„Życie nie zawsze jest łatwe, nie zawsze wszystko układa się w nim tak, jakbyśmy chcieli…trzeba żyć, bo życie potrafi być również piękne” Ewa Szymańska autorka sagi „Bo trzeba żyć.”

„Życie nie zawsze jest łatwe, nie zawsze wszystko układa się w nim tak, jakbyśmy chcieli...trzeba żyć, bo życie potrafi być również piękne” Ewa Szymańska autorka sagi „Bo trzeba żyć.”

Zapraszam na rozmowę z Ewą Szymańską – Podlasianką, nauczycielką z Łukowa. Autorka sagi „Bo trzeba żyć.” opowiada o kulisach jej powstania.

Obcasypodlasia.pl: Urodziła się i wychowała Pani na Podlasiu. Akcja Pani książek również umiejscowiona jest w naszym regionie. Ponoć pomysł na Pani książkę powstał z zasłyszanej rodzinnej opowieści?

Ewa Szymańska: Jestem Podlasianką. Wychowałam się w Rudce, szkołę średnią kończyłam w Białymstoku. Potem przez kilka lat mieszkałam gdzie indziej, aby w końcu powrócić na Podlasie i osiąść w Łukowie. Z tym regionem związane jest więc prawie całe moje życie i dlatego akcja książki tu właśnie się rozgrywa. Miejsca opisane w powieści są mi bliskie i chociaż większość wymyślonych przeze mnie wydarzeń rozgrywa się w Łukowie, czyli na południu regionu, nie mogłam oprzeć się pokusie i uwieczniłam w swej powieści także moje rodzinne strony. Stąd powieściowe Olendy, Niemyje czy Rudka właśnie. Trochę co prawda przez to namieszałam, jeśli chodzi o topografię, ale potrzeba, by chociaż w ten sposób nawiązać do mojej pierwszej, dziecięcej jeszcze małej ojczyzny była silniejsza. Natomiast jeśli chodzi o samą książkę, rzeczywiście – główna bohaterka ma swój pierwowzór w autentycznej postaci, chociaż jej losy były tylko punktem wyjścia dla opowieści, która zrodziła się w mojej wyobraźni.

Obcasypodlasia.pl: Jak długo powstawały losy bohaterów Pani sagi?

Ewa Szymańska: Tak naprawdę nie potrafię tego precyzyjnie określić, ale pisanie książki zajęło mi ponad trzy lata. Nie wynika to jednak z faktu, że tak wolno piszę, tylko z tego, że bardzo długo traktowałam to jako hobby, swego rodzaju rozrywkę, która wypełniała mi wolne wieczory. Pisałam więc z doskoku, wtedy, gdy miałam na to ochotę i czas. Bywały takie okresy, że nie zaglądałam do komputera nawet przez dwa miesiące.

Obcasypodlasia.pl: Czy od początku wiedziała Pani, że to będzie saga, czy początki zapowiadały jedynie opowieść o losach Apolonii?

Ewa Szymańska: Sagę napisałam zupełnie niechcący. Na początku miała być to po prostu powieść obyczajowa o pogmatwanych losach kobiety, która popełniła mezalians. Pomysł podsunęła mi wspomniana już wcześniej rodzinna historyjka. A że akurat w tym samym czasie wpadła mi w ręce niezwykle ciekawa publikacja na temat podlaskiej szlachty zaściankowej, miałam gotowy punkt wyjścia. Jednak w miarę jak książka się rozrastała – zaczęli pojawiać się w niej nowi bohaterowie i nowe wątki – zorientowałam się, że to, co piszę, nie jest już tylko opowieścią o życiu Apolonii, ale historią całej jej rodziny i to w dodatku osadzoną w bardzo konkretnych realiach społecznych, historycznych i geograficznych.

Obcasypodlasia.pl: Losy bohaterów książek są całkowicie fikcyjne i jedynie swój początek miała w zasłyszanej opowieści, czy można się w nich dopatrywać wydarzeń, które rzeczywiście miały miejsce?

Ewa Szymańska: Oczywiście, że tak. Chociaż fabuła książki jest zmyślona, to da się tam odnaleźć pewne echa prawdziwych wydarzeń i sytuacji. To chyba nieuniknione – pisząc książkę, przenoszę przecież do niej swoje doświadczenia: zaobserwowane sceny, zapamiętane krajobrazy czy twarze, fragmenty zasłyszanych lub przeczytanych opowieści, wypowiedziane przez kogoś słowa, a nawet opowiedziane sny. Wszystko to istnieje przecież w mojej głowie, a ja tworząc swoją opowieść, starałam się wybrać z tego to, co najciekawsze, a potem, wykorzystując wyobraźnię, połączyć w spójną całość tak, aby mogła ona wciągnąć czytelnika.

Obcasypodlasia.pl: Odnosząc się do wydarzeń historycznych, które toczyły się na Podlasiu, skąd czerpała Pani informacje? Poszukiwanie ich z pewnością było czasochłonne, ale pewnie też takie odkrywanie historii Podlasia – było wciągające.

Ewa Szymańska: Zawsze interesowałam się historią i tym, w jaki sposób wpływa ona na losy zwykłych ludzi. I już dawno doszłam do wniosku, że nikt nie jest w stanie przed nią uciec. Nawet jeśli człowiek nie angażuje się w nic poza osobistymi sprawami, to historia i tak w jakiś sposób determinuje jego życie, choćby tylko pośrednio. Widoczne jest to zwłaszcza w tak niespokojnych czasach, w jakich przyszło żyć moim bohaterom. Dlatego w mojej powieści historia odgrywa ważną rolę, chociaż pokazuję ją w sposób specyficzny, bo właśnie z punktu widzenia bohaterów. Zbieranie potrzebnych informacji było więc rzeczywiście czasochłonne, bo nie wystarczały tu zwykłe opracowania historyczne. Jednocześnie czasem miałam przy tym prawdziwą frajdę, gdy udało mi się znaleźć jakąś ciekawostkę. Aby dotrzeć do interesujących mnie szczegółów, sięgałam bowiem do najróżniejszych źródeł – wspomnień, przedwojennych gazet, starych zdjęć i oczywiście internetu. W poszukiwaniu informacji wchodziłam na najróżniejsze strony – parafialne, genealogiczne, wojskowe, rolnicze, numizmatyczne, meteorologiczne… To niesamowite, jak wielu pasjonatów ma każda z tych dziedzin!

Obcasypodlasia.pl: Codziennemu życiu bohaterów towarzyszą zwyczaje i obrzędy charakterystyczne dla swoich czasów. Skąd zdobywała Pani informacje na ten temat?

Ewa Szymańska: Jak już mówiłam – zewsząd. Chociaż jeśli chodzi o stronę obyczajową mojej książki, bardzo pomocne były też moje własne doświadczenia. Pochodzę ze wsi i chociaż nie urodziłam się sto lat temu, pamiętam z dzieciństwa wiele zwyczajów, które opisałam. Tak naprawdę polska wieś zaczęła się gwałtownie zmieniać dopiero w latach osiemdziesiątych, może nawet dziewięćdziesiątych. Gdy byłam dzieckiem, ciągle jeszcze widoczne były tam ślady przeszłości – budynki, sprzęty, narzędzia i właśnie obyczaje. Poza tym wykorzystałam wspomnienia moich rodziców i dziadków oraz innych osób, które pamiętały te odległe czasy.

Obcasypodlasia.pl: Podsumowując saga „Bo trzeba żyć.” to opowieść o miłości, rodzinie i egzystencji w bardzo ciężkiej, bo wojennej rzeczywistości. O czym jeszcze?

Ewa Szymańska: Myślę, że jest to przede wszystkim opowieść o życiu. Zresztą sugeruje to już tytuł, który zawiera najważniejsze przesłanie mojej książki. Proszę przy tym zwrócić uwagę na to, że nie użyłam w nim słowa „warto”, lecz właśnie „trzeba”. Życie nie zawsze jest łatwe, nie zawsze wszystko układa się w nim tak, jakbyśmy chcieli. Jednak mimo wszystko – mimo problemów, nieszczęść, przeciwności losu – trzeba żyć, bo nie żyjemy tylko dla siebie, bo nasze życie jest ważne dla innych. Wiem, że brzmi to poważnie, ale chociaż w mojej książce opisuję życie także z jego brutalnej strony, zapewniam, że jej ostateczna wymowa jest optymistyczna – trzeba żyć, bo życie potrafi być również piękne.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. wyróżniające z archiwum wydawnictwa

Bo trzeba żyć…Dalszy ciąg rodzinnej sagi: „Gabrynia”

„Bo trzeba żyć. Gabrynia”, która ukazała się 1 lutego nakładem Wydawnictwa Szara Godzina, to drugi tom rodzinnej sagi pióra Ewy Szymańskiej, rozgrywającej się na Podlasiu w pierwszej połowie XX stulecia. „Bo trzeba żyć…” jest opowieścią o kobietach, które wbrew społecznym normom, przewrotności losu i dramatom historii, walcz o swoje szczęście.

Mała wieś Olendy nieopodal Białegostoku. To tutaj, po śmierci ukochanego Franciszka, Apolonia układa swoje życie u boku nowego mężczyzny. Dni, wypełnione pracą i opieką nad dziećmi, biegną w swoim stałym rytmie, wyznaczanym przez pory roku. A jednak nie opuszcza jej poczucie niespełnienia i niepokój. Czy to dlatego, że każdy zakątek domu przypomina jej pierwszego męża? A może niepokoi się o dzieci, które dorastają i dokonują własnych wyborów?

Gabrysia, najstarsza z rodzeństwa, przeżywa młodzieńczą miłość i erotyczną fascynację. Mimo miłosnego zawodu nie porzuca swoich marzeń i kontynuuje naukę w łukowskim gimnazjum. Łuków staje się jej domem. Tutaj odnosi zawodowe sukcesy, tutaj też poznaje Tomasza, tutaj…Wszystkie plany i marzenia burzy wojna. Tłumy uciekinierów, bombardowania, przemarsze wojsk, okupacyjny terror, wszechobecna śmierć stawiają Gabrysię i jej bliskich wobec trudnych wyborów. Czy im sprostają? Jak potoczą się ich losy?

Ewa Szymańska w powieści „Bo trzeba żyć. Gabrynia” kreśli przedwojenne i wojenne życie na Podlasiu z troską o szczegóły. Niejeden mieszkaniec tego regionu odnajdzie w książce cień swojej rodzinnej historii. Traktuje swoich, niedoskonałych przecież, bohaterów ze zrozumieniem i sympatią. Snuje opowieść, jakby powiedziała Olga Tokarczuk, z czułością. „Bo trzeba żyć.

Gabrynia” to pełna ciepła lektura – idealna na spokojne popołudnie i wieczór.

Ewa Szymańska urodziła się i wychowała na Podlasiu. Jest nauczycielem. Pasjonuje się historią, zwłaszcza tą ,,małą”, lokalną, i jej wpływem na losy zwyczajnych ludzi.

Wydawnictwo Szara Godzina i autorka powieści Ewa Szymańska zapraszają do czytania „Bo trzeba żyć. Gabrynia”.

Książka jest dostępna w internetowych i stacjonarnych księgarniach w całej Polsce.

Informacje i okładka – Wydawnictwo Szara godzina

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *