„Znam algorytm do siebie samej, więc jestem szczęśliwa!” Dorra Ostrożańska

"Znam algorytm do siebie samej, więc jestem szczęśliwa!" Dorra Ostrożańska

O leonardowskiej Curiosita, archetypach bogiń, herstorii, szczęściu i urealnianiu aspiracji rozmawiam z Dorrą Ostrożańską. Kim jest i czym się zajmuje? Zapraszam do lektury wywiadu.

Obcasypodlasia.pl: Kiedy szukałam w sieci szczegółowych informacji na Twój temat, to przyznam, że to, co znalazłam nawet w połowie nie odzwierciedla – moim zdaniem – ilości Twoich działań. Opowiedz nam proszę zatem, co było pierwsze. Od czego zaczęła się Twoja droga zawodowa i jak doprowadziła Cię do miejsca, w którym obecnie jesteś?

Dorra Ostrożańska: Masz rację Elu. To prawda! Charakterystyka mojej osoby i moich działań w sieci nie jest pełna. I przyznam, że ostatnio mocno waham się nad odpowiedzią, czy to dobrze, czy źle. Bo przecież profesjonalnie byłoby na bieżąco informować social media o wszystkich sukcesach, przedsięwzięciach, lekcjach życia, wyzwaniach, zadowolonych klientach…

A jednak mimo świadomości, jak ważne jest budowanie marki osobistej w sieci, bardzo często rezygnuję z aktywności online na rzecz uważnego bycia offline.

Od jakiegoś czasu zadaję sobie pytanie, w którym ze światów jestem i żyję bardziej; zarówno z potrzeby słuchania wewnętrznego głosu, upominającego: „za długo już jesteś na fb”, jak i z obserwacji najbliższych, którym doskwiera brak mojej autentycznej obecności, choć siedzę obok. Nie wiem więc, czy informacji odzwierciedlających ilość moich działań przybędzie.

Jeśli zaś mowa o moim pierwszym doświadczeniu zawodowym, to przyznam, że lubię je wspominać. Jestem m.in. absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, biolożką, która obroniła tytuł mgr w instytucie genetyki. W czasach studenckich jednak, poza uzyskaniem tytułu naukowego na wydziale matematyczno-przyrodniczym, zdobyłam dodatkowe kwalifikacje. Przez cały czas dziennego studiowania pracowałam, utrzymywałam się samodzielnie i uczęszczałam na kursy i szkolenia: naukę języków obcych, komputerowy, kosmetyczny, profesjonalnej obsługi klienta, kreatywności, negocjacji.

Praca podczas studiów, początkowo dorywcza w handlu, później stała, bo współwłaścicielki punktu targowego, wymagała ode mnie kierowania budżetem, planowania sprzedaży, zapewniania zbytu, prowadzenia dokumentacji księgowej, czyli tego wszystkiego, co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania podmiotu gospodarczego.

Jeszcze pod koniec studiów działalność tę zaczęłam łączyć z obowiązkami przedstawicielki regionalnej jednej z największych wówczas polskich agencji promocyjnych. Zajmowałam się przygotowywaniem i obsługą akcji konsumenckich i eventów BTL, promocją i doskonaleniem kadr. Na początku satysfakcjonującej obydwie strony współpracy zaproponowano mi w tej agencji etat, a ja zgodziłam się i przez kilka lat kolejno byłam koordynatorką ogólnopolskich projektów konsumenckich, trenerką sprzedaży, menedżerką działu obsługi klienta. Zdobyłam rozległe doświadczenie w zarządzaniu, organizacji i ewaluacji działań reklamowo–promocyjnych takich jak: samplingi, animacje, degustacje, wydarzenia typu „roadshow”, eventy, pikniki, koncerty, impresariat artystyczny.

W tym samym czasie zainteresowałam się również jednym z ogłoszeń Avon Cosmetics Polska, zamieszczanych na łamach poczytnych wśród kobiet miesięczników („Twój Styl” z czerwca 1996! mam to ogłoszenie – zbieram takie artefakty!) i zostałam konsultantką. A ponieważ zależało mi na satysfakcjonujących wynikach, po niespełna 5 miesiącach od podpisania umowy zostałam uhoronowana prestiżową odznaką „Klubu Róży” i znalazłam się w zaszczytnym gronie najlepszych konsultantek w Polsce. To był mój pierwszy sukces w korporacji, w której przepracowałam 20 lat na różnych stanowiskach i której wiele zawdzięczam

Przywołując wspomnienia, widzę wyraźnie, że od zawsze wiele działań z wielu dziedzin łączyłam podejmując wiele wyzwań równolegle. To niesamowite! Nic się pod tym względem nie zmieniło!

Dziś, jako masterka metodologii RMP® wiem, że to sprawka mego unikalnego, jedynego w swoim rodzaju rozdania motywatorów determinujących mnie do działania, zwłaszcza silnej stymulacji CIEKAWOŚCI/ potrzeby zdobywania wiedzy i IDEALIZMU/pragnienia działań pro bono i angażowania się w sprawy społeczne. Znam algorytm do siebie samej, więc jestem szczęśliwa!

Wszystko dzięki Reiss Motivation Profile®️ opracowanym przez zespół profesora Stevena Reissa, cenionego eksperta psychiatrii i psychologii klinicznej z Ohio State University – narzędziu diagnozującym wewnętrzną motywację człowieka. To naukowo opracowane podejście o solidnej bazie badawczej, oparte o metodykę naukową i potwierdzone 9000 badań na ponad 25 000 respondentów z 4 kontynentów.

Od pierwszego wejrzenia nie tylko zrobiło na mnie wrażenie, ale i przekonało mnie o potędze diagnostyki motywacji. Prof. S. Reiss w 2014 roku trafił na „Panteon Moich Osobistych Autorytetów”, od ponad 5 lat integruję w sobie jego przesłanie zachęcające do posiadania, rozumienia i stałego poprawiania własnej zdolności do osiągania szczęścia w życiu poprzez realizację najważniejszych dla mnie wartości. Korzystam z RMP® na planie osobistym i zawodowym prowadząc dwa projekty: Urealniaj aspiracje. i My, Kobiety… oraz łącząc pracę z narzędziem z coachingiem, facylitacją, mentoringiem, doradztwem zawodowym, szkoleniami.
A moja nienasycona leonardowska Curiosita wciąż „każe” mi podejmować nowe wyzwanie za wyzwaniem i ciągle jej/mi mało…

Bardzo wspierasz różnego rodzaju inicjatywy skierowane do kobiet. Opowiedz proszę o Twoich działaniach związanych ze 100-leciem kobiet.

100-lecie Kobiet to wielka sprawa w moim życiu. Choć idei tej dedykuję swoje zasoby w zasadzie krótko, bo zaledwie od 8 marca 2018, za każdym razem, kiedy działam dla 100-lecia, czuję piękne wewnętrzne drżenie, utwierdzające mnie w przekonaniu o sensie i celu tego przedsięwzięcia. A miało ono być oddolnie działającą inicjatywą podjętą tylko „na chwilę”, tj. na 2018 rok, w którym kobiety w Polsce obchodziły setną rocznicę uzyskania praw publicznych i wyborczych! Okazało się jednak, że zdecydowana większość inicjatorek projektu nie wyobrażała sobie zakończenia tego WIELKIEGO tematu, który nas połączył. Działamy więc dalej.

Jako dar i zaszczyt postrzegam współpracę z Małgosią, Ewą, Bożenką, Martą, Elizą i wszystkimi, którzy nas w działaniach wspierają. Dziewczyny inicjatorki są niesamowite; wzruszam się, kiedy tylko myślę o naszej energii, kreatywności, wzajemnym wspieraniu się i nieustannym poszukiwaniu dróg do realizacji celów, które sobie założyłyśmy. Synergia nas łącząca jest fenomenalna. Stanowimy ekipę sprawdzoną „w boju”; wspólnie zrealizowałyśmy już kilkadziesiąt mniejszych bądź większych wydarzeń, obejmując ich zasięgiem setki kobiet z różnych grup wiekowych i społecznych. Przeszłyśmy niejedno jak każdy zwycięski zespół, który aby osiągać cele i iść do przodu, potrzebował doświadczyć całego spektrum pracy kolektywnej, od formowania się przez różnicowanie i konstruktywne konflikty, normowanie, weryfikację zasad współpracy, aż do maksymalnego angażowania się, brania współodpowiedzialności i podnoszenia wydajności.

Nieobce nam zalecenia Patricka Lencioniego i system holakratyczny – w naszej grupie każda jest taką samą liderką zmian, od pierwszego dnia działamy na zasadzie samoorganizującego się teamu dziewczyn, które zgłaszają pomysły, wzajemnie inspirują się i wspólnie je realizują.

Każda z nas ma swoją działkę w 100-leciu, bo jesteśmy z różnych środowisk: biznesowych, pozarządowych, edukacyjnych, społecznych. Obserwuję, że potrafimy pracować, angażując się w działania dla nas nowe, stanowiące wyzwania, ucząc się od siebie wzajemnie, co gwarantuje każdej z nas rozwój i poszerzanie horyzontów. Myślę też, że w dużej mierze mobilizuje nas potrzeba wzajemnego wspierania się, czego efektem ubocznym jest bezwzględne zaufanie i 100% poczucie bezpieczeństwa, iż jeśli którejś z nas coś umknie, to na 100% nie umknie to innej.

Pojawiłam się w 100-leciu jako trenerka – pomysłodawczyni triady warsztatów: „Boginie, które żyją w każdej Kobiecie – archetypy Kobiecości”, „Samoocena jako jeden z filarów poczucia własnej wartości” i „Autentyczność w budowaniu marki osobistej”.

Cykl nie był przypadkowy, układał się w logiczną całość, sądziłyśmy z Julką Kobus, moją przyjaciółką, która bardzo mnie na początkowym etapie funkcjonowanie w 100-leciu wspierała, że trafimy z cyklem do stałej grupy odbiorczyń. Tymczasem uczestniczki nas zaskoczyły! Na każdy z warsztatów przybyły zupełnie inne grupy docelowe. Warsztaty ewoluowały, pojawiły się nowe pomysły na ich poszerzenie i kontynuację, które „od ręki” zrealizowałam zapraszając do współpracy kolejne osoby gotowe dołączyć do projektu. „Twój głos się liczy – wyraź go!” z Anią Klebus, „Pauza” z Gosią Górską, „Afrodyzja” z Joasią Grabowską – zaproszenia na kolejne warsztaty rozwojowe rozchodziły się w oka mgnieniu…

Uwielbiam działania na etapie realizacji których pojawiają się wyzwania, procesy żyją i wymagają elastyczności, nie do końca wiadomo, co w efekcie nieustannego przekształcania i metamorfoz powstanie. Zawsze powstaje coś absolutnie fantastycznego, trafionego w punkt, w potrzeby uczestniczek. Potrafię też dzięki certyfikatowi Bronze Level Kirkpatrick Four Levels® Evaluation Certification świadomie procesem projektowania szkoleń zarządzać. To właśnie z ewaluacji wiemy, że treść i sposób realizacji warsztatów dla 100-lecia doceniły dziesiątki pań i ich bliskich.

W ubiegłym roku zaproponowałam, by 100-lecie Kobiet dołączyło do międzynarodowego projektu Time for Empathy Project, dedykowanego propagowaniu Porozumienia bez Przemocy® Marshalla Rosenberga, NVC® – Nonviolent Communication®. Kontynuujemy to, właśnie trwają tegoroczne Dni Empatii, a my w ramach „Maratonu Empatii” znów prowadzimy warsztaty, na których uczymy się mówić „Językiem Żyrafy”, zwanym też „Językiem Serca”.

To ważne, bo z przemocą słowną, emocjonalną i fizyczną spotykamy się na co dzień. Niestety tę samą przemoc na co dzień też stosujemy, z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Ponadto, kiedy uświadomimy sobie, że przez setki lat jako kobiety nie miałyśmy za wiele do powiedzenia, głównie za przyczyną nieprawdopodobnych i niemających nic wspólnego z prawdą dziwnych teorii wygłaszanych przez filozofów, naukowców i autorytety płci męskiej; kiedy dotrze do nas z całą brutalnością i absurdalnością, że dopiero 100 lat temu mogłyśmy pójść do urn, na studia, do pracy… dociera do nas także, że jako beneficjentki tej części historii człowieczeństwa mamy „pod górkę” z adekwatnym poczuciem własnej wartości, samorealizacją, asertywnością…

Wyznaczone nam kulturowo, społecznie i ekonomicznie wzorce i role nie pomagają – zapominamy o swoich uczuciach i potrzebach lub nie dopuszczamy ich do głosu. Jako Trenerka Komunikacji opartej na Empatii mam misję, by podczas autorskich, opracowanych na potrzeby 100-lecia warsztatów „Twoje uczucia i potrzeby są ważne – poznaj je” oraz „Weź odpowiedzialność za uczucia – czy znasz „killerów” Empatii?” edukować, uświadamiać, inicjować zmiany w myśleniu, pomagać.

Fascynuje mnie też temat HERstorii, a owocem tej fascynacji jest Herstoryczny Białystok – przestrzeń służąca popularyzowaniu wiedzy o niezwykłych kobietach, które żyły, mieszkały, tworzyły i działały na terenie województwa podlaskiego. Okazuje się, że to zazwyczaj kobiety, o których niewiele wiemy, a których osiągnięcia miały istotny wpływ na rozwój kultury, sztuki, edukacji, polityki czy gospodarki w naszym regionie.

Przestrzeń stworzyłam w hołdzie tym wyjątkowym paniom, a jako certyfikowana w kwietniu br przewodniczka PTTK po województwie podlaskim z pasją odkrywam ich historie, z pomocą historyczek i historyków rekonstruuję ich życiorysy, poszukuję ich śladów, a potem opracowuję i współprowadzę po tych śladach spacery herstoryczne.

Niespełna tydzień temu nie tylko prowadziłyśmy z Martą Siemieniuk spacer herstoryczny dedykowany Jadwidze Ewie Klimkiewiczowej; zrealizowałyśmy w ramach 100-lecia kilka wydarzeń z myślą o naszej bohaterce, która była jedną z dwóch pierwszych białostockich radnych w Radzie Miejskiej z 1919 roku, członkinią jej Prezydium, przedsiębiorczynią, właścicielką pierwszej księgarni w przedwojennym Białymstoku i naszą lokalną sufrażystką. Wspomniałyśmy przy okazji wydarzeń dedykowanych Jadwidze Klimkiewiczowej też inne słynne Białostoczanki: drugą radną Julię Charzyńską, doktorkę Irenę Białą i jej siostrę, nauczycielkę tajnych kompletów Janinę Krzyżanowską.

Czujesz się artystyczną duszą?

Często słyszę, jak inni definiują mnie jako artystyczną duszę i przyznam, że nie do końca wiem, z jakich powodów. Należałoby zadać sobie pytanie o znaczenie „artystycznej duszy”, by się nią czuć i określać. Myślę, że kobiety – artystyczne dusze w rozdaniu archetypowym mają dużo romantycznej, wrażliwej, zorientowanej na piękno i estetykę Afrodyty. Hekate i Persefona, dawczynie czasu, atencji i energii, też mogłyby w tym temacie zabrać głos. Najbardziej znanymi archetypowymi patronkami artyzmu są oczywiście greckie boginie sztuki i inspiracji – muzy, co do liczby których wciąż trwa spór, a których naliczono nawet 9. Ich kult sięga czasów przed helleńskich, choć Horacy w 65 w. n.e sławił je w inwokacji. Za biblijną archetypową boginię inspiracji uznaje się też prorokinię Miriam, siostrę Mojżesza.

Archetypy bogiń i bogów to kolejny świat, który mnie fascynuje i pociąga. Śledzę i uzupełniam na bieżąco np. kalendarz starych kultur i świąt dedykowanych boginiom matriarchatu, zgłębiam tę tematykę czerpiąc z różnych źródeł i opracowań. 11 października jest dla przykładu dniem poświęconym bogini Demeter; w zamierzchłych czasach tego dnia świętowano TESMOFORIE zwane Rytuałem Wszystkich Kobiet. Co ciekawe, dzisiaj właśnie 11 października obchodzimy International Day of the Girl Child, coroczne święto, mające na celu przybliżenie społeczeństwom szczególnych wyzwań, przed jakimi stoją dziewczynki na całym świecie. Czy święto to ustanowione przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w 2011 roku, wzmacniane przez organizacje takie jak UNFPA, UNICEF i UN Women 11 października to zbieg okoliczności, przypadek? Coś we mnie, w dużej mierze irracjonalnego, mówi głęboko, że zbieżność dat nie może być incydentalna. To zresztą nie jedyne święta kobiecości pokrywające się w różnych kulturach.

Wracając do muz, z mitologii wiemy, że były one związane z naturą, choć my obecnie wiążemy sztukę z cywilizacją. Nasze pramatki uważały, że sztuka stanowi integralną część natury; dziś to wyobrażenie często odchodzi w niepamięć. Muzy jednak zdaniem Patricii Monaghan, autorki książek o duchowości boginicznej kobiet, m. in. „Ścieżek Bogini”, zanim stały się artefaktami kultury, były siłą natury. Zgadzam się zarówno z jej podejściem, jak i szwedzkiego artysty Curta Källmana, twórcy metodologii Vedic Art, której jestem adeptką, że w każdym człowieku żyje artysta oraz, że każdego dnia mamy wiele okazji, by służyć muzom, wchodzić z nimi w twórcze relacje, tworzyć… Wystarczy po prostu robić coś, obserwować, słuchać, czuć, pozwalać sobie na zachwyt, kreować.

Co lubisz robić prywatnie, co Ci sprawia przyjemność?

Odkąd pamiętam, kocham obcowanie z książkami. W naszym domu rodzinnym zawsze było ich dużo. Rodzice doskonale znali wykaz lektur obowiązkowych i uzupełniających (biorąc od uwagę niełatwe czasy, w których przyszło im żyć oraz sięgając do własnych rodzicielskich doświadczeń, naprawdę jestem pod wrażeniem). Dbali o to, byśmy ja i moi młodsi bracia, wiele książek mogli mieć na własność.

Miesiąc w miesiąc na półkach przybywało słowników, encyklopedii, opracowań, literatury i poezji często za „talony” i „subskrypcje” w czasach PRL. Domyślam się, że wymagało to od nich wielu wyrzeczeń i wysiłku. Czuję wdzięczność i wzruszenie, kiedy myślę o tym, jak nieba nam przychylali, byśmy tylko chcieli się uczyć, czytać, rozwijać. Tak pokochałam księgi i wolumeny, że w dzieciństwie wypożyczałam je z 4 bibliotek równocześnie.

Najlepsze były, co ciekawe, w bibliotece zakładowej w „Fastach”, gdzie niemal całe życie przepracowała moja mama. Widząc, że czytanie jest moją pasją i zapewne wysłuchując moich „jęków” nt nieosiągalnych książek, zapisała się do zakładowej biblioteki i co tydzień przynosiła mi naręcze pachnących starym papierem i kurzem tomiszczy. Niektóre z nich można było wypożyczyć tylko za kaucją – takie „białe kruki” dla nastolatek, jak np. „Dziewczyna o zielonych oczach”, opowiadająca historię nastolatki z dublińskiej prowincji czy na wskroś dziewczyńska „Córka kapitana okrętu” wydana pierwszy raz w 1938 roku.

Czytam dużo i szybko. Minimum 100 książek w roku od wielu, wielu lat. Często słyszę: „Dora, dzięki Tobie wiem, co będę czytać do końca życia”. Z dumą i radością obserwuję, że moja 18-letnia córka Róża też kocha książki. Potrafimy z książkami i w książkach wspólnie spędzać całe dni i godziny, kolekcjonujemy unikatowe wydania najważniejszych dla nas tytułów, autorek, autorów. Każdy w rodzinie ma swoją osobistą bibliotekę. Nie jestem jednak zaskoczona tej miłością do książek – w końcu w ciągu magicznych 9 miesięcy oczekiwania na jej urodziny, codziennie jej czytałam. Zebrałam wtedy też dla niej kolekcję 100 pierwszych książek, w każdej umieszczając dedykację i adnotację, który to tydzień ciąży oraz za ile dni się zobaczymy.

Kocham też podróże, zwłaszcza te „z grubsza” zaplanowane, dedykowane wgłębieniu się w konkretne zagadnienie, eksploracji wybranej postaci. „Z grubsza”, bo zawsze zostawiamy sobie przestrzeń na niespodzianki.

W tym roku wakacje ja i mój partner spędziliśmy w Holandii, głównie w odwiedzinach u zachwycającego wrażliwością Vincenta, którego znamy jako najsłynniejszego na świecie postimpresjonistę, ale nie do końca znamy go jako pisarza, autora przepięknych listów, piszącego przez całe życie. I to jak piszącego! Tkającego, splatającego kolory życia w misterne wzory poruszające serce i wyobraźnię. Metaforyka jego pism niesamowicie scala się z metaforyką dzieł, a barwy płócien, od „Jedzących kartofle” do „Kwitnących sadów z Arles” ukazują ewolucję postrzegania przezeń świata.

Dopiero od miesiąca wiem, że spod ręki mistrza wyszły też kopie dzieł jego ulubionych mistrzów: Milleta, Doré, Delacroix, Rembrandta. Niektóre z nich miałam sposobność obejrzeć na własne oczy. Ponadto nikt mi dotąd tak czytelnie i z taką maestrią nie wyjaśnił wcześniej teorii barw jak Vincent. Uparcie używam w komunikacji jego imienia, a nie nazwiska, bo w bogatej biografii autorstwa Derek Fall przeczytałam, że Vincent marzył, by mówiono o nim, używając imienia, a nie nazwiska Van Gogh. Czy podpisy na każdym obrazie nie są tego najlepszym dowodem? Ba! Mam nawet żal do założycieli Muzeum Van Gogha w Amsterdamie, że nie uwzględnili pragnienia mistrza.

Mężczyzna, w towarzystwie którego podróżuję, mój partner życiowy Artur, poza tym, że wspiera mnie na wszystkich planach mego życia, podczas wakacji uprawia ze mną moją ukochaną muzealną turystykę. Cieszę się, że ta forma odpoczynku obydwojgu nam sprawia przyjemność i nas inspiruje.

Od Artura, zawodowego fotoreportera, uczę się oglądania i czytania fotografii. Zachwyca mnie jego umiejętność dostrzegania w kadrach szczegółów dla mnie niewidocznych. Jeszcze bardziej ujmuje mnie jego talent relacjonowania za pomocą zdjęć rzeczywistości, opowiadania o niej obrazami. Gdyby nie on, byłabym uboższa o horyzont, który mi przez lata bycia razem już pokazał i codziennie pokazuje. Do FOAM Amsterdam też zajrzeliśmy.

Jakie cechy charakteru cenisz u innych ludzi?

W życiu po RMP® jestem bardziej tolerancyjna i mam więcej akceptacji dla innych. Oczywiście, to naturalne, że mając takie, a nie inne rozdanie wewnętrznych determinantów życiowych, pewne cechy osobowości i zachowania u innych cenimy bardziej i je preferujemy, a inne nas drażnią, a nawet są nie do przyjęcia. Jednak świadomość, że ludzie mają różnie oraz, że mają prawo, by owo różnie urzeczywistniać i żyć w zgodzie z sobą, bardzo pomaga.

Cenię u innych determinację w realizacji dążeń i pasji, podziwiam nieustanną edukację, kształcenie się i doskonalenie. Uczę się też od osób z wysoką potrzebę kontaktów społecznych (sama mam niską) orientacji na innych i relacyjności. Kiedy się czegoś podejmuję, oferuję bezwzględne zaangażowanie, pełną kreatywność i profesjonalizm, objawiający się najwyższą z możliwych jakością. Bardzo doceniam to u innych, ale dziś nie oczekuję już wzajemności z szacunku dla inności i różnorodności.

Jakie Cię drażnią?

Hipokryzja, brak odpowiedzialności, unikanie konfrontacji i konstruktywnych konfliktów, brak dojrzałości objawiający się udawaniem, że „nie ma tematu”, gdy w grę wchodzi ważna sprawa do rozwiązania.

Bardzo chcę, ale jednocześnie trudno mi zaufać osobom, które stosują uniki oraz co innego mówią, równolegle co innego robiąc. Staram się zrozumieć ich motywy, zajrzeć głębiej, empatycznie pytać o potrzeby, korzystać z NVC®, jednak nie zawsze mam zasoby emocjonalne, by się modelowo w każdej sytuacji zachować.

Nie lubię też lenistwa i marnotrawienia. Ostatnio, dzięki wzrostowi świadomości ekologicznej, odczuwam rozdrażnienie, niezadowolenie i smutek, a nawet przerażenie, gdy spotykam się z rażącą krótkowzrocznością i bezmyślnością ludzką w działaniu na szkodę naturze, światu, ludziom, nam samym.

Wyraźnie i stanowczo reaguję na wszelkie formy przemocy; wywołują moją złość, gniew, oburzenie.

W życiu najważniejsze dla Ciebie jest…?

Od lat jestem wierna mottu, które było moją inspiracją do pracy dyplomowej „Personal branding trenera”, kiedy kończyłam Roczne Podyplomowe Studia Menedżerskie na SGH. Autorem słów „Bądź sobą – wszyscy inni są już zajęci” najprawdopodobniej jest Oscar Wilde.

Każdy człowiek ma niepowtarzalny system wartości, którym kieruje się w życiu w sposób uświadomiony bądź nie. Pochodną owego systemu są jego aspiracje, marzenia, cele, strategie. Działalność, którą prowadzę ma nieprzypadkową nazwę – Urealniaj aspiracje. Tryb rozkazujący, druga osoba, czasownik niedokonany, kropka na końcu. Urealniaj, a nie urealnij.

Dlaczego? Bo nasze aspiracje są w ciągłej zmianie, w ruchu, jak my. Do starych dołączają nowe, niektóre z nich przedawniają się i tracą znaczenie, wraz z naszą ewolucją ewoluują też nasze potrzeby i pragnienia. Aspiracje, czyli silne pragnienia czegoś bądź silne dążenia do czegoś warto, a nawet trzeba urealniać dla własnego szczęścia.

W zwyczajowym rozumieniu aspiracje postrzegamy jako coś ponadprzeciętnego i nadzwyczajnego. Ale to często błąd. Należy oddzielić aspiracje od ambicji. Aspiracje zależą od samopoznania, samooceny i samookreślenia, zarówno jednostki, jak i jej środowiska społecznego. Mogą być zawyżone, adekwatne, zaniżone. Mogą dotyczyć sfery marzeń bądź działań. Koncentrować się na aktualności lub przyszłości. Odnosić się do edukacji, pracy zawodowej, prestiżu, pozycji społecznej, rodziny, ekonomii, życia towarzyskiego. Pomagam je rozeznawać i definiować, odkrywać i pracować nad nimi. Wspieram urealniania.

Kropka na końcu frazy to celowe podkreślenie znaczenia interpunkcji. Kropka oznajmia, że tak jest.

Uważam, że to cel nadrzędny każdego życia. Ale, by urealniać pragnienia, nieustannie trzeba zadawać siebie pytać: „Co mi daje szczęście?”, „Czy to, co robię zbliża mnie do realizacji moich celów?”, „Czy cele, które osiągam dalej mają dla mnie znaczenie?”, „Czym żyję?”, „Po co tu jestem?”, „Na co przeznaczam swoje talenty?”, „Jakie jest moje Pareto?”, „Co stanowi moje 20%, warte największej koncentracji i najwyższych inwestycji, które pozwoli osiągnąć mi 80% satysfakcji?”

Parkinson i Pareto to moi starzy dobrzy znajomi. Poznałam ich na początku drogi trenerskiej, są ze mną non stop, do bólu uniwersalni i nieśmiertelności. To oni szepcą: „Czy wiesz, kto należy do grona 20% ludzi wokół Ciebie, którzy pozytywnie wpływają na Twoje życie?” „Jakie swoje kompetencje wykorzystasz, by mieć wyższą efektywność osobistą?”, „Co zrobisz, by nie prokrastynować?”

G.B. Show powiedział, że „ludzie za to, kim są, zawsze obwiniają okoliczności”. Nie sposób się z nim nie zgodzić. Ów pisarz, filozof, twórca koncepcji siły życiowej i ewolucji twórczej w jednej osobie, nie przeceniał mocy okoliczności. Przybijam mu piątkę, bo zgadzam się w pełni, że warto aktywnie szukać takich okoliczności, które nam odpowiadają a nawet tworzyć je, jeśli nie znajdujemy, czego szukamy.

Co jest Twoją pasją?

Jedną z nowo odkrytych pasji, której totalnie w ostatnich miesiącach uległam jest łączenie interesujących mnie dziedzin i tematów w celu upowszechniania założeń herstorii.

Zrealizowałam niedawno jedno ze swoich marzeń, unikatowy, autorski warsztat „Motanki HERstoryczne”, będący mixem etnografii, kultury, sztuki ludowej, pracy z EQ nad kompetencjami psychologicznymi i prakseologicznymi, herstorii w Polsce i na świecie, w tym jej 3 nurtów: kompensacyjnego, rewindykacyjnego i alternatywnego i SMARTERowania celów. To ostatnie zrealizowałam w dużej mierze jak na szkoleniach dostarczanych dla korporacji i biznesu, z tą jednak różnicą, że w ramach „recorded” każda z uczestniczek wymotała sobie Żądanicę, słowiańską lalkę – amulet, powierzając jej ważne zadanie przypominania o celu. Ponadto beneficjentki wydarzenia miały okazję do pracy ze swoimi przodkiniami z linii żeńskiej, refleksji nad sobą i tymi cechami swojej osobowości, które mogą swoim matkom, babciom, prababciom etc. zawdzięczać, jak i tymi, które spowalniają ich rozwój, nie pozwalają pójść dalej, wymagają pracy i przebaczenia.

Dowiedziawszy się czym jest Herstoria, uczestniczki włączyły się w jej alternatywny nurt, którego zadaniem jest docenianie roli zwykłych kobiet w historii społeczeństwa. Mam wiele sygnałów i zapytań o kolejne warsztaty „Motanki HERstoryczne. Są w opracowaniu. Rodzą się… Kto wie, może jeszcze w tym roku ujrzą światło dzienne.

Co daje Ci szczęście?

Wiele rzeczy… Choćby dziś: aromatyczna kawa zaparzona z rana przez córkę i podana do biurka, bo ja siedzę i piszę właśnie coś ważnego. Wcześniej, jeszcze przed kawą – zasłyszana w tle rozmowa pomiędzy Arturem i Różą, w ramach której oboje spieszący się, jedno do szkoły, drugie do pracy, ustalili, kto mi tę kawę zaparzy i poda.

Wzruszająca dbałość o mnie, która przecież nie jest ani obligatoryjna, ani wskazana, bo jak skończę pracę, to mogę wstać od biurka i sama sobie kawę zaparzyć… A jednak Ci, którzy mnie kochają, wiedzą doskonale, że nie zrobię tego, choćby trwało to godziny, dopóki nie skończę. Miłość i akceptowanie mnie taką, jaką jestem, daje mi wielkie szczęście.

Drobne rzeczy potrafią mnie uszczęśliwić; zdanie: „Mamo, powąchaj proszę, jak pięknie pachnie szczypiorek, który właśnie kupiłam”…, storczyk, który zakwitł niespodziewanie i niezauważenie dla mnie tak ultraszybko, że nie miałam szans na uformowanie kształtu jego łodygi, płoży się więc doniośle i dumnie po parapecie i zachwyca aż 12 wielkimi purpurowo nakrapianymi kwiatami (jakby nie było organami miłości roślin; ach! ta biologia).

W przestrzeni zawodowej zawsze mnie raduje uśmiech uczestniczki, uczestnika moich szkoleń, dobre słowo, dowód na to, że prowadzone przeze mnie zajęcia pomogły coś odkryć, uświadomić sobie, rozpocząć lub zakończyć.

Albo 6 godzin spędzonych w PKP na trasie Białystok-Gdańsk, oczywiście na szkolenie dla jednego z obsługiwanych przeze mnie klientów korporacyjnych. Mogę je spędzić na 1000 sposobów – to całe 6 godzin dzielących mnie od 16 czy 24 godzin dedykowanych szkoleniu, które też dają mi szczęście, bo kocham to, co robię.

Broszka „House of April” autorstwa mojej przyjaciółki Basi Kwiecień. Zamawiam je u niej wyłącznie z ważnych dla siebie powodów, kiedy chcę coś uczcić, świętować, celebrować, wzmocnić. Spacer po parku jesienią, gdy brodzi się w kolorowych liściach lub zimą, gdy śnieg skrzypi pod butem.

Nowy album z malarstwem, nowa biografia inspirującej mnie postaci, sukienka upolowana na grupie „Drzwi do stylu Doroty Wróblewskiej” wzmacniająca ideę slow fashion i pomocna w pomniejszaniu śladu węglowego, odkrywanie historii rodzinnych dawno zapomnianych i poznawanie na nowo krewnych, których los lata temu rzucił daleko, a w ostatnim czasie zbliżył, ostatnio miałam szczęście poznać bliżej moją siostrę cioteczną Żanetę, piękną, dobrą, wrażliwą młodą dziewczynę, dzięki uprzejmości i otwartości której zwiedzanie Holandii było dłuższe i głębsze.

Praca z dziewczynami ze 100-lecia – zawsze i wszędzie!

Ty też Elu jesteś autorką mego szczęścia – wywiad, który właśnie prowadzimy to niesamowity prezent od Ciebie, twórczyni „Obcasów Podlasia”, którą podziwiam, na moje 46 urodziny. Czuję się zaszczycona. Dziękuję!

Dziękuję.

Elżbieta Stankowiak

Fot. Z archiwum Dorry Ostrożańskiej



Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *