Zrobię to jutro, czyli dlaczego wolimy odkładać na później

Zrobię to jutro, czyli dlaczego wolimy odkładać na później

Najtrudniejszy pierwszy krok… … zanim innych zrobisz sto…” Być może znasz tę popularną piosenkę śpiewaną przez Annę Jantar? Choć niebawem minie 50 lat od jej powstania, okazuje się, że nie straciła w żaden sposób na swojej popularności. To dobrze… chciałoby się rzec. A jednak… Okazuje się, że problem stawiania „pierwszego kroku” nie odszedł wraz z modą na spodnie dzwony, buty na platformach, mini spódniczki i podkolanówki.

Od lat 70. ubiegłego stulecia zmieniło się praktycznie wszystko, jeśli chodzi o styl życia. Nie zmienił się jednak problem braku gotowości do rozpoczęcia działania. Wykonanie „pierwszego kroku” jest trudne, a co najważniejsze nie jest znakiem wspomnianych czasów. To problem ludzki o wymiarze uniwersalnym – tak stary, jak świat. Siedem stuleci p.n.e. znany epik starożytnej Grecji – Hezjod powiadał:

„Co masz zrobić dziś, nie odkładaj na jutro”

Nie da się zaprzeczyć, że żyjemy w czasach, w których dostęp do wiedzy nigdy nie był tak łatwy, jak obecnie. Postęp jest ogromny, a nauka o człowieku i jego zachowaniach wskoczyła na wysoki poziom. Wszystko da się zbadać, zdiagnozować, a następnie można wystawić receptę, by naprawić to, co się zepsuło.

A jak to jest w przypadku wspomnianego „pierwszego kroku”? Czy odkładanie spraw do załatwienia na później nasiliło się, czy spadło? Teoretycznie rzecz biorąc, współczesna świetnie rozwinięta technika, która na co dzień ułatwia życie, powinna nam pomóc również w organizacji czasu, by wystarczało go na wszystko. Trzeba by się jednak zastanowić, czy aby na pewno opóźnianie realizacji zadań… jest kwestią braku czasu.

Otóż zapewniam Cię, że nie! Zjawisko, które nas „dopada” ma zupełnie inny wymiar. Ono niepokoi i zadręcza swoją obecnością nawet wtedy, gdy nasz czas płynie sobie leniwie jak rzeka w czasie wielkiej suszy.

Wyobraź sobie sytuację…, a może wystarczy tylko, że uruchomisz swoją nieodległą pamięć…

Przypomnij sobie, kiedy składałaś zeznanie podatkowe za 12 miesięcy minionego roku. Czy były to pierwsze dni stycznia? Jego pierwsze tygodnie? A może nieprzerwanie zapełniałaś swoją głowę uporczywymi myślami, że masz to do zrobienia… Mijały kolejne dni, tygodnie i miesiące, a Twoje zadanie „wypełnić PIT” miało wciąż status „oczekujący”… Aż nadszedł „ten dzień” 30 kwietnia, „szczęśliwie” przesunięty w tym roku na 31 maja. Być może już sama wiadomość o odroczeniu terminu przyniosła Ci sympatyczną ulgę. Ufff… wypuściłaś z siebie całe napięcie i radośnie pomyślałaś: mam jeszcze czas. Nie muszę tego robić dziś ani jutro. Zajmę się tym na pewno w przyszłym tygodniu – zabrzmiało dumnie Twoje postanowienie. Niestety, kolejne dni nie wniosły niczego nowego do pustych urzędowych rubryk przygotowanych przez Urząd Skarbowy. Odkładanie realizacji tego zadania miałoby wielką szansę ciągnąć się jeszcze tak długo, jak przysłowiowy makaron, gdyby nie wizja wiszących nad Twoją głową konsekwencji w postaci kary pieniężnej.

Oczywiście nie jest to jedyny przykład bezzasadnego odciągania w czasie ważnych działań. Tak dzieje się w przypadku dużych i małych projektów służbowych, które finalizujemy za pięć dwunasta, albo jeszcze w gorszej wersji „na wczoraj”. Nie inaczej jest w życiu prywatnym – przekładane wciąż terminy wykonania badań profilaktycznych, niestety często zbiegają się z wizytą u lekarza, kiedy dolega coś poważnego. Postanowienie, by pobiegać w co drugi wieczór czeka na swój okrzyk startowy od kilku miesięcy. Dzień rozpoczęcia zaplanowanej diety jest odraczany na czas zakończenia świętowania imienin kolejnej cioci. A kiedy chcemy wyjechać na upragnione wakacje, to okazuje się, że przez ostatni rok nie naprawiliśmy zamka w namiocie, bo jakoś ciężko było nam zacząć to robić. W długiej kolejce do naszej aktywności ustawia się rower z przebitą dętką, strych do posprzątania, język obcy do nauczenia, nie wspominając o uporządkowaniu plików ze zdjęciami w osobistym komputerze i napisaniu pracy magisterskiej.

Znasz to? Czujesz ten przygniatający Cię jak worek kamieni ciężar słowa „muszę”? Wiesz, że musisz się z kimś spotkać, musisz coś załatwić, musisz gdzieś być, musisz to zrobić. Czas pędzi, a Tobie trudno przekonać samą siebie do rozpoczęcia działania. Czujesz, że bez przysłowiowego bata nie ruszysz z miejsca. Najczęstszą wówczas iskrą rozpalającą ogień Twojego zaangażowania jest strach przed przykrymi konsekwencjami w postaci kary pieniężnej, wstydu, nadszarpnięcia zaufania, utraty szansy na coś lepszego.

Cały ten czas rozciągnięty pomiędzy pojawieniem się zadania do wykonania a ostatecznym przystąpieniem do jego realizacji wypełniamy po brzegi świadomością konieczności zrobienia tego „pierwszego kroku”. Jak się wtedy czujemy? Zdecydowanie nie najlepiej. Budujemy w sobie napięcie, które z każdą nadchodzącą chwilą nabrzmiewa jak rana na ciele po ukąszeniu przez nieprzyjaznego nam owada. Coraz bardziej boli i dokucza, aż wreszcie poprzez wygenerowany stres pozbawia nas upragnionego spokoju, a tym samym odbiera nam przyjemność życia.

Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na takie, utrudniające własną egzystencję zachowania? W tej kwestii mam dla Ciebie dwie wiadomości – ta gorsza – one są zaprogramowane w nas, ta bardzo dobra – można nauczyć się je kontrolować, a dzięki temu w znacznym stopniu doprowadzić do zminimalizowania. Jestem tego najlepszym przykładem. Moja konsekwentna praca nad sobą doprowadziła mnie do niezwykle zadowalającego efektu, jakim jest odwrotna… prokrastynacja.

No właśnie, padło wreszcie – to najważniejsze w naszym życiowym bałaganie – słowo PROKRASTYNACJA – zawierające w sobie gorzki smak zwlekania, odciągania, odraczania, opóźniania, przekładania na przyszłość. Te, jakże zbyt częste zachowania ujawniają się i towarzyszą ludziom w różnych dziedzinach życia.

Jeżeli przeszła Ci wcześniej przez głowę myśl, że masz po prostu życiowego pecha, skoro „dopadła” Cię ta przykra przypadłość, pragnę Cię uspokoić danymi statystycznymi wskazującymi na dotknięcie, w różnym nasileniu, prokrastynacją od 80 do nawet 95% osób na świecie.

Istotę i rozmiar problemu podkreśla ponadto fakt wpisania pod datą 4 marca Dnia Walki z Prokrastynacją. Ogromne rzesze prokrastynantów uświadamia się wówczas, jak mają organizować swoje życie, by z odwagą i na czas stawiać, w swoich ważnych i błahych sprawach, ten „pierwszy krok”.

Co możesz zrobić ze swoim przypadkiem prokrastynowania? Na pewno nie warto odwlekać tego, co najważniejsze – rozpoczęcia pracy nad sobą. Jak już wiesz, mój osobisty problem pod nazwą prokrastynacja praktycznie nie istnieje. Z przyjemnością podzielę się z Tobą wiadomościami na temat sprawdzonych technik i metod obniżania nasilenia tego zachowania. W oczekiwaniu na nasze kolejne spotkanie, zapraszam Cię do udziału w moim szkoleniu o prokrastynacji. A jeśli czujesz potrzebę indywidualnego kontaktu ze mną, czekam z przyjemnością, by wskazać Ci Twoją osobistą drogę do przejścia. Zrobimy wspólnie ten „pierwszy krok”.

Autor: Barbara Lech

www.barbaralech.pl

Inne artykuły Autora

Źródło fot. Pixabay

Share

Comments

  1. Prokrastynacja to można powiedzieć choroba naszych czasów. Jesteśmy tak bardzo zajęci i zmęczeni codziennymi obowiązkami, że nasz organizm domaga się odpoczynku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *