu - Magdalena Gołaszewska.

Zapraszamy do kolejnego wywiadu z cyklu „Kobieta sukcesu”. Tym razem rozmawiamy z Magdaleną Gołaszewską dziennikarką TVP Białystok.

OP. Pani Magdo kiedy próbowałam znaleźć trochę informacji na Pani temat w sieci napotykałam na hasła : „najpiękniejsza dziennikarka Podlasia”, „ ulubiona białostocka Celebrytka”. Czy odbiera Pani siebie jako naszą Podlaską Celebrytkę?

MG. A to ciekawe…Cóż, dobrze wiemy, że informacje w sieci są dość wybiórcze i czasem zaskakujące. Są śladami pewnych opinii. Ale dobrze mieć do nich odpowiedni dystans. Zacytowała Pani pochlebne słowa, to bardzo miłe przeczytać je pod swoim adresem. Ale naprawdę się z nimi nie utożsamiam… Fakt, że kiedyś zgłoszono moją kandydaturę do wyborów „najpiękniejszej białostoczanki” i to była dla mnie spora niespodzianka i przygoda. Znalazłam się pośród grona świetnych kobiet z naszego miasta. I do dziś można właśnie o tym poczytać w sieci. A czy czuję się celebrytką? Zdecydowanie nie. Oczywiście to zawsze dodaje skrzydeł, gdy ktoś podchodzi do mnie w sklepie, urzędzie, czy parku – i mówi, że ogląda moje programy i je lubi. To takie budujące, daje zwrotną informację o tym, co i jak robię. Niezaprzeczalnie moja praca niesie ten walor rozpoznawalności i pewnej popularności – ale nie przeceniam tego. To pewien dar, dodatkowy atrybut pracy w mediach. Ale nie lubię, gdy ktoś popada z tego powodu w nieuzasadnioną butę. Ja jestem od tego bardzo daleka. Słowo! Jeśli już czuję się jakoś obdarowana przez ludzi ich uwagą i zainteresowaniem – to poczytuję to sobie za zaszczyt i wielką radość.
I bardzo chętnie dzielę się tą radością z innymi. Jeśli już odnajduję się w tej kategorii miejscowych celebrytów – to wtedy, gdy mogę w ten sposób komuś pomóc: np. w akcjach charytatywnych, koncertach, kwestach. To jest wielka wartość, którą sobie bardzo cenię.

OP. Zdarza się, że w czasie prywatnym np. na zakupach jest Pani rozpoznawana jako „Pani z telewizji”?

MG. Oj, tak. Już o tym wspomniałam. To zawsze takie fajne, zaskakujące chwile. Kiedy ludzie rozpoznają mnie w wersji całkiem prywatnej, bez charakteryzacji, eleganckich sukienek. I mówią miłe rzeczy. Doceniam to bardzo. Nie każdemu chce się podejść do nieznajomej osoby i podzielić się czymś miłym. Więc przyjmuję to z niezmienną radością i uśmiechem. I zwykle rozwija się z tych spotkań miła pogawędka. Zachowuję w pamięci różne takie spotkania, parę z nich było naprawdę zabawnych. Kiedy ktoś dziwi się, że jestem mniejsza, drobniejsza, niż wydaję się w studiu. Albo stwierdza, że na żywo wyglądam całkiem nieźle, młodziej niż przed kamerą. Często też ludzie zwracają się do mnie z prośbą o pomoc, o jakąś interwencję. To też element tej dziennikarskiej pracy i rozpoznawalności. I nasze dziennikarskie zobowiązanie wobec innych. I oczywiście staram się pomóc.

OP. Będąc gościem ostatniej edycji Przedsiębiorczej Kobiety w Białymstoku miałam okazję podziwiać z jakim spokojem i opanowaniem, a jednocześnie profesjonalizmem prowadziła Pani spotkanie.Takich umiejętności nabywa się w trakcie pracy czy trzeba to coś po prostu w sobie mieć?

MG. Ale miłe słowa, dziękuję. Uwielbiam takie działania, spotkania z ludźmi. Kiedy czuję energię po drugiej stronie, kiedy widzę twarze i jest szansa na zbudowanie pewnych emocji i wzajemnej wymiany energii. To nieco inny rodzaj doświadczenia, niż taka czysta dziennikarska praca. Kiedy siedzi się w studiu, przed kamerą, rozmawia z zaproszonym gościem. Nie ma wówczas szansy na obserwowanie reakcji na nasze słowa, działania. A takie spotkania, jak te z cyklu „Przedsiębiorca Kobieta”, czy też koncerty, gale, które zdarza mi się prowadzić – dają inny rodzaj przeżyć i umiejętności.To rzeczywiście inny rodzaj doświadczenia, praktykowania . Umiejętności, które trzeba opanować. Ale nie da się tego powielać mechanicznie, bez emocji. Pasja jest bardzo ważna. Prawda. Ludzie na widowni zawsze poczują, czy jesteśmy szczerzy i prawdziwi. Czy lubimy to, co robimy. Jesteśmy sobą. Ja bardzo lubię takie spotkania, takie wzajemne oddziaływanie. Bardzo dużo mi to daje, dodaje skrzydeł.

OP. Od czego zaczęła się Pani kariera w TVP?

MG. Hm… To ciekawe, bo telewizja nie była moim planem na życie. Studiowałam prawo na Uniwersytecie Warszawskim i zaczęłam współpracę z zaprzyjaźnioną firmą, która produkowała programy edukacyjne dla I programu TVP. To miała być dodatkowa praca na studiach. Pewien epizod w życiu. Po studiach próbowałam się dostać na aplikację sądową i pracowałam przez pewien czas w dziale prawnym jednego z banków w Warszawie. Ale telewizja już się we mnie zadomowiła i to zasiane ziarenko, rosło gdzieś tam w środku. Kiedy zdecydowałam, że wracam do Białegostoku, okazało się, że powstaje tu ośrodek telewizyjny. I pomyślałam, że to znak. Złożyłam swoje podanie i CV. I szybko znalazłam się w gronie dziennikarzy tworzącego się TVP Białystok. Moje medialne doświadczenia warszawskie – okazały się bardzo cenne. Wtedy przecież wszyscy uczyliśmy się pracy dziennikarskiej. To były niezwykłe czasy, wielu z nas traktowało budynek przy Włókienniczej jak drugi dom. Zapał był ogromny. Przez pierwsze lata traktowałam co prawda tę pracę w telewizji, jako okres przejściowy. Zamierzałam wrócić do drogi prawniczej. Ale bakcyl telewizyjny wygrał. Pokochałam to. I zrozumiałam, że to jest moje miejsce. Tu się spełniam.

OP. Zdawać by się mogło, że Pani praca ma same pozytywne strony: poznaje Pani ciekawych, sławnych ludzi, w pięknych strojach występuje jako prowadząca najważniejsze wydarzenia w regionie. Jak jest w rzeczywistości mimo tych wszystkich pozytywów jest to ciężka praca?

MG. Stawia Pani dobre pytania. Ten zawód jest niezwykły, porywający. I dla części ludzi – wydaje się taki bajkowy, pełen blichtru i blasku fleszy. Ale to oczywiście tylko drobny wycinek dziennikarskiej pracy. Taka wisienka na torcie. Gdy stajemy w studiu, czy na scenie – i możemy poczuć tę magię telewizji, sceny. To niezapomniane chwile. Ale poprzedza je żmudna praca. Codzienność. Zdobywanie informacji, szukanie tematów, docieranie do rozmówców. Siedzenie przed laptopem do później nocy, setki rozmów przez telefon. Moi rodzice mają często o to do mnie żal. Bo często moje wizyty u nich spędzam ze słuchawką przy uchu. Do tego jest stres, napięcie, tempo – które są naturalną częścią dziennikarskiej profesji. Trzeba zbudować jakiś system odporności na presję i na krytykę – bo przecież wszyscy mogą oceniać naszą pracę. Taka jest uroda tego zawodu. Poddajemy się opinii innych. Nie zawsze są to pochlebstwa. Ale ja jestem szczęśliwym człowiekiem, mogąc robić to co robię.

OP. Zawód jaki Pani wykonuje stał się jednocześnie pasją?

MG. Oj tak. Czasem się nawet zastanawiam, czy to zawód? Czy to raczej rodzaj cech, umiejętności? Dzięki niemu sama wciąż się rozwijam. Każdy program – to spotkanie z nowym człowiekiem, nowym tematem. To ciągła nauka i zaskoczenia. To też bardzo cenię w tej pracy, że wciąż popycha do przodu. Bo trzeba wiedzieć więcej, zrozumieć, dociec przyczyn. I daje szansę na kontakt z ludźmi. Przeróżnymi! Czy kiedykolwiek poznałabym tylu podróżników, polityków, sportowców, naukowców, artystów? Czy wiedziałabym, tyle o medycynie, operze, polityce, gdyby nie ta praca? Czy znałabym siebie tak dokładnie, jak dziś? Pewnie nie.

OP. Pamięta Pani najtrudniejszą dla siebie sytuację przed kamerą?

MG. Bardzo lubię pracę na żywo. Kiedy wszystko może się zdarzyć. To taka prawdziwa, intensywna telewizja. Tu i teraz. I oczywiście wymaga doświadczenia i odporności. W takich właśnie chwilach niezbędne są dziennikarskie ostrogi. Bo trzeba reagować na gorąco na zmieniającą się sytuację. Działać spontanicznie, a przytomnie. Każdy z dziennikarzy ma na swoim koncie takie trudne chwile, gdy działo się coś poza planem. Albo pojawiały się emocje nie do opanowania. I to właśnie takie sytuacje są dla mnie najtrudniejsze. Gdy trudno mi opanować wzruszenie, albo smutek. Kiedy moja osobista postawa bierze górę nad dziennikarskim obiektywizmem. Miałam takie trudne rozmowy w studiu, po śmierci Papieża Jana Pawła II i po tragedii w Smoleńsku. Wtedy przestawałam być dziennikarzem, a czułam się Magdą.

OP. Jaki jest Pani sposób na odreagowanie pracy, stresu? 

MG. Nie jestem nerwowym człowiekiem. Cenię spokój. I staram się ten zawodowy stres pozostawiać na zewnątrz mnie. Nie wpuszczać go za głęboko do mojej świadomości. Wolę się karmić dobrymi uczuciami. Kiedy mam ciężki dzień, gonitwę myśli, napięcie – szukam wyciszenia najprościej jak się da. W sobie. W oczach mojej córeczki. W jej głosie. W domowym cieple. W ciszy wokół. Lubię też jogę i ona zawsze pomaga w odzyskaniu równowagi.

Autor zdjęć: Paweł Tadejko.

Dziękujemy.
ObcasyPodlasia.pl

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *